Kiedy się budzę, Harry’ego nie ma obok mnie. Patrzę na
zegarek stojący obok telewizora i widzę, że jest dopiero siódma rano. Spałam
kilka godzin, ale jestem wypoczęta. Wstaję i po cichu, żeby nikogo nie obudzić
idę na górę. Otwieram drzwi do swojego pokoju i krzywię się lekko, gdy
skrzypią. Na palcach podbiegam do szafy. I wyciągam ciuchy. Z szuflady wyciągam
bieliznę i zbiegam na dół. Wszyscy śpią, więc przebieram się w salonie, bez
obawy, że ktoś wejdzie. Kiedy jestem już ubrana, wiążę włosy w niedbały
warkocz. Biorę z torby wiszącej w przedpokoju portfel i wychodzę.
Na szczęście mieszkam w takiej okolicy, w której jest dużo sklepów. Ja jednak wybieram ten najmniejszy. Żadna sieć, po prostu jeden mały, pojedynczy sklepik. Wchodzę do środka i wędruje pomiędzy półkami, szukając niezbędnych do życia produktów. Wiem, co lubi, każdy z moich przyjaciół, a pieniędzy mam dużo, więc robię całkiem spore zakupy. W koszyku znajdują się między innymi chrupki serowe dla Nialla, cola waniliowa dla Tiny i słodka kukurydza dla Harry’ego.
Po zapłaceniu, szybko wychodzę ze sklepu i pędzę do domu. Postanawiam zrobić jedyne danie, które potrafię, czyli naleśniki. Wsypuje wszystkie składniki do miski i ubijam ciasto trzepaczką. W czasie smażenia, wyjmuje wszelkie dodatki – syrop klonowy, dżemy, twaróg, sos czekoladowy i kładę je na stół. Naleśniki kładę w stosik na dużej tacy i rozkładam talerze dla każdego.
Wbiegam na górę, żeby wszystkich obudzić. Szybko otwieram drzwi do sypialni Bonnie i widzę tam śpiącego jak aniołek Nialla. Podchodzę cicho do niego i krzyczę mu do ucha:
- JEDZENIE!
Ten zrywa się jak poparzony i patrzy na mnie jak na wariatkę. Wskazuję mu głową dół i mówię „Naleśniki w kuchni”. Niall uśmiecha się i biegnie na dół.
Potem idę do pokoju gościnnego, gdzie przytuleni leżą Liam z Tiną. Skaczę na nich i mocno ich przytulam, a moja przyjaciółka zaczyna się drzeć.
- W kuchni czekają na was naleśniki, moje drogie zakochańce – wstaję z nich i wybiegam z pokoju.
Po cichu otwieram drzwi do pokoiku Annabelle. Patrzę ze zdziwieniem na śpiącego na podłodze Louisa, o którym wczoraj kompletnie zapomniałam. Kopię go mocno w łydkę.
- Co jest padalcu? – pyta zaspany.
- Naleśniki w kuchni. Idź jedz.
Wstaje i ledwo podchodzi do drzwi, po czym się wywala. Zaraz wstaje i znowu próbuje zejść na dół. Podchodzę do łóżka siostry i lekko ją szturcham.
- Ann! Naleśniki czekają!
Mała otwiera wielkie niebieskie oczka i uśmiecha się do mnie.
- Mamy gości. Są wszyscy chłopcy i Tina – dodaję i biorę ją na ręce.
Schodzimy na dół. Postanawiam nie budzić Steph, źle czuła by się w naszym towarzystwie. Idziemy do kuchni i sadzam siostrę na jednym z krzeseł.
- Wiecie może gdzie Harry? – pytam.
- Pewnie poszedł pobiegać. Zawsze to robi rano.
Wzruszam ramionami i zajmuję jedno z wolnych krzeseł. Biorę naleśnika na talerz i polewam go wielką warstwą syropu klonowego. Potem zwijam go w rulonik i zaczynam jeść. Wszyscy idą w moje kroki i naleśniki z tacy, znacznie zaczynają znikać.
- Dobre – mówi Niall.
Wszyscy patrzymy się na niego przerażeni. Na wszelki wypadek rzucam w niego butelką sosu czekoladowego, żeby upewnić się, że to on.
- Ał! Co jest? – patrzy na nas zdziwiony.
- Nigdy, nigdy, ale to nigdy nie pochwaliłeś niczyjej kuchni. A co dopiero Nicki! – wskazuje na mnie Liam.
- Dzięki – mówię ironicznie.
Wtedy do domu wchodzi zmęczony Harry. Siada na krześle obok mnie i dosłownie pada na twarz.
- Dzięki, że coś mi zostawiliście – patrzy ze smutkiem na pusty talerz.
Wszyscy, włącznie z Ann, wstajemy i mocno go przytulamy. Hazza w międzyczasie porywa moją siostrę i sadza ją sobie na kolanach. Mała obejmuje go małymi rączkami.
- Czemu nie jesteś moim bratem? Mam tylko taką śmierdzącą Nicki.
Wszyscy, oprócz mnie, zaczynają się śmiać.
- Nie zapominaj kochanie, kto cię karmi – robię do niej słodkie oczka.
- Mama.
Znowu, wszyscy prócz mnie, się śmieją. Mały wstrętny potwór. A to ja musiałam zmieniać jej pieluszki, gdy była mała. Zaczynam ze złością stukać widelcem w talerz. Harry próbuje mnie uspokoić, aż w końcu wyrywa mi go z ręki.
- Lepiej to wezmę, zanim stanie się narzędziem zbrodni.
Uśmiecham się do niego.
- Zapomniałbym! Dzisiejszy dzień spędzasz ze mną i tylko ze mną.
- Co? Czemu? – pytam zdziwiona.
- Bo dzisiaj jest dzień, w którym pierwszy raz gadaliśmy ponad godzinę przez telefon? Tak zaczęła się nasza przyjaźń? Serio?
Walę się pięścią w głowę. Jak ja mogłam o tym zapomnieć? Kiedy siedzieliśmy już razem w ławce, nie przepadaliśmy za sobą. Dopiero, kiedy zapraszałam ludzi na swoje urodziny, a nikt nie chciał przyjść, zadzwoniłam do Harry’ego. On od razu się zgodził. Wtedy bardzo długo rozmawialiśmy i właśnie wtedy zaczęła się nasza przyjaźń.
- Wybacz, wybacz! Miałam tyle spraw na głowie!
- Jasne. Więc chcesz, czy nie, ten dzień spędzimy razem!
Uśmiecham się lekko pod nosem. Jak mogłabym nie chcieć spędzić z nim dnia?
Na szczęście mieszkam w takiej okolicy, w której jest dużo sklepów. Ja jednak wybieram ten najmniejszy. Żadna sieć, po prostu jeden mały, pojedynczy sklepik. Wchodzę do środka i wędruje pomiędzy półkami, szukając niezbędnych do życia produktów. Wiem, co lubi, każdy z moich przyjaciół, a pieniędzy mam dużo, więc robię całkiem spore zakupy. W koszyku znajdują się między innymi chrupki serowe dla Nialla, cola waniliowa dla Tiny i słodka kukurydza dla Harry’ego.
Po zapłaceniu, szybko wychodzę ze sklepu i pędzę do domu. Postanawiam zrobić jedyne danie, które potrafię, czyli naleśniki. Wsypuje wszystkie składniki do miski i ubijam ciasto trzepaczką. W czasie smażenia, wyjmuje wszelkie dodatki – syrop klonowy, dżemy, twaróg, sos czekoladowy i kładę je na stół. Naleśniki kładę w stosik na dużej tacy i rozkładam talerze dla każdego.
Wbiegam na górę, żeby wszystkich obudzić. Szybko otwieram drzwi do sypialni Bonnie i widzę tam śpiącego jak aniołek Nialla. Podchodzę cicho do niego i krzyczę mu do ucha:
- JEDZENIE!
Ten zrywa się jak poparzony i patrzy na mnie jak na wariatkę. Wskazuję mu głową dół i mówię „Naleśniki w kuchni”. Niall uśmiecha się i biegnie na dół.
Potem idę do pokoju gościnnego, gdzie przytuleni leżą Liam z Tiną. Skaczę na nich i mocno ich przytulam, a moja przyjaciółka zaczyna się drzeć.
- W kuchni czekają na was naleśniki, moje drogie zakochańce – wstaję z nich i wybiegam z pokoju.
Po cichu otwieram drzwi do pokoiku Annabelle. Patrzę ze zdziwieniem na śpiącego na podłodze Louisa, o którym wczoraj kompletnie zapomniałam. Kopię go mocno w łydkę.
- Co jest padalcu? – pyta zaspany.
- Naleśniki w kuchni. Idź jedz.
Wstaje i ledwo podchodzi do drzwi, po czym się wywala. Zaraz wstaje i znowu próbuje zejść na dół. Podchodzę do łóżka siostry i lekko ją szturcham.
- Ann! Naleśniki czekają!
Mała otwiera wielkie niebieskie oczka i uśmiecha się do mnie.
- Mamy gości. Są wszyscy chłopcy i Tina – dodaję i biorę ją na ręce.
Schodzimy na dół. Postanawiam nie budzić Steph, źle czuła by się w naszym towarzystwie. Idziemy do kuchni i sadzam siostrę na jednym z krzeseł.
- Wiecie może gdzie Harry? – pytam.
- Pewnie poszedł pobiegać. Zawsze to robi rano.
Wzruszam ramionami i zajmuję jedno z wolnych krzeseł. Biorę naleśnika na talerz i polewam go wielką warstwą syropu klonowego. Potem zwijam go w rulonik i zaczynam jeść. Wszyscy idą w moje kroki i naleśniki z tacy, znacznie zaczynają znikać.
- Dobre – mówi Niall.
Wszyscy patrzymy się na niego przerażeni. Na wszelki wypadek rzucam w niego butelką sosu czekoladowego, żeby upewnić się, że to on.
- Ał! Co jest? – patrzy na nas zdziwiony.
- Nigdy, nigdy, ale to nigdy nie pochwaliłeś niczyjej kuchni. A co dopiero Nicki! – wskazuje na mnie Liam.
- Dzięki – mówię ironicznie.
Wtedy do domu wchodzi zmęczony Harry. Siada na krześle obok mnie i dosłownie pada na twarz.
- Dzięki, że coś mi zostawiliście – patrzy ze smutkiem na pusty talerz.
Wszyscy, włącznie z Ann, wstajemy i mocno go przytulamy. Hazza w międzyczasie porywa moją siostrę i sadza ją sobie na kolanach. Mała obejmuje go małymi rączkami.
- Czemu nie jesteś moim bratem? Mam tylko taką śmierdzącą Nicki.
Wszyscy, oprócz mnie, zaczynają się śmiać.
- Nie zapominaj kochanie, kto cię karmi – robię do niej słodkie oczka.
- Mama.
Znowu, wszyscy prócz mnie, się śmieją. Mały wstrętny potwór. A to ja musiałam zmieniać jej pieluszki, gdy była mała. Zaczynam ze złością stukać widelcem w talerz. Harry próbuje mnie uspokoić, aż w końcu wyrywa mi go z ręki.
- Lepiej to wezmę, zanim stanie się narzędziem zbrodni.
Uśmiecham się do niego.
- Zapomniałbym! Dzisiejszy dzień spędzasz ze mną i tylko ze mną.
- Co? Czemu? – pytam zdziwiona.
- Bo dzisiaj jest dzień, w którym pierwszy raz gadaliśmy ponad godzinę przez telefon? Tak zaczęła się nasza przyjaźń? Serio?
Walę się pięścią w głowę. Jak ja mogłam o tym zapomnieć? Kiedy siedzieliśmy już razem w ławce, nie przepadaliśmy za sobą. Dopiero, kiedy zapraszałam ludzi na swoje urodziny, a nikt nie chciał przyjść, zadzwoniłam do Harry’ego. On od razu się zgodził. Wtedy bardzo długo rozmawialiśmy i właśnie wtedy zaczęła się nasza przyjaźń.
- Wybacz, wybacz! Miałam tyle spraw na głowie!
- Jasne. Więc chcesz, czy nie, ten dzień spędzimy razem!
Uśmiecham się lekko pod nosem. Jak mogłabym nie chcieć spędzić z nim dnia?