środa, 10 kwietnia 2013

Rozdział XV


Postanowiłam dzisiaj porozmawiać ze Stephanie. Uznałam, że skoro i tak nigdy jej nie ma lepiej, żeby zamieszkała w hotelu. Tak będzie lepiej dla nas obu. Dla mojego portfela też. Steph może jeść tylko zdrową żywność, która jest trzy razy droższa od zwyczajnej, a różni się tylko napisem „light” na opakowaniu. Więc jak tylko wróci do domu (bo jeszcze jej nie ma) będę musiała poważnie z nią pomówić.
Zostali u mnie tylko Tina i Harry. Resztę, włącznie z Liamem, przy ciągłym narzekaniu mojej przyjaciółki, wyprosiłam. Chciałam pobyć tylko i wyłącznie z tą dwójką. Tak, więc po zmarnowaniu na mojej głowie czterech kostek masła, dwóch opakowań mąki i miski płatków z mlekiem Tina w końcu powiedziała, że wybaczy mi to, że wygoniłam jej chłopaka i nawet powiedziała, że mnie kocha. To jest przyjaciółka, nie ma, co <3
Chcieliśmy tylko się dzisiaj polenić, tak jak kiedyś. Przed trasą koncertową One Direction i w ogóle. Tylko wtedy Harry jeszcze nie znał Tiny… Ale gdyby znał na pewno właśnie tak by było. Więc siedzimy na kanapie i oglądamy głupie filmy, co jakiś czas rzucając jakiś bezsensowny komentarz. Albo kapeć w telewizor. Różnie.
Oparłyśmy z Tiną głowy na kolanach Hazzy. Jest wygodnie, chyba, że ten nagle pomyśli żeby wstać i robić pajacyki, wtedy nasze łepetyny spadają, bo Harry robi to na tyle szybko, ze gdyby chciał mógłby prześcignąć Strusia Pędziwiatra.
Najśmieszniej było jak Tina zasnęła. Wiedziałam o tym, ale jej nie obudziłam. Po jakimś czasie Hazza zerwał się z kanapy, a na kolanie miał mokrą plamę. Nasza przyjaciółka go obśliniła przez sen. Haha.
- Która godzina? – pyta senna Tina.
- W pół do piątej – patrzę na telefon.
Ta zrywa się nagle i krzycząc, że umówiła się z Liamem wybiega z domu. Okej. Wciąż trzymając głowę na kolanach przyjaciela odpisuję Bonnie na smsa. Wszystko jest w porządku, dom jeszcze stoi, Annabelle na razie żyje i takie tam. Nie wiem, czemu do mojego domu wpada, nagle pani Stacy z patelnią w ręku i krzyczy coś, że dostała zlecenie by sprawdzić czy żyjemy. Patrzę się na nią ze spokojem, aż ta z przerażoną miną wycofuje się do swojego bunkra, czy gdzie tam ona żyje. Jeśli chodzi o kobiety w jej wieku, nie mam bladego pojęcia. Ma ze sto dwadzieścia lat, koło siedmiu kotów i manię na rozmowy o swoim mężu/zmarłym mężu/mężu, który uciekł z dwadzieścia lat młodszą kobietą. Z jej historii wynika, że wychodziła za mąż koło ośmiu razy. Biedni faceci.
Harry przyzwyczaił się do tego, że moje sąsiadki zachowują się jakby dopiero, co wyszły z psychiatryka, bądź jakby druga wojna światowa wciąż trwała, więc nawet przy nich jest tym uroczym sobą. Kiedyś nawet jedna z nich chciała dać mu swój numer. Brr.
Kiedy znowu słyszę otwieranie drzwi i mam już grozić wezwaniem CSI, FBI, policji, sądu i wszystkiego możliwego, zauważam, że to Stephanie. Płacze, patrzy się na nas, płacze jeszcze mocniej i biegnie na górę.
- Wypadałoby do niej pójść – mówię od niechcenia i wstaję.
Idę do schodów i szybko wbiegam na górę. Otwieram drzwi od swojego pokoju i widzę tam uśmiechniętą koleżankę.
- Co się stało? – pytam.
- Absolutnie nic –szczerzy się ta.
- Przecież płakałaś – zauważam.
- Miałam nadzieję, że Harry zwróci na mnie uwagę. Udało się? – pyta.
- Nie bardzo.
Steph podgryza delikatnie policzek jakby się nad czymś zastanawiała. Nagle podnosi głowę i patrzy się na mnie uśmiechnięta.
- Mam pomysł! Może ty mogłabyś mi pomóc go poderwać?
Patrzę się na nią smutnym wzrokiem.
- Widzisz Stephanie… Z naszą przyjaźnią jest tak, że on jest mi bliski jak nikt inny. Czasami nawet bardziej. I choć często mam wielką ochotę go zabić, jednego dnia bym bez niego nie przeżyła. Uwielbiam go i wiem o nim wszystko. Między innymi to, że na razie nie szuka dziewczyny. Więc niestety nie mogę ci pomóc, gdyż nie zrobiłabym tego całym sercem, a jak tak, to wolę nie robić tego w ogóle.
Steph patrzy się na mnie jak na idiotkę.
- Hmm… No tak. Więc w takim razie, jasno mogę stwierdzić, że jesteś w nim zakochana. Prawda?
Spuszczam lekko głowę nie odpowiadając. Koleżanka podchodzi do mnie i mocno mnie przytula.
- Od początku wiedziałam. Widać to.
Kolejna osoba, którą mogę dopisać do listy, którą nazwałam Lista Ludzi, Którzy Szybciej Niż Ja Dowiedzieli Się, Że Jestem Zakochana W Swoim Najlepszym Przyjacielu. W skrócie LLKSNJDSŻJZWSNP.
- Stephanie i przy okazji musimy porozmawiać – mówię.
- Jeśli chodzi ci o to, że powinnam się wyprowadzić, to tak, wiem. Dzisiaj już mnie tu nie będzie.
Hm. Łatwo poszło.
- Nie jesteś zła za tego Harry’ego? – pytam.
- Żartujesz? Jest słodki, to prawda, ale ty nigdy nie byłaś w nikim zakochana. Cieszę się twoim szczęściem – uśmiecha się.
Ściskam ją z całej siły i łzy lecą mi po policzkach. Uśmiecham się do niej ostatni raz i schodzę na dół do przyjaciela.
- Steph się dzisiaj wyprowadza – mówię i siadam obok niego.
- Tak bywa – ten wzrusza ramionami.
Daję mu lekkiego kuksańca i tym razem opieram głowę o jego ramię.
- Jak się czujesz? – pyta.
- Dobrze, a co?
- Nic, ale jesteś dziś jakaś taka przymilna.
Patrzę się na niego i ściskam go jeszcze mocniej niż wcześniej Steph.
- Po prostu jestem cholernie szczęśliwa, że cię mam.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz