Po tym jak moja siostra zaczęła męczyć Nialla, humor trochę
mi się poprawił, jednak nie na tyle by wyjść z domu. A jest taka ładna pogoda.
Nawet świeci słońce, a to coś nowego. Wiem, że muszę pogadać z Harrym, wyjaśnić
całą sytuację, ale… jeszcze nie teraz.
Tina dzwoniła kilka razy, ale nie odebrałam, nie chciałam. Wolałam patrzeć jak Ann ujeżdża Nialla. I choć powinnam mu pomóc, znalazłam nawet uzdę (nie mam bladego pojęcia, co robiła w moim domu, biorąc pod uwagę, że moja jedyna styczność z koniem, miała miejsce, kiedy byłam pięcioletnią dziewczynką i spadałam z wielkiego konia wyścigowego mojej ciotki) i pomogłam siostrze ubrać w nią kolegę. Ten patrzył z przerażeniem jak jakaś śmieszna metalowa rurka została perfidnie wepchnięta mu pod język, a całość zarzucona mu na szyję, bo wypadała mu twarz (fajnie to brzmi). Zainterweniowałam dopiero, gdy mała przyszła z ogonkiem osła, który przypina się szpilką do pinaty, czy innego czego. NO, ALE NIE DO CZŁOWIEKA, NO JA PROSZĘ. Kocham moją siostrę, chociaż jest rozwydrzonym, wstrętnym, śmierdzącym, małym, bezlitosnym, fałszywym tyranem z brązowym pasem teakwondo i arsenałem gadżetów szpiegowskich. Ale to moja malutka siostrzyczka!
Niall w końcu objął ją rękami z całej siły, przewiesił sobie przez ramię, jak worek, pobiegł na górę i chyba zamknął ją w pokoju, bo nic (czytaj: Annabelle) za nim nie przybiegło. Walnął się do mnie na kanapę i patrzy wzrokiem typu „DLACZEGO NIE POMOGŁAŚ KIEDY TWOJA SATANISTYCZNA SIOSTRA WYCISKAŁA ZE MNIE SIÓDME POTY?!”, a ja tylko wzruszam ramionami. Nie żeby coś, ale ja sama się jej boję. A ona ma siedem, SIEDEM lat.
Włączam telewizor, aby robić coś, w czym zaczynam poważnie widzieć swoją przyszłość. Będę zawodowo oglądać bajki dla dzieci. No bo skoro są testerzy czekolady, albo foteli masujących, to czemu nie ma bajek? Będę miała swoją własną firmę, którą nazwę Nicki S.A. I Reklamę! „Chcesz stworzyć nową bajkę? Nie wiesz, czy jest dobra? Zgłoś się do nas! My rozwiążemy twój problem! Nicki, specjalista od spraw bajek dla dzieci, z wielką chęcią przetestuje twoją twórczość! Zadzwoń już teraz! *jakiś dżingielek reklamowy*” I będę sławną bizneswoman, która podróżuje po świecie! Marzenia przerywa mi dźwięk łamanych drzwi (mając siostrę taką jak moja, zna się go bardzo dobrze) i na dół zbiega smutna Annabelle.
- Nicki, muszę kupę.
Ehh… I chyba to na razie będzie moja przyszłość.
Żegnajcie marzenia!
Witaj kupko siostry.
Wtedy jednak do domu wchodzi Harry.
- Cóż to za żargon się pytam? – pyta Annabelle.
Niall patrzy na mnie, a ja tylko kręcę głową z rezygnacją.
- Nicki możemy porozmawiać? – zwraca się do mnie Hazza.
- Jasne. Ale teraz muszę pomóc siostrze się wypróżnić.
Wstaję, biorę Ann na ręce i biegnę z nią do łazienki. Stawiam ją na ziemi i zamykam drzwi od środka.
- Rób co masz robić. Długo – rozkazuję i odwracam się.
Słyszę jak siostra zdejmuje portki i siada na sedesie. Matki zawsze się chwalą, że ich dzieci to puściły bączka!, czego nigdy nie zrozumiem. Hm.. Kupka, Ann wali jak zdechły kot polany sosem z zarżniętej makreli. Postanawiam skupiać się na pozytywach.
Nie ma żadnych.
No chyba, że zaletą jest to, że jej kupa robi śmieszne „plum”.
Odór dostaje mi się do oczu i te zaczynają lekko łzawić.
- Jezusie boski, czemu? – pytam się sufitu.
Biorę z pralki klamerkę do bielizny i zatykam nią nos. To nic nie daje. A w filmach zawsze działa. Tylko boli mnie kinol.
Ał.
Postanawiam zająć się czymś, co dziewczyny w łazience lubią najbardziej, czyli…
Nie, nie malowanie.
CZYTANIE ETYKIETEK PO KOSMETYKACH!
Taka pianka do włosów. Zawiera jakiś przeklęty Polyaminopropyl. To straszne. Co by było gdyby on żył? Wyobrażacie sobie? „Polyaminopropyl obiad!” „Polyaminopropyl umówisz się ze mną?” Nie łatwiej było go nazwać… Hm… Bob? Nie! Musi być Polyaminopropyl. Ta nazwa… Ona tak do mnie przemawia! Czuję ją całą sobą! (nie, raczej nie)
Albo Salicylate. Dziewczęca nazwa. Więc byłaby żoną Polyaminopropyla. „Polyaminopropyl+Salicylate=LOVE FOREVER AND EVER.
W czasie rozmyślania jak nazywałyby się ich dzieci(polyaminopropylątka?), zauważam, że Ann stoi obok mnie, więc siedzę w tym fetorze, choć wcale nie muszę.
Ze złością wychodzę z łazienki i słyszę jak chłopcy się kłócą.
- To ją zabolało wiesz? – mówi Niall.
- Myślisz, że ja tego chciałem?! – drze się Harry.
- No raczej tak!
- A z resztą, co jej do tego?
- Pogadasz z nią to się dowiesz.
Cisza.
Wącham swoją rękę i czuję, że przesiąkłam odorem kupki. Spuszczam głowę w dół i ze zniszczoną dumą i brakiem czasu na prysznic wchodzę do salonu.
Jestem gotowa na rozmowę z Harrym.
Chyba, że międzyczasie ucieknie.
Naprawdę śmierdzę…
------------------------------------------------------------------------------------------
Dzisiaj kupkowo-toaletowo-chemiczny rozdział ;-;
Pozdrawiam wszystkich czytających, a w szczególności Annalenę, bo się kobita chyba uzależniła od mojego blogaska (taki żargonik).
Memento Mori! <3
Wasza,
Shizz.
Tina dzwoniła kilka razy, ale nie odebrałam, nie chciałam. Wolałam patrzeć jak Ann ujeżdża Nialla. I choć powinnam mu pomóc, znalazłam nawet uzdę (nie mam bladego pojęcia, co robiła w moim domu, biorąc pod uwagę, że moja jedyna styczność z koniem, miała miejsce, kiedy byłam pięcioletnią dziewczynką i spadałam z wielkiego konia wyścigowego mojej ciotki) i pomogłam siostrze ubrać w nią kolegę. Ten patrzył z przerażeniem jak jakaś śmieszna metalowa rurka została perfidnie wepchnięta mu pod język, a całość zarzucona mu na szyję, bo wypadała mu twarz (fajnie to brzmi). Zainterweniowałam dopiero, gdy mała przyszła z ogonkiem osła, który przypina się szpilką do pinaty, czy innego czego. NO, ALE NIE DO CZŁOWIEKA, NO JA PROSZĘ. Kocham moją siostrę, chociaż jest rozwydrzonym, wstrętnym, śmierdzącym, małym, bezlitosnym, fałszywym tyranem z brązowym pasem teakwondo i arsenałem gadżetów szpiegowskich. Ale to moja malutka siostrzyczka!
Niall w końcu objął ją rękami z całej siły, przewiesił sobie przez ramię, jak worek, pobiegł na górę i chyba zamknął ją w pokoju, bo nic (czytaj: Annabelle) za nim nie przybiegło. Walnął się do mnie na kanapę i patrzy wzrokiem typu „DLACZEGO NIE POMOGŁAŚ KIEDY TWOJA SATANISTYCZNA SIOSTRA WYCISKAŁA ZE MNIE SIÓDME POTY?!”, a ja tylko wzruszam ramionami. Nie żeby coś, ale ja sama się jej boję. A ona ma siedem, SIEDEM lat.
Włączam telewizor, aby robić coś, w czym zaczynam poważnie widzieć swoją przyszłość. Będę zawodowo oglądać bajki dla dzieci. No bo skoro są testerzy czekolady, albo foteli masujących, to czemu nie ma bajek? Będę miała swoją własną firmę, którą nazwę Nicki S.A. I Reklamę! „Chcesz stworzyć nową bajkę? Nie wiesz, czy jest dobra? Zgłoś się do nas! My rozwiążemy twój problem! Nicki, specjalista od spraw bajek dla dzieci, z wielką chęcią przetestuje twoją twórczość! Zadzwoń już teraz! *jakiś dżingielek reklamowy*” I będę sławną bizneswoman, która podróżuje po świecie! Marzenia przerywa mi dźwięk łamanych drzwi (mając siostrę taką jak moja, zna się go bardzo dobrze) i na dół zbiega smutna Annabelle.
- Nicki, muszę kupę.
Ehh… I chyba to na razie będzie moja przyszłość.
Żegnajcie marzenia!
Witaj kupko siostry.
Wtedy jednak do domu wchodzi Harry.
- Cóż to za żargon się pytam? – pyta Annabelle.
Niall patrzy na mnie, a ja tylko kręcę głową z rezygnacją.
- Nicki możemy porozmawiać? – zwraca się do mnie Hazza.
- Jasne. Ale teraz muszę pomóc siostrze się wypróżnić.
Wstaję, biorę Ann na ręce i biegnę z nią do łazienki. Stawiam ją na ziemi i zamykam drzwi od środka.
- Rób co masz robić. Długo – rozkazuję i odwracam się.
Słyszę jak siostra zdejmuje portki i siada na sedesie. Matki zawsze się chwalą, że ich dzieci to puściły bączka!, czego nigdy nie zrozumiem. Hm.. Kupka, Ann wali jak zdechły kot polany sosem z zarżniętej makreli. Postanawiam skupiać się na pozytywach.
Nie ma żadnych.
No chyba, że zaletą jest to, że jej kupa robi śmieszne „plum”.
Odór dostaje mi się do oczu i te zaczynają lekko łzawić.
- Jezusie boski, czemu? – pytam się sufitu.
Biorę z pralki klamerkę do bielizny i zatykam nią nos. To nic nie daje. A w filmach zawsze działa. Tylko boli mnie kinol.
Ał.
Postanawiam zająć się czymś, co dziewczyny w łazience lubią najbardziej, czyli…
Nie, nie malowanie.
CZYTANIE ETYKIETEK PO KOSMETYKACH!
Taka pianka do włosów. Zawiera jakiś przeklęty Polyaminopropyl. To straszne. Co by było gdyby on żył? Wyobrażacie sobie? „Polyaminopropyl obiad!” „Polyaminopropyl umówisz się ze mną?” Nie łatwiej było go nazwać… Hm… Bob? Nie! Musi być Polyaminopropyl. Ta nazwa… Ona tak do mnie przemawia! Czuję ją całą sobą! (nie, raczej nie)
Albo Salicylate. Dziewczęca nazwa. Więc byłaby żoną Polyaminopropyla. „Polyaminopropyl+Salicylate=LOVE FOREVER AND EVER.
W czasie rozmyślania jak nazywałyby się ich dzieci(polyaminopropylątka?), zauważam, że Ann stoi obok mnie, więc siedzę w tym fetorze, choć wcale nie muszę.
Ze złością wychodzę z łazienki i słyszę jak chłopcy się kłócą.
- To ją zabolało wiesz? – mówi Niall.
- Myślisz, że ja tego chciałem?! – drze się Harry.
- No raczej tak!
- A z resztą, co jej do tego?
- Pogadasz z nią to się dowiesz.
Cisza.
Wącham swoją rękę i czuję, że przesiąkłam odorem kupki. Spuszczam głowę w dół i ze zniszczoną dumą i brakiem czasu na prysznic wchodzę do salonu.
Jestem gotowa na rozmowę z Harrym.
Chyba, że międzyczasie ucieknie.
Naprawdę śmierdzę…
------------------------------------------------------------------------------------------
Dzisiaj kupkowo-toaletowo-chemiczny rozdział ;-;
Pozdrawiam wszystkich czytających, a w szczególności Annalenę, bo się kobita chyba uzależniła od mojego blogaska (taki żargonik).
Memento Mori! <3
Wasza,
Shizz.
Nie chyba, tylko raczej :) Ciekawy rozwój wypadków w rozdziale, czekam na następny ^^
OdpowiedzUsuńJutro spróbuję wstawić xD
Usuń