piątek, 29 marca 2013

Rozdział X


Kiedy się budzę, Harry’ego nie ma obok mnie. Patrzę na zegarek stojący obok telewizora i widzę, że jest dopiero siódma rano. Spałam kilka godzin, ale jestem wypoczęta. Wstaję i po cichu, żeby nikogo nie obudzić idę na górę. Otwieram drzwi do swojego pokoju i krzywię się lekko, gdy skrzypią. Na palcach podbiegam do szafy. I wyciągam ciuchy. Z szuflady wyciągam bieliznę i zbiegam na dół. Wszyscy śpią, więc przebieram się w salonie, bez obawy, że ktoś wejdzie. Kiedy jestem już ubrana, wiążę włosy w niedbały warkocz. Biorę z torby wiszącej w przedpokoju portfel i wychodzę.
Na szczęście mieszkam w takiej okolicy, w której jest dużo sklepów. Ja jednak wybieram ten najmniejszy. Żadna sieć, po prostu jeden mały, pojedynczy sklepik. Wchodzę do środka i wędruje pomiędzy półkami, szukając niezbędnych do życia produktów. Wiem, co lubi, każdy z moich przyjaciół, a pieniędzy mam dużo, więc robię całkiem spore zakupy. W koszyku znajdują się między innymi chrupki serowe dla Nialla, cola waniliowa dla Tiny i słodka kukurydza dla Harry’ego.
Po zapłaceniu, szybko wychodzę ze sklepu i pędzę do domu. Postanawiam zrobić jedyne danie, które potrafię, czyli naleśniki. Wsypuje wszystkie składniki do miski i ubijam ciasto trzepaczką. W czasie smażenia, wyjmuje wszelkie dodatki – syrop klonowy, dżemy, twaróg, sos czekoladowy i kładę je na stół. Naleśniki kładę w stosik na dużej tacy i rozkładam talerze dla każdego.
Wbiegam na górę, żeby wszystkich obudzić. Szybko otwieram drzwi do sypialni Bonnie i widzę tam śpiącego jak aniołek Nialla. Podchodzę cicho do niego i krzyczę mu do ucha:
- JEDZENIE!
Ten zrywa się jak poparzony i patrzy na mnie jak na wariatkę. Wskazuję mu głową dół i mówię „Naleśniki w kuchni”. Niall uśmiecha się i biegnie na dół.
Potem idę do pokoju gościnnego, gdzie przytuleni leżą Liam z Tiną. Skaczę na nich i mocno ich przytulam, a moja przyjaciółka zaczyna się drzeć.
- W kuchni czekają na was naleśniki, moje drogie zakochańce – wstaję z nich i wybiegam z pokoju.
Po cichu otwieram drzwi do pokoiku Annabelle. Patrzę ze zdziwieniem na śpiącego na podłodze Louisa, o którym wczoraj kompletnie zapomniałam. Kopię go mocno w łydkę.
- Co jest padalcu? – pyta zaspany.
- Naleśniki w kuchni. Idź jedz.
Wstaje i ledwo podchodzi do drzwi, po czym się wywala. Zaraz wstaje i znowu próbuje zejść na dół. Podchodzę do łóżka siostry i lekko ją szturcham.
- Ann! Naleśniki czekają!
Mała otwiera wielkie niebieskie oczka i uśmiecha się do mnie.
- Mamy gości. Są wszyscy chłopcy i Tina – dodaję i biorę ją na ręce.
Schodzimy na dół. Postanawiam nie budzić Steph, źle czuła by się w naszym towarzystwie. Idziemy do kuchni i sadzam siostrę na jednym z krzeseł.
- Wiecie może gdzie Harry? – pytam.
- Pewnie poszedł pobiegać. Zawsze to robi rano.
Wzruszam ramionami i zajmuję jedno z wolnych krzeseł. Biorę naleśnika na talerz i polewam go wielką warstwą syropu klonowego. Potem zwijam go w rulonik i zaczynam jeść. Wszyscy idą w moje kroki i naleśniki z tacy, znacznie zaczynają znikać.
- Dobre – mówi Niall.
Wszyscy patrzymy się na niego przerażeni. Na wszelki wypadek rzucam w niego butelką sosu czekoladowego, żeby upewnić się, że to on.
- Ał! Co jest? – patrzy na nas zdziwiony.
- Nigdy, nigdy, ale to nigdy nie pochwaliłeś niczyjej kuchni. A co dopiero Nicki! – wskazuje na mnie Liam.
- Dzięki – mówię ironicznie.
Wtedy do domu wchodzi zmęczony Harry. Siada na krześle obok mnie i dosłownie pada na twarz.
- Dzięki, że coś mi zostawiliście – patrzy ze smutkiem na pusty talerz.
Wszyscy, włącznie z Ann, wstajemy i mocno go przytulamy. Hazza w międzyczasie porywa moją siostrę i sadza ją sobie na kolanach. Mała obejmuje go małymi rączkami.
- Czemu nie jesteś moim bratem? Mam tylko taką śmierdzącą Nicki.
Wszyscy, oprócz mnie, zaczynają się śmiać.
- Nie zapominaj kochanie, kto cię karmi – robię do niej słodkie oczka.
- Mama.
Znowu, wszyscy prócz mnie, się śmieją. Mały wstrętny potwór. A to ja musiałam zmieniać jej pieluszki, gdy była mała. Zaczynam ze złością stukać widelcem w talerz. Harry próbuje mnie uspokoić, aż w końcu wyrywa mi go z ręki.
- Lepiej to wezmę, zanim stanie się narzędziem zbrodni.
Uśmiecham się do niego.
- Zapomniałbym! Dzisiejszy dzień spędzasz ze mną i tylko ze mną.
- Co? Czemu? – pytam zdziwiona.
- Bo dzisiaj jest dzień, w którym pierwszy raz gadaliśmy ponad godzinę przez telefon? Tak zaczęła się nasza przyjaźń? Serio?
Walę się pięścią w głowę. Jak ja mogłam o tym zapomnieć? Kiedy siedzieliśmy już razem w ławce, nie przepadaliśmy za sobą. Dopiero, kiedy zapraszałam ludzi na swoje urodziny, a nikt nie chciał przyjść, zadzwoniłam do Harry’ego. On od razu się zgodził. Wtedy bardzo długo rozmawialiśmy i właśnie wtedy zaczęła się nasza przyjaźń.
- Wybacz, wybacz! Miałam tyle spraw na głowie!
- Jasne. Więc chcesz, czy nie, ten dzień spędzimy razem!
Uśmiecham się lekko pod nosem. Jak mogłabym nie chcieć spędzić z nim dnia?

Rozdział IX


Jest koło północy, a Stephanie nie wróciła nawet na chwilę. Gadałam z Tiną, nasza przyjaciółka wyszła od niej koło szesnastej. Troszkę się o nią boję. Sama w wielkim mieście. To brzmi jak denny tytuł dennego serialu, lol. Wiem, że sobie poradzi, jednak podczas jej mieszkania u mnie, z lekka czuję się za nią odpowiedzialna.
Siedzimy teraz w szóstkę – ja, Harry, Tina, Liam, Niall i Louis – w salonie. Zayn nie przyszedł, bo jak już mówiłam, nie przepadamy za sobą.
Niall tradycyjnie je wszystko, co tylko znajdzie w mojej lodówce, Louis się wygłupia, a Liam siedzi przytulony z Tiną. Oni są tacy słodcy. Mam nadzieję, że zostaną parą. Ja siedzę oparta o Harry’ego i co chwila rzucam w niego drażami jogurtowymi. Ten próbuje je łapać, ale niezbyt mu to wychodzi.
Dochodzi druga. Wszyscy oparliśmy się o kanapę, a ja położyłam głowę na kolanach Hazzy. Kiedy Lou to zobaczył, powiedział, że czuje się samotny i położył się na Niallu. Śmialiśmy się jak głupi, a kiedy Irlandczyk zaczął go głaskać tarzaliśmy się ze śmiechu. Uwielbiam ich. Z nimi nie sposób się nudzić. Co chwila jeden zrobi coś głupiego, a zazwyczaj jest to właśnie Louis.
Słyszymy chichot i odwracamy się w kierunku drzwi. Stephanie.
- Cześć – piszczy – Wróciłam z imprezy i jestem totalnie padnięta. Pójdę się położyć! – wtedy zauważa, że nie jestem sama – Więc, ja wam nie przeszkadzam – powoli się wycofuje na górę.
Wzruszam lekko ramionami. Lou zaczyna swoją historię o tym jak poznał Kevina, ale go nie słucham. Wydziubuję kłaki, które przykleiły się do łydki Hazzy. To takie nieziemsko fascynujące. Kiedy przypadkiem lekko go uszczypnęłam, ten w zemście pociągnął mnie za włosy. Powiedziałam ciche „Ał” i wstałam. Zaczęliśmy się udawanie bić. Poczochrałam mu włosy, a ten na mnie krzyknął. Zaśmiałam się szyderczo i zaczęłam go łaskotać. Ten też się na mnie rzucił i szczypał mnie w biodra. Tam mam najgorsze łaskotki. Zaczęłam śmiać się jak głupia. Leżymy z Harrym obok siebie na ziemi, wpatrując się w sufit.
Nagle słyszę jak ktoś wstaje i kładzie się na nas obojga. Louis.
- Hm. Lou? Czemu na nas leżysz?
- Bo miękko.
Patrzymy się z Hazzą na siebie i ledwo powstrzymujemy śmiech. Louis jest idiotą. Ale kocham go jak brata. W końcu go z siebie zrzucamy, a ten udaje, że płacze. Niall się do niego przytula.
- Gdzie jest ten uśmiech? – powtarza raz po raz.
- TUTAJ! – Lou szczerzy się jak jakaś zmutowana pirania.
Znowu wszyscy się śmiejemy.
Mija godzina za godziną. Siedzimy w piżamkach.
Ja, mam koszulkę Harry’ego z Kermitem i luźne spodnie do kolan.
Tina, ma białą bluzkę z kwiatkiem i fioletowe szorty.
Liam, szary T-shirt i spodnie do kolan.
Niall, koszulkę z hamburgerem i długie spodnie od piżamy.
Louis, wygląda jak, na co dzień. Ma białą bluzkę w paski i czerwone spodnie, tylko wszystko jest uszyte z miękkiego materiału.
A Harry, jest w białym podkoszulku i Hawajkach.
Siedzimy tak sobie i rozmawiamy, kiedy na dół schodzi Steph. Wszystkie spojrzenia skierowane są na nią. Ma śliczną koszulę nocną z koronką. Jej włosy są idealnie ułożone. Wygląda jakby, wcześniej nie spała, tylko się szykowała na zejście na dół. Patrzę się na swój bardziej męski ubiór. Czuję się trochę głupio i widzę, ze Tina też. Harry jakby mi uświadamiał, że ona wciąż go denerwuje, przytula mnie mocno. To samo robi Liam z Tiną. A Louis z Niallem. Steph siada obok nas na kolanach.
- Obudziłam się. Posiedzę sobie z wami, dobrze? – pokazuje swoje białe zęby.
Wszyscy kiwamy głowami.
- Pójdę po coś do jedzenia – mówi Niall i idzie do kuchni
- Pomogę ci! – Lou biegnie za nim.
Nastaje niezręczna cisza. Wszystkie te rzeczy, które robiliśmy razem, przy Steph są niemożliwe. Patrzymy się po kolei na siebie, aż Harry robi głupią minę i wszyscy wybuchamy śmiechem. Wszyscy, poza Stephanie. Kiedyś, to ona śmiałaby się najgłośniej. Pff! A mówią, że to Anglicy są sztywni! Nie ma ludzi gorszych niż Amerykanie!
Znowu nastaje cisza, którą przerywa, nie, kto inny, jak Lou.
- MISIE PYSIE, KOMU CHIPSÓW?!
Uciszam go, mówiąc, że Annabelle śpi. Ten patrzy na mnie z rozdziawiszoną buzią i leci na górę jak popaprany. No tak. Zapomniałam, że on uwielbia patrzeć jak ona śpi. „Jak aniołek”, mówi wtedy. A ja zazwyczaj wtedy go wyśmiewam.
- Jestem śpiący – ziewa Niall.
- Ja też – dubluje mu Liam – Może się położymy?
Kiwam głową.
- Steph, możesz iść do mnie – uśmiecham się.
- Okej, dzięki – biegnie na górę.
- Niall, jak chcesz to idź do pokoju Bonnie. A wy – patrzę na Tinę i Liama – znajdźcie coś sobie.
Parka rumieni się lekko.
- Nicki, śpisz ze mną na kanapie, wiesz? – szepcze do mnie Harry.
- Dobrze wiedzieć – uśmiecham się do niego.
Wszyscy się rozchodzą. Biorę koc, leżący na telewizorze i czekam, aż Hazza się położy. Ten układa sobie poduszkę i opiera na niej głowę. Kładę się obok niego i przykrywam nas kocem.
- Nigdy, nikt nie będzie dla mnie ważniejszy niż ty – całuje mnie w czoło.
- I nawzajem – z całej siły go przytulam.
Zauważyłam, że ostatnie cały czas tak zasypiamy. Więc czemu teraz miałoby być inaczej?
Zamykam oczy.

------------------------------------------------------------------------------------------------------------

Ta da!
Znowu te same dedykacje :D
Dla 

Dla  <3
Uwielbiam te dziewczyny <3

środa, 27 marca 2013

Rozdział VIII

- Nie wiem, o co tu chodzi, ale cóż. Mam ważną sprawę – mówi Tina.
Patrzę na nią pytającym wzrokiem.
- Poszperałam trochę w internecie i zobacz, co znalazłam – pokazuje mi plik kartek.
Na samej górze widniej napis „Stephanie van der Gold”.
- Tina? Jakie strony ty przeglądasz? – pytam z lekko przerażonym wzrokiem.
- Super! O mnie też masz takie akta? – Harry z zaciekawieniem patrzy na Tinę.
- Mam o wszystkich – mówi jakby to było normalne.
No tak.
Pierwsze, co przykuwa mój wzrok to zdjęcie. Jeżeli to Stephanie, to zmieniła się nie do poznania. Ciemnobrązowe włosy utleniła na jasny blond. Ubiera się w drogie ciuchy od projektantów, a kiedyś nosiła ubrania znalezione w domach towarowych. Twarz także jest inna. Usta pełniejsze, oczy większe, a nos szczuplejszy.
- Wygląda trochę sztucznie – wtrąca się Harry.
- No właśnie! Strasznie się zmieniła. A co jeśli już nie jest tą dawną Steph? – pyta Tina.
- Zobaczymy. Jutro rano tu będzie.
- Jesteś niemożliwa! – mówi moja przyjaciółka i wychodzi trzaskając drzwiami.
- Chcę poznać tą tapeciarę – szepcze do mnie Harry.
- To zostaniesz na noc.
Przyjaciel wzrusza tylko ramionami, wyrażając aprobatę i rzuca się na kanapę. Rozkłada ręce jakby czekał, aż się do niego przytulę. Kładę się obok niego, a ten zaciska wokół mnie ramiona.
- Nigdy się stąd nie ruszajmy – znów szepcze Harry.
- Bardzo chętnie – mówię nieco głośniej i zamykam oczy.


- Nicki! Obudź się! Koleżanka przyjechała! – słyszę głos Hazzy.
Otwieram oczy, a przede mną stoi jakaś dziewczyna. Mrugam troszkę, aby przyzwyczaić się do światła i widzę, że jest to Stephanie.
- Cześć – mówię uśmiechnięta.
- Hej kochana! – piskliwym głosem krzyczy Steph.
- Wstałabym, ale rozumiesz… - mówię.
- Jasne. Pójdę się wypakować. Gdzie mogę spać?
- U mnie? Drugi pokój na górze po lewej.
Stephanie uśmiecha się pokazując śnieżnobiałe żeby. Z trudem podnosi wszystkie walizki i wlecze się na górę.
- I co o niej myślisz? – pytam przyjaciela z uśmiechem.
- Już działa mi na nerwy. Ten głos! – Harry lekko się wzdryga.
Przytulam go mocno i czochram jego włosy. Ten nie reaguje, bo wie, że to nic nie da. Ja po prostu je kocham! Są takie mięciutkie. Leżymy tak z dziesięć minut, aż słyszymy kroki i na dół schodzi Stephanie.
- Już jestem! Oh, wy jesteście parą? – pyta z lekkim uśmiechem.
- Przyjaciółmi – odpowiadam.
- Ale tak bliskimi, że prawie małżeństwem – dodaje Harry.
Patrzę na niego z uśmiechem, lekko zdziwiona.
- No co? Kocham cię! – całuje mnie lekko w czółko.
- Ja też cię kocham. Stephanie masz jakieś plany na wieczór?
- Właściwie tak. Wychodzę na imprezę, może chcecie się wybrać? – pyta.
- Podziękujemy – Hazza obejmuje mnie ramieniem.
- Zrobimy sobie wieczorek filmowy – uśmiecham się do przyjaciela.
- Wy naprawdę zachowujecie się jak małżeństwo. Tina mieszka tam gdzie wtedy? – pyta Steph.
Kiwam głową.
- To ja się do niej przejdę. Trzymajcie się, buźka! – mówi i wychodzi.
Siedzimy chwilę w ciszy.
- Jak ona działa mi na nerwy… - szepcze Harry.
- Nie jest taka zła, jak ją bliżej poznasz – patrzę na niego.
Wiem, że Harry nie polubi Stephanie. On nie znosi dziewczyn takich jak ona. Jest zbyt gwałtowna i pewna siebie. To na pewno go do niej zrazi. I do tego jest typową flirciarą – podrywa wszystko, co jest płci męskiej. Jednak, kiedy poznasz ją bliżej okazuje się naprawdę dobrą przyjaciółką. Można jej zaufać. Kiedy Harry’ego nie było, to ona i Tina były jedynymi osobami, którym mogłam się wygadać. Była dla mnie jak siostra.
Zrywam się nagle z kanapy po słyszę mój telefon, na którym wyświetla się zdjęcie Bonnie. Odbieram szybko.
- Nicki? – mówi moja rodzicielka.
- Cześć Bonnie. Steph już przyjechała.
- Dobrze. Słuchaj, mam wyjazd z pracy na około tydzień, może dwa. Dasz sobie radę sama, czy mam wezwać tam do ciebie ciocię?
- Dam sobie radę! Serio! – krzyczę.
- Okej. Poproś Harry’ego, żeby u nas został. Może spać w moim pokoju. Jemu ufam jakoś bardziej niż tobie.
Kochana.
Przytakuję przy każdej jej uwadze, co do prowadzenia domu. Jestem przyzwyczajona, że mama często ma wyjazdy z pracy. Jest stylistką, a ostatnio jej firma ma same sukcesy, dzięki czemu mama ma zlecenia od sławnych osób. Jest to trochę nie fajne, bo nie to, że jej za to płacą, to jeszcze dają jej wszystkie ciuchy dla niej i dla klienta, rezerwują jej pokój w eleganckim hotelu i płacą za każdą jej zachciankę. Więc Bonnie nie musi nawet wracać do domu – jej ciuchy w porównaniu z tymi, które dostanie są prawie identyczne, tylko starsze.
Po chwili rozłączam się i śmieję się z własnego szczęścia.
- Co jest? – pyta uśmiechnięty Harry.
- Bonnie nie będzie przez około dwa tygodnie. Mówiła, żebyś został, bo mi nie ufa.
- Bardzo chętnie! – mocno go przytulam. Taki przyjaciel to skarb.
Zapowiadają się najlepsze dwa tygodnie w moim życiu!

------------------------------------------------------------------------------------------------------------

Dedykacja dla najwspanialszych:
 na pierwszym miejscu <3
 

Obie je poznałam na Twitterze :)
Świetne dziewczyny :D

poniedziałek, 25 marca 2013

Rozdział VII

Dzisiejszy dzień chcę spędzić sama.
Bez Harry’ego. Bez Tiny. Bez nikogo. Sama.
Hazza wyszedł całkiem niedawno. Ledwo się obudził, a już dostał telefon i musiał sobie iść.
Osobiście mi to nie przeszkadza. Każdy czasami potrzebuje trochę czasu tylko dla siebie. Postanowiłam, że cały dzień spędzę w domu z Annabelle. Pobawię się z nią trochę, obejrzymy bajkę i zrobię jej obiadek. A potem może pójdziemy na spacer. W końcu to moja młodsza kochana siostrzyczka!


Ann zaczyna poważnie działać mi na nerwy.
Znosiłam wszystkie jej zachcianki. Uznałam, że będę dzisiaj dobrą siostrą. Robiłam wszystko, co chciała. Przebrałam się w jej strój wróżki, udawałam jej konia, nawet nie byłam zła, gdy zamknęła mnie w szafie. Ale kiedy powiedziała, że wszystko nagrała (nie wiem jak), przegięła. Moja siostra to szatan w istnej postaci. Ma siedem lat, a kiedy wchodzę do jej pokoju, czuję się jakbym była pod odstrzałem. Znając ją, to zamiast zbierać na lalki i cukierki, wydaje pieniądze na nielegalną broń i ukryte kamery… Nawet ten wyrostek pokazał mi te nagrania. Według moich obserwacji ma kamery w swoim ulubionym misiu, w jednej z książek i w rogu pokoju.
Zostawiłam ją samą i siedzę teraz w salonie. Oglądam sobie koncert One Direction, który mam nagrany z miejsca tuż pod sceną. Kochany Harry załatwił mi bilety. Lubię ten koncert. Byłam na, wielu, ale tu chłopcy wygłupiają się jak nigdy.
Śmieję się jak wykonują zadania, postawione im przez fanów.
Słyszę dzwonek komórki. To specjalnie nagrane przez Hazzę dla mnie „Irresistible”. Słucham chwilę piosenki, miotając głową w prawo i lewo głową. Odbieram szybko i w rytm wcześniej lecianej melodii mówię :
- Halo?
- Nicki? – słyszę dziewczęcy głos.
- Stephanie?! – prawię dławię się ze zdziwienia.
Stephanie to moja i Tiny niegdyś najlepsza przyjaciółka. Przeprowadziła się jednak do Nowego Jorku, bo jej tata dostał świetną propozycję pracy. Na początku Steph dzwoniła do nas, ale potem, znalazła sobie inne koleżanki i przestała. W sumie jej się nie dziwię. Jej przyjaciółki były takie… nowojorskie.
- Cześć, kochanie! Żyjesz tam jeszcze? – pyta słodkim głosem.
- Tak i mam się dobrze – uśmiecham się.
- Wspaniale! Słuchaj kochana, czy jest możliwość żebym zatrzymała się u ciebie na jakiś tydzień?
- Jesteś w Londynie?!
- Tak. Przepraszam, że wcześniej nic nie mówiłam. To, co mogłabym?
Szybko rozważam wszystkie „za” i „przeciw”. Ale uświadamiam sobie, że Steph ma dużo pieniędzy. Mogłaby wynająć sobie wielki apartament w hotelu. Pewnie po prostu stęskniła się troszkę.
- Oczywiście, że możesz.
- Dzięki wielkie kochana! Jesteś najlepsza – cmoka do mnie – Będę u ciebie jutro rano, dobrze?
- Okej. Kopę lat co? – uśmiecham się.
- Aż za dużo! Do zobaczenia, kocham!
Rozłącza się.
Szybko dzwonię do Tiny i mówię jej o wszystkim.
- No, chyba żartujesz?! – drze się moja przyjaciółka.
- Nie. Świetnie co? Steph – wielki powrót.
- Ja nie uważam tego za takie świetne. Ale rób, co chcesz. Muszę kończyć Gouda wariuje. Ciao!
- Pa.
Nie wiem, o co jej chodzi. Przecież kiedyś tak samo jak ja kochała Stephanie. A teraz…  Nie wytrzymuję i dzwonię do Harry’ego.
- Wpadniesz do mnie?
- Zaraz będę.
Na tym to zawsze mogę polegać. Wiem, że ten dzień miałam spędzić bez znajomych, jednak nie dałam rady. Czuję się taka samotna. To boli. Strasznie boli. Rzucam się na kanapę i leżę tak przez minutkę. Może dwie. A może dwadzieścia. Słyszę dziwny pisk, ale nie reaguję. Wtedy coś kładzie się na mnie. Zaczynam wrzeszczeć jak idiotka i machać rękami we wszystkie możliwe kierunki.
- Aaaaa! Ratunku! To Harry! ... Harry?
- Cześć – mówi ze stoickim spokojem, jakby moich wrzasków wcale nie było.
- Cześć! – patrzę na niego poirytowana – Czemu się na mnie położyłeś?
- Bo leżałaś – mówi jakby to wszystko wyjaśniało.
- Zapomniałam – odpowiadam sarkastycznie.
Siadamy na kanapę i patrzymy się na siebie.
- Co jest N? Big N? Mc N? Puciu-puciu N? Na…
- Skończ już.
- Przepraszam. To, co jest?
- Nic.
Harry ma minę jakby chciał mnie zdzielić.
- Zepsuł mi się samochód. Po to, więc biegłem kilka kilometrów?
- Nie musiałeś.
Hazza zaczyna nawalać mnie poduszką.
- Brzmiałaś jakbyś płakała! A ja jestem twoim przyjacielem! Musiałem tu być!
Zrywam się i także go biję. Zaczyna się niezła wojna. Tłuczemy się poduszkami. Przypadkiem nastaję Harry’emu na nogawkę spodni. Te spadają mu do kolan i mój przyjaciel się przewraca. Kiedy spada na ziemię, ciągnie mnie za nogi, przez co i ja leżę. Zaczynamy się śmiać. Wtedy do mojego domu wpada Tina. Patrzy na nas osłupiała.
- Czemu ja zawsze znajduję was w dość dwuznacznej sytuacji? – pyta.
I kiedy się tak temu przyjrzeć, to ma całkowitą rację.

czwartek, 14 marca 2013

Rozdział VI

Nie wiem jak ona to robi, ale za każdym razem jak kręci butelka wskazuje Harry’ego. I za każdym razem pyta go czy coś do mnie czuje. On odpowiada, że jestem jego najlepszą przyjaciółką i tak w kółko.
W końcu przestaliśmy grać. Namówiłam wszystkich do obejrzenia „Śniadania u Tiffany’ego”, który jest moim najukochańszym filmem. Słyszę, że Liam cichutko pochrapuje, a Tina oparła głowę o jego ramię. Tylko Harry ogląda ze mną, bo już się przyzwyczaił. Nawet śpiewał, gdy leciało „Moon River”.
Leżymy sobie teraz pod kocykiem, a ja położyłam mu głowę na kolana. Wybija mi na plecach jakiś rytm palcami. Zamykam oczy i słucham tylko głosu Audrey. Po pewnym czasie odpływam.


Budzę się, kiedy jest ciemno. Rozglądam się i w końcu wzrok zaczyna przyzwyczajać mi się do ciemności. Widzę, że Harry leży na ziemi więc szturcham go stopą.
- Nie śpię – mówi szeptem.
- Gdzie jest reszta? –pytam.
- Wyszli jakąś godzinę temu.
- I tak leżysz sam? Na ziemi? – dziwię się.
- Tak.
- Czemu nie poszedłeś do mojego pokoju?
- Tu mi wygodnie.
Okej. Spadam celowo na ziemię tuż obok niego.
- Tu nie jest wygodnie.
Harry obejmuje mnie jednym ramieniem, więc nie mam szans na wstanie i położenie się z powrotem na kanapie. Wiercę się na początku, ale brak mi sił i tylko leżę. Z daleka Harry wygląda na pewno bosko i oemdżi. A ja jak przebity harpunem mors. Przebity harpunem mors z nieogarniętymi włosami, które kręcą się jak chcą.
Smutno mi.

Zasnęłam potem tylko na chwilę, ale zaraz obudziłam się z krzykiem, bo śniło mi się, że jakiś Eskimos mnie zjada. No, bo byłam morsem, ale to i tak było dziwne. Cały czas tak leżę, aż w końcu Harry zdejmuje ze mnie rękę. W tempie błyskawicznym wstję na nogi i idę do kuchni. Robię sobie płatki. Jednak po zalaniu ich mlekiem uznałam, że nie jestem głodna, więc oddałam je Pear, mojej suczce rasy nowofundland. Jest w kolorze czekoladowym i chyba tylko na tym kończą się jej wspaniałości. Jak ją dostałam, miałam nadzieję, że będzie jak jeden z tych psów ratunkowych. Jednak jej jedynym zadaniem, poza dojadaniem resztek jedzenia, jest ślinienie się. Nie zmienia to faktu, że ją kocham.
Mleko chyba było skwaśniałe, bo Pear napiła się tylko trochę, a potem zrzygała mi się na kapcie. To moje ulubione. Różowe króliczki, które wyglądają jak mop. Wrzucam kapcie do zlewu i przepłukuję je wodą.
- Co ty robisz? – słyszę głos Harry’ego.
- Płuczę rzygi Pear.
- To wszystko wyjaśnia.
Uśmiecham się do niego głupio i wskazuje mu lodówkę głową. Ten rozumie co mam na myśli i zaczyna robić sobie śniadanie. Czuję się jak idiotka, gdy wyjmuje poszczególne składniki i zaczyna miksować ciasto na omleta. Stoję tam tylko i się patrzę.
- Tobie też zrobię – mówi Harry.
Szczerzę się do niego.
Uwielbiam jego kuchnię. Świetnie gotuje, ale rzadko to robi. Mówi, że woli nie ryzykować pożarem domu, ale wiem, że to nieprawda.
Wrzuca połowę ciasta na patelnię i smaży. Ja wciąż tam stoję i się patrzę. Harry umie przewracać placki, naleśniki itp. Podrzucając je. Tak też robi. Kiedyś próbowałam się tego nauczyć. Jeden naleśnik wylądował na suficie, drugi na babci, a trzeci zaczął się palić, co spowodowało, konieczne kupno nowej kuchenki.
- Walony głupi popisywacz… Też tak umiem… Jest beznadziejny… -przeklinam na niego pod nosem.
Omlet wyszedł idealny. Delikatnie zarumieniony. Głupi Harry.
-Nienawidzę cię za to – mówię.
- Za co?
-Nienawidzę ludzi, którzy potrafią coś, czego ja nie potrafię.
Harry wrzuca mi na talerz omleta i zaczyna smażyć drugą połowę ciasta dla siebie. Biorę z szuflady widelec i kroję mały kawałeczek. Nabijam na widelec i szybko zjadam.
- I jak? – pyta Hazza.
- Wyjdź.
- Czemu? - udaje smutnego.
- Wyjdź. Teraz. To jest pyszne.
Harry uśmiecha się głupio i decyduje, że zostaje dziś u mnie na noc. Kiwam tylko głową i mówię :
- Ale będziesz moim kucharzem.

środa, 13 marca 2013

Rozdział V



- Jesteśmy okropni – chichoczę.
- Jesteśmy cudowni! – Harry rzuca we mnie poduszką.
Znowu jesteśmy u mnie. Ja leżę na łóżku, a Harry siedzi przy biurku i ogląda moje najnowsze projekty.
- Jak ty masz zamiar uszyć coś takiego? – wskazuje na rysunek sukienki-bombki.
- Dużo materiału, czasu i roboty.
- Wszystko jasne.
Uśmiecham się lekko. To zawsze była dla niego czarna magia. On był ten od śpiewania, a ja od szycia. Tia.
Patrząc na niego, coraz częściej widzę tego Harry’ego, którym był przed One Direction. Był wtedy cały czas roześmiany i nie przejmował się opinią innych.
- Która godzina? – zrywa się nagle na nogi.
- Szósta. Co jest?
- Muszę lecieć! – podbiega do mnie, daje mi buziaka w policzek i krzycząc coś w znanym tylko sobie języku wypada z pokoju.
Jeszcze przez chwilę patrzę się na drzwi, po czym otrząsam się i wstaję z łóżka. Przyszedł nowy dzień, jasno na dworze, czas coś zrobić! Jestem młoda, muszę żyć! Pójdę pobiegać! Zadbam o zdrowie i o samą siebie!


Ale głupia bajka  leci w telewizji.
Opowiada o brzydkiej małpce, która szuka przyjaciół.
Chciałam iść pobiegać, ale tak jakoś nie wyszło. Zanim doszłam do drzwi wejściowych, otulił mnie piękny zapach popcornu i grawitacja kazała mi usiąść na kanapie.
Bywa.
Nigdy nie widziałam gorszej bajki. Nie to, że nazywa się „Brzydka małpka, która szuka przyjaciół”, to jeszcze fabuła jest taka, że małpa o imieniu Pola chodzi od domku do domku i nikt jej tam nie chce, aż w końcu znajduje ją brzydki bocian, bierze ją na plecy i razem gdzieś tam lecą.
Czego to uczy? Że brzydale trzymają się razem? Fajnie.
Jest już przed dwudziestą. Nie mam co robić, a mama wyszła z Ann, na jakąś imprezę do swojej koleżanki, więc dzwonię do Tiny.
- Wpadniesz do mnie na noc? – pytam od razu.
- Jasne. Też siedzę sama. Za dziesięć minut będę.
Postanawiam wykorzystać ten czas i przygotować przekąski. Znajduję nasze ulubione chrupki i wielką gorzką czekoladę. Kładę wszystko na stole w salonie i słyszę dzwonek do drzwi. Podchodzę do nich z nadzieją, że będzie tam stała moja przyjaciółka, jednak widzę kogoś innego.
Kogoś z zabójczymi lokami.
- Harry? Co ty tu robisz? – pytam zdziwiona.
- Podobno robisz imprezę, więc wpadłem.
- Zaprosiłam tylko Tinę.
- A ona Liama. Też się wprosiłem.
Zapraszam go do środka. Zamykam za nim drzwi i idziemy do salonu. Uświadamiam sobie, że nie starczy przekąsek na cztery osoby. Harry chyba widzi moje zakłopotanie, bo mówi:
- Liam ma coś wziąć.
Uśmiecham się do niego i mocno go przytulam. Harry udaje, że się zatacza i wpadamy na kanapę. Teoretycznie na nim leżę, ale nie przejmuję się tym i go nie puszczam. Z „transu” budzi mnie głos Tiny wrzeszczący mi do ucha.
- NICKI! LEŻYSZ NA NASZYM KOLEDZE!
Zrywam się jak poparzona i automatycznie staję na baczność.
- Cześć – mówię.
- Cześć – odpowiada moja przyjaciółka i dopiero zauważam stojącego obok niej Liama z siatką w ręku.
- Weszłaś sama? – próbuję zmienić temat.
- Tak. Leżałaś na Harrym.
- Potknęliśmy się – tłumaczy nas Hazza.
- Jasne – Tina patrzy na nas ze zmrużonym wzrokiem – Mamy chipsy i sok jabłkowy.
- Ooo! – Harry rzuca się na Liama i wyrywa mu siatkę. Wyjmuje karton soku, otwiera go i wypija duszkiem z pół opakowania.
Chłopcy zaczynają się przepychać, bo każdy chce się napić, a do mnie podchodzi Tina.
- Ty coś ukrywasz. Ale ja się dowiem, co. Wiedz, że jestem lepsza niż FBI – patrzy mi prosto w oczy.
To prawda. Kiedyś Tinie podobał się jakiś chłopak i znała tylko jego imię. Szukając (nie wiem jak) znalazła jego szkołę, klasę, a nawet koleżanki.
- Dobra, dziewczyny, co robimy? – szczerzy się Harry.
- Prawda i wyzwanie –decyduje od razu Tina.
- Tak jest – salutuje jej Hazza.
Tina wciąż nie spuszczając ze mnie wzroku idzie do kuchni po butelkę.
- O co jej chodzi? –szepce do mnie Harry.
- To Tina. A kto ją tam rozumie? – uśmiecham się do niego.
- JAK NINJA! – słyszę za plecami i zaczynam wrzeszczeć wraz z Hazzą.
Ni stąd ni zowąd pojawiła się Tina.
Już się boję.

---------------------------------------------------------------------------------------------------------------

Postaram się codziennie wrzucać taki jeden krótki rozdział :)
Według mnie wygodniej się taki czyta, niż taki bardzo długi :)Pozdrawiam wszystkie olsztyńskie directionerki i moją drogą Tinę <3

poniedziałek, 11 marca 2013

Rozdział IV



Harry obiecał mi, że w zamian za to, że się ze mnie śmiał, będę mogła wybrać sobie coś ładnego w centrum handlowym. Już wiem, co to będzie – miętowe martensy, które marzą mi się od dawna.
Jesteśmy już wszyscy i chodzimy po sklepach. Ja i Tina robimy to dość nie chętnie, bo obie nie znosimy zakupów, jednak muszę przyznać, że z chłopakami jest naprawdę fajnie. Wpychają nas do przymierzalni razem z głupimi ciuchami, a potem każą chodzić krokiem modelki. Ostatnio Louis zgarnął z wieszaka jakieś ciuchy i nie pokazując nam ich wbiegł do kabiny. Po dwóch minutach wyszedł w czerwonej sukience wieczorowej z kopertówką w ręku. Wszyscy śmiali się do rozpuku.
Przechodzimy właśnie obok mojego ulubionego sklepu, gdzie jest naprawdę duży wybór martensów. Chwytam Harry’ego za rękę i ciągnę go w tamtą stronę, a Tina patrzy na nas ze zdziwieniem. Patrzę na nią i macham głową żeby szła. Ta wzrusza ramionami i odchodzi. Wchodzimy do sklepu i od razu dopływa do mnie zapach nowej skóry. Zaciągam się, a Harry patrzy na mnie jak na wariatkę. Szybko podbiegam do półki z martensami i szukam wymarzonego koloru. Znajduję je i wybieram swój rozmiar. Wiem dobrze, jakiego potrzebuję, bo przymierzałam je setki razy. Uśmiechnięta od ucha do ucha podaję Harry’emu pudełko.
- To chcesz? – śmieje się.
- Właśnie, tak. Wtedy ci wybaczę.
Harry sięga po pudełko i idzie do kasy. Rozpromieniona gonię mojego przyjaciela i widzę tylko jak wyciąga portfel i płaci. Zaraz potem podaje mi torbę z kartonem w środku.
- Jesteś najlepszy! – piszczę i rzucam mu się na szyję.
- Pańska dziewczyna chyba się ucieszyła – mówi kasjerka.
- Właściwie to jesteśmy… - zaczynam.
- Małżeństwem – kończy Harry – Chodź kochanie – obejmuje mnie ramieniem i wychodzimy ze sklepu.
- Co to było? – wybucham śmiechem.
Harry tylko uśmiecha się.
- Chcemy ich szukać? – ma na myśli Louisa, Liama i Tinę – Czy chodzimy razem?
- Razem.
Przytulam go mocno. Mam najlepszego przyjaciela na świecie. Nie wiem, co bym bez niego zrobiła.
- Chcesz iść na herbatkę? – pytam.
- Zawsze! – odpowiada, po czym biegnie w stronę naszej ulubionej herbaciarni. Pędzę za nim, ale i tak nie mogę go dogonić. Dopiero, gdy jest przy drzwiach zatrzymuje się i czeka na mnie. Truchtam do niego i wchodzimy.
- Usiądź, ja zamówię – mówi.
Słucham się go i zajmuję „nasze” miejsca. Są najbardziej schowane, dzięki czemu możemy w spokoju porozmawiać. Kładę siatkę z butami na ziemi i czekam na Harry’ego.
Widzę jak balansuje z dwoma wielkimi kubkami herbaty. Kładzie jeden przede mną. Siada naprzeciwko i oboje, w tym samym czasie sięgamy po kubki. Bierzemy po łyku, po czym zamieniamy się. Zawsze tak robimy, zamawiamy dwie różne herbaty, żeby było smaczniej.
- Myślisz, że Tina podoba się Liamowi? – pytam siorbiąc gorący napój.
- Na pewno. Patrzy się na nią, jak Niall na jedzenie.
Śmieję się i patrzę na mojego przyjaciela. Sam niedawno powiedział „Czuję jakbym się obudził w twarzowej fryzurze z niższym głosem”. Jednak nie tylko to się zmieniło. Wciąż się uśmiecha, jest szczęśliwy. Bardziej się otworzył, kiedyś był strasznie skryty.
- Co jest? – Harry zauważył, że mu się przyglądam.
- Nic. Absolutnie nic – uśmiecham się.
On także odpowiada mi uśmiechem i patrzymy się tak na siebie przez chwilę.
- Wiedziałem, że tu będą! – słyszę za sobą.
Odwracam się. Stoi tam Louis, Liam i Tina.
- Czemu nas nie szukaliście? – Tina udaje smutną minę. Wygląda jak kapucynka.
- Nasze towarzystwo nam wystarcza – odpowiada ze spokojem Harry.
To błąd. Zaraz cała trójka zaczyna gwizdać i śpiewać „Zakochana para..”. Nie zwracam na to uwagi. Harry też ma ich w nosie i znowu zamieniamy się kubkami.
- Posiedzimy tutaj z wami – Louis uśmiecha się jak idiota i popycha Tinę i Liama na krzesła obok nas.
Wzdycham głęboko i patrzę się na mojego przyjaciela. Uśmiechamy się lekko, tak, że nikt tego nie widzi.
- Opowiem wam niesamowitą historię! – krzyczy Louis i zaczyna gadać coś bez sensu.
Harry ukrywa się za kubkiem herbaty i pokazuje mu język. Ja wtedy robię świński ryjek. Robimy coraz to głupsze miny i ledwo powstrzymujemy śmiech.
-Co wy robicie? – zastanawia się Tina.
Oboje udajemy, że ziewamy.
- Ale jestem zmęczona! – udaję.
- Tak ja też! Lepiej wracajmy! – symuluje Harry.
Wstajemy we dwójkę i śmiejąc się pod nosem, zostawiamy przyjaciół przy stoliku.

---------------------------------------------------------------------------------------------------------------

Czemu to jest tylko moja wyobraźnia? ;__;
Pozdrawiam Tinę i Emilkę, która stara się być directionerką xD

niedziela, 10 marca 2013

Rozdział III

Jestem wykończona. Na szczęście są wakacje, bo wróciłam do domu po północy. Gdy wszyscy musieli już iść, ja i Harry jeszcze szwędaliśmy się po mieście. A teraz on leży tu, obok mnie i oddycha lekko. Na szczęście u mnie śpi w ubraniach. Nieważne.
Tak właściwie nie miał zostać u mnie na noc. Sądziłam, że koło pierwszej wróci do domu. Zaprosiłam go (jak zawsze) do siebie, a on padł na łóżko, przykrył się kołdrą i powiedział, że się nie ruszy. No i się nie ruszył. Bo zasnął od razu. No więc ja szybko się umyłam i także położyłam się w łóżku. Jest grubo po trzeciej i choć jestem zmęczona, nie jestem śpiąca. Jednak gaszę lampkę nocną i zamykam powieki.

- WSTAWAJ ŚPIOSZKU!  - Harry wita mnie mokrym buziakiem w policzek.
Zrywam się od razu, bo on dobrze wie, że tego nie znoszę.
- Bonnie zrobiła śniadanie – mówi.
Bonnie to moja mama. Nawet mi i Annabelle każe mówić do siebie po imieniu, bo uważa, że tak czuje się młodziej. Harry jest dla niej jak brakujący syn. Uwielbia go.
Z trudem wstaję z łóżka i zataczam się jakbym była pijana. Wpadam na Harry’ego i się nie ruszam.
- Żyjesz? – pyta.
Nie odpowiadam. Bierze mnie na barana i schodzi na dół. Dziękuję mu cicho i odgarniam mu włosy z twarzy. Stawia mnie obok krzesła przy wyspie kuchennej. Siadam i widzę Bonnie, która patrzy się na mnie jak na uciekinierkę z psychiatryka.
- Mogłeś ją po prostu zepchnąć ze schodów – mówi do Harry’ego.
Kochana mamusia.
- Myślałem nad tym, ale jednak wolę mieć z nią dobre stosunki, bo mnie karmi.
Kochany przyjaciel.
- Teoretycznie to ja cię karmię – zastanawia się Bonnie.
- I za to cię uwielbiam – szczerzy się.
Przyglądam się im zaspana, aż mamusia rzuca we mnie pomarańczą.
- Masz to zjeść padalcu – podstawia mi talerz z omletem pod nos.
- Ja też cię kocham – uśmiecham się sztucznie.
Właśnie myślę jak kocham moją rodzinę, aż Ann rzuca we mnie kapciem. Wszystko byłoby w porządku gdyby nie fakt, że jest cały usmarowany dżemem. Mam teraz czerwoną maź wszędzie.
Normalna mama zaczęła by krzyczeć na swoją młodszą córkę o wyglądzie aniołka. Ale czy ktoś kiedykolwiek powiedział, że Bonnie jest statystyczną matką?
- Bardzo dobrze Annabelle! I tak potrzebowała prysznica! – przybiła z moją kochaną siostrzyczką piątkę.
Harry wybucha śmiechem. Już dawno uświadomiłam sobie, że jedynym celem życiowym mojej dwuosobowej rodziny jest poniżanie mnie, ale czasami mi to przeszkadza.
Czuję się jak w Animal Planet, wszyscy obserwują każdy mój ruch.
„Samica nie zwraca uwagi na panującą wokół ciszę i w spokoju zabiera się do zjedzenia posiłku. Przy pierwszym kęsie, rozgląda się. Żując mówi coś w swoim języku, po czym szybko ucieka do swojego szałasu.”
Właśnie tak się czuję.
Na szczęście Bonnie wysłuchała moich próśb i w nowym domu zapewniła mi łazienkę w pokoju. Która jest tylko moja, mojusieńka.
Idę do szafy i biorę moje ulubione czarne spodnie i bluzkę Harry’ego. Nie mam bladego pojęcia co ona tu robi, ale jak już jest to może się przydać. Chwytam z szuflady bieliznę i idę wchodzę do łazienki
Zamykam się od środka. Nie mam czasu na prysznic, bo jeszcze dzisiaj jestem umówiona z Tiną, więc tylko przemywam się wilgotnym ręcznikiem. Ubieram się w wybrane wcześniej ciuchy i schodzę na dół.
Najwyraźniej rodzinka zrozumiała swoje złe zachowanie, bo Ann w zadziwiający sposób zniknęła. Razem ze swoim kapciem.
- Idziesz gdzieś dzisiaj? – pyta Harry.
- Tak. Zaraz lecę się spotkać z Tiną.  A co?
- Idę z Liamem i Louisem na zakupy, chcecie się wybrać?
- Tak – burczę.
- Oj, nie bądź zła za tamto! – wstaje i mnie przytula.
Nienawidzę go za to. Nikt nie przytula lepiej od niego, więc choć bardzo bym chciała, nie potrafię się na niego złościć. Kiedy mnie puszcza ledwo powstrzymuję uśmiech. Jednak zaraz zaczynam się śmiać.
- Znowu się udało! – krzyczy z radością.
Daję mu kuksańca w bok, a Bonnie patrzy na nas z rozczuleniem.
- Dobra, moje dziecko i Nicki – po raz kolejny udowadnia swoją miłość do mnie – Możecie już sobie iść.
Chwytam Harry’ego za rękę i idziemy w stronę przedpokoju. Zabieram bluzę, która wisi na wieszaku i zarzucam ją sobie na ramiona. Szybko wciskam nogi w martensy i wychodzimy.

------------------------------------------------------------------------------------------------------------

Musiałam go napisać, nawet jeśli powinnam się uczyć <3 Jest krótki, ale jest <3

czwartek, 7 marca 2013

Rozdział II


Harry wysłał mnie na górę, żebym się przebrała. Ma dla mnie niespodziankę, a uznał, że szare dresy i za duża bluzka od piżamy to nie odpowiedni strój na jej odbiór. Kazał ubrać się w coś wygodnego, ale takiego żebym mogła wyjść do ludzi.  Założyłam czarne rurki i miętowy T-shirt. Przeczesuję jeszcze włosy palcami i schodzę na dół. Siedzą tam. Wszyscy.
- Niall! Liam! Louis! Zayn! Co wy tu robicie? – pytam roześmiana.
- Siedzimy i czekamy na ciebie – odpowiada Liam i wstaje żeby mnie przytulić. Ściskam go mocno, ale zaraz Niall ciągnie mnie za rękaw i z nim także się witam.
Potem z Louisem i z Zaynem. Nie jestem z nimi tak blisko jak z Hazzą, ale myślę, że mogę nazwać ich przyjaciółmi.
- Idziemy gdzieś? – pytam zdziwiona.
- Tak. Dlatego kazałem ci ubrać się wygodnie – uśmiecha się Harry.
- Idziemy? – pyta zniecierpliwiony Zayn. Nigdy za mną nie przepadał. Jesteśmy kompletnie inni.
Wszyscy wstają i ruszają w stronę drzwi wejściowych. Idę za nimi i szybko wciskam nogi w żółte martensy i szybko je sznuruję. To moje ulubione buty. Dostałam je od Harry’ego.
- A dostanę informację, gdzie się wybieramy? – pytam.
- Do wesołego miasteczka – rzuca Niall.
Super! Bardzo dawno nie byłam w żadnym. A do tego z chłopakami będzie naprawdę świetnie.
Kiedy przechodzimy obok domu mojej przyjaciółki Tiny zatrzymuję się.
- Co jest? – pyta Liam.
- Mogę zabrać Tinę? Ucieszy się.
- Jasne! – szybko odpowiadają Liam i Louis, którzy bardzo ją polubili.
Uśmiecham się i podbiegam do drzwi. Dzwonię dzwonkiem i za chwilę otwiera mi Tina.
- Cześć – mówi z uśmiechem, ale widać, że dziwi się, ze tu jestem.
- Cześć. Idę z chłopakami dom wesołego miasteczka. Chcesz się wybrać?
- Ja? No pewnie! – uśmiecha się. Zdejmuje z wieszaka skórzaną kurtkę i zarzuca ją na siebie.
- WYCHODZĘ MAMO! – krzyczy i zatrzaskuje za sobą drzwi zanim jej mama zdąży coś powiedzieć. Podbiegamy do chłopaków i Tina wita się z każdym z nich.
- Kopę lat, co? – uśmiecha się Liam i z całej siły ją ściska.
- Z całą pewnością za długo! – ta odwzajemnia przytulasa.
Patrzę się na Harry’ego i oboje się uśmiechamy. Widać, że Liam i Tina mają coś ku sobie.
W końcu wyruszamy dalej. Hazza podchodzi do mnie i obejmuje jednym ramieniem. Zaczynamy rozmawiać o wszystkich, aż dochodzimy do celu.
Wesołe miasteczko jest wielkie. Liam i Tina od razu biegną na kolejkę górską. Niall idzie do stoiska z jedzeniem, a Louis i Zayn spacerują w stronę budek z grami.
- Gdzie idziemy? – pytam Harry’ego.
- Do tunelu miłości.
- Co? – śmieję się – Poważnie?
- Tak. Będzie śmiesznie, chodź! – Hazza ciągnie mnie za rękę, a ja idę za nim. Dochodzimy do wielkiej jaskini, przed którą znajdują się łódki w kształcie łabędzi. Harry płaci panu przy kasie i wsiadamy do jednej z nich. Kiedy ta odpływa ledwo powstrzymujemy śmiech. Dookoła nas tańczą krasnale z sercami zamiast oczu, a w tle leci francuska muzyka. W końcu docieramy do małego podziemnego lasu. Łabędź, zatrzymuje się, a my wysiadamy. Znowu łapiemy się za ręce i idziemy oglądając dalsze atrakcje. Wciąż słychać francuską muzykę, tym razem ciszej. Docieramy do małego zakrętu, zza którego dochodzi promień światła.
Koniec?
- Po co to było? – pytam.
- Nie rozumiesz… Las ma być romantyczny!
- Nie wyszło! – ciągnę go za rękę w stronę wyjścia.
Wychodzimy i widzimy kilka zakochanych par, które wsiadają do łódek. Oni może będą dobrze się bawić.
Docieramy do kolejki górskiej, na której była Tina z Liamem. Oboje teraz siedzą roztrzęsieni na ławeczce i oddychają ciężko.
- Co jest? – pyta Hazza.
- To… Była… Najlepsza… Kolejka… Na świecie! – szepcze Liam.
Widzę, że Tina ma strasznie napuszone włosy. Uśmiecham się leciutko.
- A wy gdzie byliście? – pyta moja przyjaciółka.
- W tunelu miłości – odpowiadam.
Liam rzuca Harry’emu zdziwione/pytające spojrzenie, a ten tylko kręci głową. Tina za to szczerzy się do mnie.
- Jesteśmy tylko przyjaciółmi, okej? – szepcę do niej.
- Wmawiam to sobie – odpowiada nieco głośniej.
Mam zamiar coś powiedzieć, ale wtedy ona wstaje i staje obok Liama.
- Idziemy gdzieś razem? – pyta naszą trójkę.
- Na diabelski młyn! – od razu odpowiadam.
Wszyscy się zgadzają. Liam obejmuje Tinę jednym ramieniem, Harry PO RAZ KOLEJNY łapie mnie za rękę i idziemy.
Mija chwila, a dochodzimy do diabelskiego młyna. Jest ogromny. Stajemy w króciutkiej kolejce, która co chwila przesuwa się do przodu. W końcu, kiedy jesteśmy przy kasie, Hazza kupuje nam wszystkim bilety. Uśmiecham się do niego, dziękując i wsiadamy do kabiny. Są czteroosobowe i każdy siedzi przy oknie, więc nikt się nie kłóci. Siadam naprzeciwko Tiny. Uśmiechamy się do siebie jak idiotki. Czuję jak młyn startuje i trzymam się mocno poręczy. Wyglądam przez okno i podziwiam widoki.
- Wiecie co? Właśnie sobie uświadomiłam, że mam paniczny lęk wysokości – mówi Tina.
- Nie przejmuj się – uśmiecha się Liam i przytula ją mocno.
Ja i Harry znowu szczerzymy się do siebie. To będzie miłe popołudnie.

---------------------------------------------------------------------------------------------------------------

Pozdrawiam wszystkie olsztyńskie directionerki! :D
Nie mogę doczekać się zlotu <3
I oczywiście, Martynę/Tysię/Tinę <3