Leżę na łóżku Bonnie i patrzę w sufit. Harry chciał się
wprosić, ale powiedziałam, że wolę zostać sama. Nie wiem, o co chodzi, ale
teraz, gdy na niego patrzę nie widzę w nim mojego przyjaciela.
Widzę kogoś, z kim bardzo chciałabym być.
Te wszystkie miłe słowa, wspomnienia, płacze. Kocham go i zawsze kochałam. Tylko teraz jest to trochę inna miłość. Gdy go widzę mam motylki w brzuchu. Zawsze usprawiedliwiałam to tym, że po prostu cieszę się, że go widzę. Jednak po tym dniu już wiem jak jest.
Jestem totalnie zakochana w swoim najlepszym przyjacielu.
Biję się w głowę mając nadzieję, że to mi minie. Jednak nie mogę przestać o nim myśleć. Kocham go.
Jednak to nie może się wydać. Mogłoby to kompletnie zniszczyć naszą przyjaźń, a nie wiem, co bym bez niego zrobiła.
Wstaję z łóżka i idę do swojego pokoju. Tam, przy oknie siedzi Steph.
- Cześć, mała.
- Hej – odpowiadam z lekkim uśmiechem i rzucam się na wielką pufę.
- Co jest? – pyta moja koleżanka zaciekawiona.
- Umieram.
- Zakochałaś się?
Patrzę na nią z lekkim przerażeniem i zdziwieniem zarazem.
- Nie, czemu? Wydaje ci się.
Stephanie wzrusza ramionami i mówi coś pod nosem.
- Nikt dzisiaj nie przychodzi? – pyta z nutką nadziei w głosie.
- Nikt. Tylko my dwie – szczerzę się.
- To kogoś zaproś, bo będziemy się nudzić.
Patrzę na nią oszołomiona. Myślałam, że chce spędzić ten czas tylko ze mną. Jak przyjaciółka z przyjaciółką. Jak kiedyś.
- Jasne. Zaproszę chłopców i Tinę.
- Koniecznie tego Harry’ego czy jak mu tam. Jest strasznie słodki!
Patrzę na nią złowrogo, ale ta nie widzi tego, bo buszuje w swojej torbie.
- Chciałabym ładnie przy nim wyglądać. Pomożesz mi wybrać ciuchy, które mu się spodobają? W końcu się przyjaźnicie – mówi swoim piskliwym głosem.
- Jasne.
Bez słowa odwracam się i wychodzę z pokoju. Wchodzę do łazienki Bonnie i siadam w wannie. Lubię to miejsce. Jest takie spokojne i białe. Czasami, kiedy chcę się wypłakać siadam sobie w tej oto wannie i… płaczę.
Tak jak teraz. Łzy ciekną mi po policzkach. Kocham Hazzę, ale nie jestem na tyle odważna, żeby powiedzieć o tym Stephanie. A ona jest przepiękna. Bez największego trudu rozkocha w sobie mojego przyjaciela.
Nie wiele myśląc dzwonię do Tiny. Odbiera już po drugim sygnale.
- Co tam jeżozwierzu?
- Tina przyjedź. Siedzę w wannie Bonnie.
- Aż tak źle? Zaraz będę.
Ona zna mnie na wylot. Siedzę chwilę i czytam etykiety po kosmetykach. Trafiłam na tonik. Carboxaldehyde. Czy tylko mi się wydaje, że ludzie, którzy coś takiego wymyślają mają nie po kolei w głowie? Nie mogło być carbox? Serio, koniecznie musi być Carboxaldehyde? Umysł ludzki mnie powala. Znajduję jakiś krem i smaruję sobie nim ręce. Wali kupskiem. Ale miło nawilża.
Nagle do łazienki wpada Tina. Jest zdyszana. Siada na kibelku i patrzy na mnie z oczekiwaniem.
- Co jest Nicki?
Milczę.
- Ty wstrętny mały, niedorozwinięty płodzie! Gadaj, o co chodzi! Nie po to tu biegłam jak idiotka, żebyś teraz siedziała bez słowa!
Kochana.
- Tina. Ja się… Ja się…
- TY SIĘ CO?!
- Ja się zakochałam.
- O jak miło – uśmiecha się moja przyjaciółka.
Pochylam głowę i także lekko się uśmiecham.
- Jaki on jest? Ładny? Bogaty? Słodki? Romantyczny? To musi być ktoś specjalny, bo ty się tak łatwo nie zakochujesz. Pewnie jest z zagranicy! Może Włoch… Albo Hiszpan! Ma pewnie jakieś egzotyczne korzenie, co sprawia, że wygląda, no wiesz, Mrrau. Ile ma lat? Mam nadzieję, że starszy! No bo chyba nie młodszy? Jeżeli okaże się, że jest gburem to cię zabiję, zakopię, po czym odkopię i znów zabiję, bo nie będę chciała spędzać z nim czasu…
- Tina…?
- Ale jeśli ten potwór cię skrzywdzi, to wiedz, że JEGO zabiję. Bo jeżeli ktoś złamie serce mojej najlepszej przyjaciółce, to ja złamię mu nos i… AŁ!
Rzuciłam w nią mydłem.
- Wybacz, ale musiałam.
- Rozumiem. To, kto to jest? – pyta moja przyjaciółka już jak normalny człowiek.
Milczę.
- Nicki?
- Wiesz, co Tina? Zapomnijmy o tym. Nie powinnam ci tego mówić.
- Chyba żartujesz. Natychmiast mi mówisz, bo spełnię moją wcześniejszą groźbę.
- Ale… Ja… Słuchaj… No bo… Wiesz…
- PRZESTAŃ SIĘ KURDE JĄKAĆ I MÓW JAK CZŁOWIEK! – drze się na mnie Tina.
- TO HARRY OKEJ?! – wrzeszczę na nią.
Myślałam, że zareaguje inaczej. Myślałam, że zacznie się śmiać jak idiotka, bądź uda obrzydzenie. A ta tylko usiadła na krawędzi wanny i uśmiechnęła się.
- Wiedziałam – wyszeptała – Ty tak na niego patrzysz. A on na ciebie. Rozmawiałam o tym z Liamem, on też sądzi, że coś między wami jest.
Słucham? Czy tylko ja nie wiedziałam o tym, że jestem w nim zakochana? I od kiedy to mówi się o rozterkach miłosnych swojej przyjaciółki chłopakowi?
- A co z tobą i z Liamem? – pytam z uśmiechem.
- No wiesz… To i owo – uśmiecha się coraz mocniej.
- Jesteście już razem? – pytam.
- Tak. Od wczoraj! – śmieje się perliście.
Wstaję. Łapię ją za ramiona i skaczemy z radości.
- Nareszcie! – przytulam ją mocno.
- A ty kiedy powiesz o swoich uczuciach Harry’emu?
- Nie wiem. Jak nadejdzie okazja.
Wychodzę z wanny i otrzepuję ubrania. Tina otwiera drzwi od łazienki. Wychodzimy, a ja czuję się trochę szczęśliwsza, że mogłam się komuś wygadać.
------------------------------------------------------------------------------------------
Badoom.
Miłość rozkwita, czy może nie?
Aha! Sama jeszcze nie wiem ;__;
Dowiem się, gdy najdzie mnie na napisanie następnego rozdziału ^^
Pozdrawiam, wszystkich czytających :*
Widzę kogoś, z kim bardzo chciałabym być.
Te wszystkie miłe słowa, wspomnienia, płacze. Kocham go i zawsze kochałam. Tylko teraz jest to trochę inna miłość. Gdy go widzę mam motylki w brzuchu. Zawsze usprawiedliwiałam to tym, że po prostu cieszę się, że go widzę. Jednak po tym dniu już wiem jak jest.
Jestem totalnie zakochana w swoim najlepszym przyjacielu.
Biję się w głowę mając nadzieję, że to mi minie. Jednak nie mogę przestać o nim myśleć. Kocham go.
Jednak to nie może się wydać. Mogłoby to kompletnie zniszczyć naszą przyjaźń, a nie wiem, co bym bez niego zrobiła.
Wstaję z łóżka i idę do swojego pokoju. Tam, przy oknie siedzi Steph.
- Cześć, mała.
- Hej – odpowiadam z lekkim uśmiechem i rzucam się na wielką pufę.
- Co jest? – pyta moja koleżanka zaciekawiona.
- Umieram.
- Zakochałaś się?
Patrzę na nią z lekkim przerażeniem i zdziwieniem zarazem.
- Nie, czemu? Wydaje ci się.
Stephanie wzrusza ramionami i mówi coś pod nosem.
- Nikt dzisiaj nie przychodzi? – pyta z nutką nadziei w głosie.
- Nikt. Tylko my dwie – szczerzę się.
- To kogoś zaproś, bo będziemy się nudzić.
Patrzę na nią oszołomiona. Myślałam, że chce spędzić ten czas tylko ze mną. Jak przyjaciółka z przyjaciółką. Jak kiedyś.
- Jasne. Zaproszę chłopców i Tinę.
- Koniecznie tego Harry’ego czy jak mu tam. Jest strasznie słodki!
Patrzę na nią złowrogo, ale ta nie widzi tego, bo buszuje w swojej torbie.
- Chciałabym ładnie przy nim wyglądać. Pomożesz mi wybrać ciuchy, które mu się spodobają? W końcu się przyjaźnicie – mówi swoim piskliwym głosem.
- Jasne.
Bez słowa odwracam się i wychodzę z pokoju. Wchodzę do łazienki Bonnie i siadam w wannie. Lubię to miejsce. Jest takie spokojne i białe. Czasami, kiedy chcę się wypłakać siadam sobie w tej oto wannie i… płaczę.
Tak jak teraz. Łzy ciekną mi po policzkach. Kocham Hazzę, ale nie jestem na tyle odważna, żeby powiedzieć o tym Stephanie. A ona jest przepiękna. Bez największego trudu rozkocha w sobie mojego przyjaciela.
Nie wiele myśląc dzwonię do Tiny. Odbiera już po drugim sygnale.
- Co tam jeżozwierzu?
- Tina przyjedź. Siedzę w wannie Bonnie.
- Aż tak źle? Zaraz będę.
Ona zna mnie na wylot. Siedzę chwilę i czytam etykiety po kosmetykach. Trafiłam na tonik. Carboxaldehyde. Czy tylko mi się wydaje, że ludzie, którzy coś takiego wymyślają mają nie po kolei w głowie? Nie mogło być carbox? Serio, koniecznie musi być Carboxaldehyde? Umysł ludzki mnie powala. Znajduję jakiś krem i smaruję sobie nim ręce. Wali kupskiem. Ale miło nawilża.
Nagle do łazienki wpada Tina. Jest zdyszana. Siada na kibelku i patrzy na mnie z oczekiwaniem.
- Co jest Nicki?
Milczę.
- Ty wstrętny mały, niedorozwinięty płodzie! Gadaj, o co chodzi! Nie po to tu biegłam jak idiotka, żebyś teraz siedziała bez słowa!
Kochana.
- Tina. Ja się… Ja się…
- TY SIĘ CO?!
- Ja się zakochałam.
- O jak miło – uśmiecha się moja przyjaciółka.
Pochylam głowę i także lekko się uśmiecham.
- Jaki on jest? Ładny? Bogaty? Słodki? Romantyczny? To musi być ktoś specjalny, bo ty się tak łatwo nie zakochujesz. Pewnie jest z zagranicy! Może Włoch… Albo Hiszpan! Ma pewnie jakieś egzotyczne korzenie, co sprawia, że wygląda, no wiesz, Mrrau. Ile ma lat? Mam nadzieję, że starszy! No bo chyba nie młodszy? Jeżeli okaże się, że jest gburem to cię zabiję, zakopię, po czym odkopię i znów zabiję, bo nie będę chciała spędzać z nim czasu…
- Tina…?
- Ale jeśli ten potwór cię skrzywdzi, to wiedz, że JEGO zabiję. Bo jeżeli ktoś złamie serce mojej najlepszej przyjaciółce, to ja złamię mu nos i… AŁ!
Rzuciłam w nią mydłem.
- Wybacz, ale musiałam.
- Rozumiem. To, kto to jest? – pyta moja przyjaciółka już jak normalny człowiek.
Milczę.
- Nicki?
- Wiesz, co Tina? Zapomnijmy o tym. Nie powinnam ci tego mówić.
- Chyba żartujesz. Natychmiast mi mówisz, bo spełnię moją wcześniejszą groźbę.
- Ale… Ja… Słuchaj… No bo… Wiesz…
- PRZESTAŃ SIĘ KURDE JĄKAĆ I MÓW JAK CZŁOWIEK! – drze się na mnie Tina.
- TO HARRY OKEJ?! – wrzeszczę na nią.
Myślałam, że zareaguje inaczej. Myślałam, że zacznie się śmiać jak idiotka, bądź uda obrzydzenie. A ta tylko usiadła na krawędzi wanny i uśmiechnęła się.
- Wiedziałam – wyszeptała – Ty tak na niego patrzysz. A on na ciebie. Rozmawiałam o tym z Liamem, on też sądzi, że coś między wami jest.
Słucham? Czy tylko ja nie wiedziałam o tym, że jestem w nim zakochana? I od kiedy to mówi się o rozterkach miłosnych swojej przyjaciółki chłopakowi?
- A co z tobą i z Liamem? – pytam z uśmiechem.
- No wiesz… To i owo – uśmiecha się coraz mocniej.
- Jesteście już razem? – pytam.
- Tak. Od wczoraj! – śmieje się perliście.
Wstaję. Łapię ją za ramiona i skaczemy z radości.
- Nareszcie! – przytulam ją mocno.
- A ty kiedy powiesz o swoich uczuciach Harry’emu?
- Nie wiem. Jak nadejdzie okazja.
Wychodzę z wanny i otrzepuję ubrania. Tina otwiera drzwi od łazienki. Wychodzimy, a ja czuję się trochę szczęśliwsza, że mogłam się komuś wygadać.
------------------------------------------------------------------------------------------
Badoom.
Miłość rozkwita, czy może nie?
Aha! Sama jeszcze nie wiem ;__;
Dowiem się, gdy najdzie mnie na napisanie następnego rozdziału ^^
Pozdrawiam, wszystkich czytających :*
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz