środa, 10 kwietnia 2013

Rozdział XVI


Poprosiłam Harry’ego żeby został na noc, bo nie wyobrażałam sobie spania w praktycznie pustym domu. Tylko ja i Annabelle. Już chyba wolałabym… o jeju nie wiem, zjeść makrelę niż zostać z nią sama. Nie po tamtym strasznym dniu. Brr.
Kocham moją siostrę, ale to diabeł wcielony. Zaczęło się jak miała dwa lata, Bonnie kupiła jej świnkę morską, a ta rzuciła ją na mnie. Miałam ranę ciętą na policzku.
Nie mniej jednak cieszę się, że Stephanie się wyprowadza. Tylko zajmowała mi pokój ;_;
Popijając sok kaktusowy leżę na kanapie w salonie i oglądam kolejny odcinek „Brzydkiej małpki, która szuka przyjaciół”. To chyba druga część. Nazywa się „Brzydka małpka znajduje przyjaciela”. Nie no, to już jest żałosne. Tym razem brzydka małpka i jej kolega z poprzedniej części bawią się ze sobą, śpiewając piosenki i chowając różne rzeczy.
Ten świat spada na psy.
Albo raczej na małpy.
Na brzydkie małpy.
- CO CHCESZ NA OBIAD?! – Harry drze się z kuchni.
- JEDZENIE! – odkrzykuję.
Przyjaciel mi gotuje. To takie słodkie. Nie wiem, co zrobi, ale mu ufam. Chyba, że będzie to langusta. Wtedy nią w niego rzucę. Rozkładam się na kanapie i przykrywam kocem. Jest mi cieplutko i milutko. Tak może być już zawsze.
- Serio co chcesz na obiad? Harry wchodzi do salonu.
- Nie wiem. Nic. Herbatę.
- No to mi to wali – przyjaciel kładzie się na mnie.
Jest trochę ciężko, biorąc pod uwagę, że, hmm… KTOŚ NA MNIE LEŻY. Wiercę się przez chwilę, ale czuje się jak mors przebity harpunem. Mam małe deżawi. Leżę przez chwilę spokojnie, po czym zaczynam się wiercić.
- Zejdź ze mnie.
- Skoro tego chcesz – Harry ześlizguje się ze mnie i jak śledź spada na ziemię. Jakoś tak dzisiaj wszystko łatwo mi idzie. Jakbym była wysmarowana masełkiem czy coś.
Mój przyjaciel spadł tak, ze mam idealny widok na jego włosy, które teraz są bardziej proste niż kręcone. Nie zmienia to faktu, że wygląda prześlicznie.
Debil.
- Nicki! Nudzi mi się! – słyszę schodzącą na dół Annabelle.
- O nieee! – chowam się pod kocem.
- Co jest mała? – Harry pyta się mojej siostry.
- Straaaaaaasznie mi się nudzi. Odcięłam już wszystkim lalkom głowy i teraz nie mam, co robić.
MOJA SIOSTRA TO SADYSTKA. Siedmioletnia sadystka. Z siedmioletnim stażem!
- Może jeszcze misiom poodcinasz głowy? – proponuje Harry.
MÓJ PRZYJACIEL TO SADYSTA. Dziewiętnastoletni sadysta. Z dziewiętnastoletnim stażem i uśmiechem, który łamie żebra.
- Im odcięłam… Ale wezmę misie Nicki!
- NAWET SIĘ NIE WAŻ! – wynurzam się spod koca i niczym pantera ze wścieklizną rzucam się na siostrę. Jednak, widać, że brązowy pas w teakwondo nie zdobyła przypadkiem, bo przerzuca mnie sobie przez ramię, krzycząc niczym mongolski wojownik. Przypominam, MA SIEDEM LAT.
Patrzę się na nią przerażona.
- Super! – Harry patrzy na nią z podziwem i pomaga mi wstać. Czuję się jak w tym śnie, kiedy idziesz nago do szkoły, patrzysz w dół i tam nic nie ma. Poza twoim obnażonym ciałem. W wielkim spazmie padam znowu na kanapę i stosuję znaną z „Nie ma to jak statek” metodę pancernika, która polega na jak największym skurczeniu się poprzez złapanie swoich nóg, kołysanie się i płakanie „proszę nie bij”. Kiedy przestaję i podnoszę głowę, liczę na to, że Harry będzie stał nade mną i patrzył z delikatnym uśmiechem. Ale go tam nie ma. Nade mną, na podłodze, w ogóle w salonie. Annabelle także.
Zostałam sama.
Smutno mi.
A bajka o szkaradnej małpce się skończyła. Teraz leci jakaś piosenka o słoniu.
- JEST LEPSZA OD TYCH TWOICH WYPOCIN ŚMIECIU! – krzyczę licząc na to, że Harry mnie usłyszy. Ale chyba ma mnie w nosie.
Słyszę jak otwierają się drzwi. Nie zareagowałabym nawet gdyby do mojego domu wpadła rosyjska mafia, grożąc mi porwaniem Ann (o, a wtedy to jeszcze bym im pomogła!), spaleniem domu, czy czymś innym. Patrzę się w kierunku drzwi i widzę uśmiechniętą głowę Nialla. Zapraszam go głową do środka.
- Co tu robisz? – pytam.
- Louis z Eleanor, Liam z Tiną, Zayn z Perrie, to ja przyszedłem do ciebie – szczerzy się.
- To brzmi jakbyśmy byli parą. Siadaj – klepię miejsce obok siebie.
Kolega siada i rozkłada swoje szanowne stopy na moim stoliku do kawy. Nie reaguję, bo… nie chce mi się okej?! Rzucam w niego paczką chrupków, na której leżałam (nie wiem…) i opieram głowę o zgięte kolana.
- Co jest? – pyta Niall.
- W porządku – uśmiecham się – Tak jakoś mam po prostu doła.
- Rozumiem. Chcesz się przytulić?
Kiwam głową i mocno go ściskam. Harry przytula świetnie, ale to Niall jest w tym mistrzem. Potrafi sprawić, że nawet najgorsza depresja przejdzie w sekundę. Uwielbiam się do niego tulić.
- Świetnie przytulasz wiesz? – pytam, mu w ramię.
- Wiem, dziękuję. Już lepiej?
- Lepiej. Dzięki wielkie – całuję go w czółko po przyjacielsku.
- Co ty tu robisz Niall? – słyszę lekko rozzłoszczony głos Hazzy.
Ałć.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz