- To co teraz? – pyta Niall.
- Louisa się pytaj. On ma dziewczęcy umysł.
- Wcale nie, pff! –prycha Lou i przykleja drugą parę sztucznych rzęs.
- To może… Pokaz mody? – proponuje Kim.
- Kto za? – pytam.
Wszyscy podnoszą ręce.
- Okej. To możecie skorzystać z wszystkiego, co będzie w szafach, ale błagam, nie zróbcie syfu…
- Tak jest! – Harry salutuje i wszyscy znowu się rozbiegają.
Pędzę po schodach do sypialni Bonnie. Ma tam ona, ukrytą szafę, gdzie ma całkowicie wieśniackie ciuchy. Musi je trzymać w domu, gdyby miała klientkę na miejscu, a nie wiem, czemu ludzie uważają tego typu ciuchy za „ostatni krzyk mody”. Krzyk? Chyba wrzask. Przerażenia i rozpaczy. Otwieram drzwi, a w rzeczach mojej rodzicielki grzebie sobie, Hazza.
- Cześć?
- Hej, N.
Podchodzę do niego i patrzę na ciuchy, które ma zawieszone na rękach. Biorę wszystkie i wrzucam z powrotem do szafy.
- Ja cię ubiorę.
Ten wzrusza tylko ramionami i staje prosto. Wybieram obcisłą złotą sukienkę, której wraz z Bonnie nienawidzimy, ale ustaliłyśmy, że nie będziemy wyrzucać żadnych ciuchów, gdyby była sytuacja jak ta. Harry z coraz większym przerażeniem wertuje wzrokiem ciuchy, które mu podaje. Między innymi seledynowy sweterek o wielgachnych guzikach i wielki kapelusz z piórem (nie mam pojęcia, jaki normalny człowiek by to założył….). Uśmiecham się do niego jak idiotka.
- W takim razie, ja ubiorę ciebie – mówi mój przyjaciel i podaje mi te ohydztwa.
Bez zastanowienia, jakby od dawna czekał na tą chwilę, także wybiera mi ciuchy. Widzę naszyjnik z kwiatków (KLIK), spódnicę do kolan z frędzlami i wyblakłe bolerko (a może to ma być kolor biegunki…?). Wymieniamy się ciuchami. Zakładam wszystko szybciutko i pomagam Harry’emu wcisnąć się w sukienkę. Z trudem dopinamy zamek.
- Nie mogę oddychać… - bełkocze.
- Dasz radę – zakładam mu na głowę kapelusz. Odpuszczam mu sweterek i tak wygląda strasznie.
- Czasami cię nienawidzę – szepcze.
- Wiem, że mnie kochasz.
- Tak kocham cię. I w tym problem – mówi bardzo cicho.
Patrzę się na niego ze zdziwieniem. Uśmiecham się lekko i on także odpowiada uśmiechem. Nasze twarze znacząco zbliżają się do siebie i…
- Idziecie? – pyta Tina, która właśnie weszła do pokoju.
Odrywamy się od siebie błyskawicznie i każde udaje, że coś robi. Ja odkłaczam bolerko, a Harry bawi się piórkiem.
- Tak… Idziemy – szczerzę się do Tiny.
Łapię przyjaciela za rękę i pomagam mu w stawianiu każdego kroku, bo sukienka ogranicza mu ruchy. Śmiejemy się przy tym, udając, że wcześniej nic się nie stało. Na schodach potykam się i wpadam na Louisa ubranego w czerwoną wieczorową sukienkę, którą sama uszyłam. Paraduje w niej jak jakaś dama dworu. Wybucham śmiechem i zaraz dołącza do mnie Harry.
- Masz strasznie zaraźliwy śmiech – bełkocze mój przyjaciel.
Schodzimy na dół i zastajemy wszystkich ubranych w przeróżne stroje. Macy założyła moją sukienkę z balu szkolnego, miętową z tiulu (KLIK). Tiff ubrała jakieś malutkie ubrania, które strzelam, że wygrzebała z szafy Ann. Wciąż nie mogę się przestać śmiać z Louisa, a kiedy ten zabiera Tinie kopertówkę i zaczyna chodzić nieudolnym krokiem modelki, wszyscy się do mnie dołączają.
W końcu leżymy na ziemi i zjadamy chipsy. Czyli jest tak jak mówiłam. Ehh… Wszyscy rzucają ciuchy na kanapę i znowu są w piżamkach. No, przynajmniej dziewczyny.
- Macie jakieś piżamy? – pytam chłopców.
- Jasne. Nie przyszliśmy tu bez niczego, lol – odpowiada Lou.
Chwytają plecaki (których wcześniej nie zauważyłam :C) i rozchodzą się po domu.
- Ale ten Niall jest słodki! – piszczy Macy.
Wszystkie patrzymy się na nią zdziwione. Ona nigdy otwarcie nie mówi o swoich uczuciach, a co dopiero o tych do chłopaka!
- Serio ci się podoba? – pytam z uśmiechem.
- I to jak! Jest taki kochany i miły!
Szczerzymy się wszystkie. Wtedy wracają chłopcy.
Liam ma zwykłą, luźną, białą koszulkę i spodnie dresowe to połowy łydki.
Niall, bluzkę z Yodą i długie portki.
Hazza, czarną koszulkę i spodnie-hawajki.
I… Ekhem… Lou : KLIK
Wszystkie wybuchamy śmiechem widząc jego piżamę. Ten to zawsze musi coś odwalić.
- No co? O co chodzi? – pyta ze zdziwieniem.
- Poważnie? – śmieje się Kim – Hello Kitty?
- A czemu nie? – wzrusza ramionami Lou.
Kiwamy wszystkie głowami. Coś w tym jest. Jednak wystarczy tylko spojrzenie na kolegę w różowym kombinezonie z wiecznie szczęśliwym, jak po marihuanie kotkiem i znowu się śmieję. Wtedy obrywam poduszką. Patrzę z pogardą na Tinę. Ze spokojem podchodzę do niej.
- TO OZNACZA WOJNĘ ŚMIECIU! – drę się na nią i oddaję jej.
Zaczyna się druga już w tym dniu bitwa. Co chwila leję się z Tiną, co przyprawia mnie o straszny ból głowy i mdłości. Mam wrażenie, że zaraz zwymiotuję J
Siadam na ziemi i próbuję medytować, jednak nie sądzę, żebym w takim otoczeniu mogła na tyle oczyścić umysł jak ci faceci co sobie lewitują. A szkoda. Fajnie by było. Wrzasnęłabym „ I TERAZ WAM GŁUPIO, CO?!” i patrzyła na przyjaciół z góry.
Moje marzenia przerywa poduszka Hazzy. Wstaję i zaczynam go bić tym co mam pod ręką, czyli… hmm… dłońmi.
Nagle Louis zaczyna się drzeć .
- NA ZIEMIĘ!
I wszyscy padają jak kłody. Lou patrzy się na nas z pogardą.
- Pff! Wygrałem!
I wtedy obrywa poduszkami.
------------------------------------------------------------------------------------------------------------
Pozdrowienia dla@tysiaa15, @polishfanof_1D i @m_l_n_s_1d <3 Są najlepsze <3
- Louisa się pytaj. On ma dziewczęcy umysł.
- Wcale nie, pff! –prycha Lou i przykleja drugą parę sztucznych rzęs.
- To może… Pokaz mody? – proponuje Kim.
- Kto za? – pytam.
Wszyscy podnoszą ręce.
- Okej. To możecie skorzystać z wszystkiego, co będzie w szafach, ale błagam, nie zróbcie syfu…
- Tak jest! – Harry salutuje i wszyscy znowu się rozbiegają.
Pędzę po schodach do sypialni Bonnie. Ma tam ona, ukrytą szafę, gdzie ma całkowicie wieśniackie ciuchy. Musi je trzymać w domu, gdyby miała klientkę na miejscu, a nie wiem, czemu ludzie uważają tego typu ciuchy za „ostatni krzyk mody”. Krzyk? Chyba wrzask. Przerażenia i rozpaczy. Otwieram drzwi, a w rzeczach mojej rodzicielki grzebie sobie, Hazza.
- Cześć?
- Hej, N.
Podchodzę do niego i patrzę na ciuchy, które ma zawieszone na rękach. Biorę wszystkie i wrzucam z powrotem do szafy.
- Ja cię ubiorę.
Ten wzrusza tylko ramionami i staje prosto. Wybieram obcisłą złotą sukienkę, której wraz z Bonnie nienawidzimy, ale ustaliłyśmy, że nie będziemy wyrzucać żadnych ciuchów, gdyby była sytuacja jak ta. Harry z coraz większym przerażeniem wertuje wzrokiem ciuchy, które mu podaje. Między innymi seledynowy sweterek o wielgachnych guzikach i wielki kapelusz z piórem (nie mam pojęcia, jaki normalny człowiek by to założył….). Uśmiecham się do niego jak idiotka.
- W takim razie, ja ubiorę ciebie – mówi mój przyjaciel i podaje mi te ohydztwa.
Bez zastanowienia, jakby od dawna czekał na tą chwilę, także wybiera mi ciuchy. Widzę naszyjnik z kwiatków (KLIK), spódnicę do kolan z frędzlami i wyblakłe bolerko (a może to ma być kolor biegunki…?). Wymieniamy się ciuchami. Zakładam wszystko szybciutko i pomagam Harry’emu wcisnąć się w sukienkę. Z trudem dopinamy zamek.
- Nie mogę oddychać… - bełkocze.
- Dasz radę – zakładam mu na głowę kapelusz. Odpuszczam mu sweterek i tak wygląda strasznie.
- Czasami cię nienawidzę – szepcze.
- Wiem, że mnie kochasz.
- Tak kocham cię. I w tym problem – mówi bardzo cicho.
Patrzę się na niego ze zdziwieniem. Uśmiecham się lekko i on także odpowiada uśmiechem. Nasze twarze znacząco zbliżają się do siebie i…
- Idziecie? – pyta Tina, która właśnie weszła do pokoju.
Odrywamy się od siebie błyskawicznie i każde udaje, że coś robi. Ja odkłaczam bolerko, a Harry bawi się piórkiem.
- Tak… Idziemy – szczerzę się do Tiny.
Łapię przyjaciela za rękę i pomagam mu w stawianiu każdego kroku, bo sukienka ogranicza mu ruchy. Śmiejemy się przy tym, udając, że wcześniej nic się nie stało. Na schodach potykam się i wpadam na Louisa ubranego w czerwoną wieczorową sukienkę, którą sama uszyłam. Paraduje w niej jak jakaś dama dworu. Wybucham śmiechem i zaraz dołącza do mnie Harry.
- Masz strasznie zaraźliwy śmiech – bełkocze mój przyjaciel.
Schodzimy na dół i zastajemy wszystkich ubranych w przeróżne stroje. Macy założyła moją sukienkę z balu szkolnego, miętową z tiulu (KLIK). Tiff ubrała jakieś malutkie ubrania, które strzelam, że wygrzebała z szafy Ann. Wciąż nie mogę się przestać śmiać z Louisa, a kiedy ten zabiera Tinie kopertówkę i zaczyna chodzić nieudolnym krokiem modelki, wszyscy się do mnie dołączają.
W końcu leżymy na ziemi i zjadamy chipsy. Czyli jest tak jak mówiłam. Ehh… Wszyscy rzucają ciuchy na kanapę i znowu są w piżamkach. No, przynajmniej dziewczyny.
- Macie jakieś piżamy? – pytam chłopców.
- Jasne. Nie przyszliśmy tu bez niczego, lol – odpowiada Lou.
Chwytają plecaki (których wcześniej nie zauważyłam :C) i rozchodzą się po domu.
- Ale ten Niall jest słodki! – piszczy Macy.
Wszystkie patrzymy się na nią zdziwione. Ona nigdy otwarcie nie mówi o swoich uczuciach, a co dopiero o tych do chłopaka!
- Serio ci się podoba? – pytam z uśmiechem.
- I to jak! Jest taki kochany i miły!
Szczerzymy się wszystkie. Wtedy wracają chłopcy.
Liam ma zwykłą, luźną, białą koszulkę i spodnie dresowe to połowy łydki.
Niall, bluzkę z Yodą i długie portki.
Hazza, czarną koszulkę i spodnie-hawajki.
I… Ekhem… Lou : KLIK
Wszystkie wybuchamy śmiechem widząc jego piżamę. Ten to zawsze musi coś odwalić.
- No co? O co chodzi? – pyta ze zdziwieniem.
- Poważnie? – śmieje się Kim – Hello Kitty?
- A czemu nie? – wzrusza ramionami Lou.
Kiwamy wszystkie głowami. Coś w tym jest. Jednak wystarczy tylko spojrzenie na kolegę w różowym kombinezonie z wiecznie szczęśliwym, jak po marihuanie kotkiem i znowu się śmieję. Wtedy obrywam poduszką. Patrzę z pogardą na Tinę. Ze spokojem podchodzę do niej.
- TO OZNACZA WOJNĘ ŚMIECIU! – drę się na nią i oddaję jej.
Zaczyna się druga już w tym dniu bitwa. Co chwila leję się z Tiną, co przyprawia mnie o straszny ból głowy i mdłości. Mam wrażenie, że zaraz zwymiotuję J
Siadam na ziemi i próbuję medytować, jednak nie sądzę, żebym w takim otoczeniu mogła na tyle oczyścić umysł jak ci faceci co sobie lewitują. A szkoda. Fajnie by było. Wrzasnęłabym „ I TERAZ WAM GŁUPIO, CO?!” i patrzyła na przyjaciół z góry.
Moje marzenia przerywa poduszka Hazzy. Wstaję i zaczynam go bić tym co mam pod ręką, czyli… hmm… dłońmi.
Nagle Louis zaczyna się drzeć .
- NA ZIEMIĘ!
I wszyscy padają jak kłody. Lou patrzy się na nas z pogardą.
- Pff! Wygrałem!
I wtedy obrywa poduszkami.
------------------------------------------------------------------------------------------------------------
Pozdrowienia dla
BOŻE KOCHAM TWÓJ STYL PISANIA! <3 Piękny rozdział jak każdy inny zresztą :D
OdpowiedzUsuńŁaaaa... Padam ;P
OdpowiedzUsuńAwwww piękny *.* Nextaaa chcę : 3
OdpowiedzUsuń