Łzy ciekną mi po policzkach i jedyne, co czuję to jak
ramiona Nialla mocno mnie ściskają. Jednak tym razem to nie pomaga. Płaczę
coraz mocniej, aż w pewnym momencie upadam na kolana i wciąż ryczę.
Nie mogę w to uwierzyć…
Mój Harry…
Ze Stephanie…
A ona mówiła, że sobie odpuści…
Niall siada obok mnie.
- Dlatego nie chciałem ci mówić…
- Lepiej znać prawdę – łkam – Nawet, jeśli jest bolesna.
Kolega mocno mnie przytula, a ja wciskam głowę w jego ramię. Moczę mu cały rękaw. Ten głaszcze mnie po włosach bez słowa. Dobrze wie, że nie znoszę tych pustych zapewnień, że wszystko będzie w porządku. I tak nie będzie.
W końcu zbieram się na nogi i wycieram oczy ostatni raz. Przeczesuję grzywkę palcami, odgarniając ją do góry i patrzę się na Nialla.
- Idziemy? – pytam.
- Dasz radę?
- Chyba nie będziesz mnie niósł – uśmiecham się lekko.
No, ale cóż. To jest Niall. W jednej chwili stoimy obok siebie bez słowa, a w drugiej zwisam z jego ramienia. Śmieję się.
Piękne uczucie.
- ŻE CO? – drze się Tina – JA JUŻ MU USZY POWYRYWAM. I WSZYSTKO. RĘCE, NOGI, NIECH CIERPI LANGUSTA.
Od razu po powrocie do domu zadzwoniłam do niej. Siedzę teraz w wannie Bonnie, a ona chodzi zdenerwowana po łazience.
- ZABIJĘ GO. NIE ŻARTUJĘ, ZABIJĘ GNOJA.
- Uspokój się… - szepcę.
- JA MAM SIĘ USPOKOIĆ?! JA JESTEM CHOLERNIE SPOKOJNA! JESTEM CZYSTYM SPOKOJEM! GDYBYM CHCIAŁA MOGŁABYM LEWITOWAĆ JAK CI ŁYSI FACECI CO ROBIĄ „OMMM”!
- Tina…
- JAK ON MÓGŁ TO ZROBIĆ?! ZE STEPHANIE! TĄ MAŁĄ PARSZYWĄ PRUKWĄ Z BOTOKSEM W RYJU!
- Tina…?
- NIENAWIDZĘ JEJ. PRZYJACIÓŁKA KURDE ZA DYCHĘ. A NIECH SIĘ FLĄDRA WALI!
- TINA!- wrzeszczę w końcu.
- Tak? – pyta moja przyjaciółka.
- Uspokój się.
Tina siada na brzegu wanny i patrzy na mnie ze smutkiem.
- Jak się z tym czujesz?
- Strasznie. To niby moja wina, że mu nie powiedziałam, ale… Tak strasznie go teraz nie znoszę – opieram głowę o kolana.
- Nic dziwnego… Poprosić Liama, żeby z nim pogadał?
- Nie. To bardziej sprawa między nami… Sama muszę to załatwić.
Przyjaciółka wpada do wanny i mocno mnie przytula. Cieszę się, że ją mam.
- To kiedy z nim pogadasz? – pyta.
- Jak tylko się uspokoję, odczerwienię na twarzy i będę gotowa. Być może jeszcze dzisiaj.
- To ja zostawię cię samą. Wiem, że każdy tego potrzebuje, a ja, jako twoja najlepsza przyjaciółka muszę znać twoje potrzeby i…
- Umówiłaś się z Liamem prawda? – pytam.
- Tak –Tina się szczerzy, wychodzi z wanny, macha mi i wybiega z łazienki.
Siedzę tu jeszcze trochę, ale zaraz wychodzę i idę do kuchni. Jak człowiek ma doła potrzebuje czekolady. Grzebię w szafkach, aż znajduję całą tabliczkę. Kawowa. Może być. Robię sobie jeszcze na szybko kakao, dorzucam do kubka pianki i z całym asortymentem idę do salonu. Siadam na kanapie, przykrywam się kocem i popijając kakałko, oglądam te durne bajki, co zwykle. Jakoś od niedawna tylko one mnie pocieszają. Pakuję sobie do buzi kilka kostek czekolady i czekam aż całość rozpuści się na maź o obrzydliwej konsystencji. Oczywiście nie mogło zabraknąć ubrudzenia się nią. Brawo Nicki! Uwal się cała czekoladą, ciesz się, że chociaż coś zjadłaś.
Tak samo robię z całą resztą czekolady i kiedy w opakowaniu nie ma nawet kosteczki, kładę głowę na poduszce. Mija chwila i otwierają się drzwi wejściowe. Tak jak podejrzewałam, to Niall, który poszedł do domu po swoje rzeczy. Patrzy na mnie z litością.
- Co jest Niallerku?
- Jak się czujesz? – pyta.
- Jak wrak człowieka- uśmiecham się pusto.
- Przyniosłem colę waniliową i kwaśne żelki. Chce… - nie kończy, bo skacze na niego Ann ujeżdżająca moją biedną Pear.
- Cześć kolego – mówi ten siedmioletni potwór na grzbiecie śliniącego się psa.
- Cześć mała – z przerażeniem w głosie odpowiada Niall.
- JA NIE JESTEM MAŁA! – Ann staje na plecach Pear i wskakuje z nich na Nialla, niczym latająca wiewiórka ze wścieklizną.
- Pomóż! – piszczy mój koleżka.
A ja się tylko śmieję jak idiotka.
Po co ci ludzie przychodzą do mojego domu?
I to z własnej woli?
Haha.
Nie mogę w to uwierzyć…
Mój Harry…
Ze Stephanie…
A ona mówiła, że sobie odpuści…
Niall siada obok mnie.
- Dlatego nie chciałem ci mówić…
- Lepiej znać prawdę – łkam – Nawet, jeśli jest bolesna.
Kolega mocno mnie przytula, a ja wciskam głowę w jego ramię. Moczę mu cały rękaw. Ten głaszcze mnie po włosach bez słowa. Dobrze wie, że nie znoszę tych pustych zapewnień, że wszystko będzie w porządku. I tak nie będzie.
W końcu zbieram się na nogi i wycieram oczy ostatni raz. Przeczesuję grzywkę palcami, odgarniając ją do góry i patrzę się na Nialla.
- Idziemy? – pytam.
- Dasz radę?
- Chyba nie będziesz mnie niósł – uśmiecham się lekko.
No, ale cóż. To jest Niall. W jednej chwili stoimy obok siebie bez słowa, a w drugiej zwisam z jego ramienia. Śmieję się.
Piękne uczucie.
- ŻE CO? – drze się Tina – JA JUŻ MU USZY POWYRYWAM. I WSZYSTKO. RĘCE, NOGI, NIECH CIERPI LANGUSTA.
Od razu po powrocie do domu zadzwoniłam do niej. Siedzę teraz w wannie Bonnie, a ona chodzi zdenerwowana po łazience.
- ZABIJĘ GO. NIE ŻARTUJĘ, ZABIJĘ GNOJA.
- Uspokój się… - szepcę.
- JA MAM SIĘ USPOKOIĆ?! JA JESTEM CHOLERNIE SPOKOJNA! JESTEM CZYSTYM SPOKOJEM! GDYBYM CHCIAŁA MOGŁABYM LEWITOWAĆ JAK CI ŁYSI FACECI CO ROBIĄ „OMMM”!
- Tina…
- JAK ON MÓGŁ TO ZROBIĆ?! ZE STEPHANIE! TĄ MAŁĄ PARSZYWĄ PRUKWĄ Z BOTOKSEM W RYJU!
- Tina…?
- NIENAWIDZĘ JEJ. PRZYJACIÓŁKA KURDE ZA DYCHĘ. A NIECH SIĘ FLĄDRA WALI!
- TINA!- wrzeszczę w końcu.
- Tak? – pyta moja przyjaciółka.
- Uspokój się.
Tina siada na brzegu wanny i patrzy na mnie ze smutkiem.
- Jak się z tym czujesz?
- Strasznie. To niby moja wina, że mu nie powiedziałam, ale… Tak strasznie go teraz nie znoszę – opieram głowę o kolana.
- Nic dziwnego… Poprosić Liama, żeby z nim pogadał?
- Nie. To bardziej sprawa między nami… Sama muszę to załatwić.
Przyjaciółka wpada do wanny i mocno mnie przytula. Cieszę się, że ją mam.
- To kiedy z nim pogadasz? – pyta.
- Jak tylko się uspokoję, odczerwienię na twarzy i będę gotowa. Być może jeszcze dzisiaj.
- To ja zostawię cię samą. Wiem, że każdy tego potrzebuje, a ja, jako twoja najlepsza przyjaciółka muszę znać twoje potrzeby i…
- Umówiłaś się z Liamem prawda? – pytam.
- Tak –Tina się szczerzy, wychodzi z wanny, macha mi i wybiega z łazienki.
Siedzę tu jeszcze trochę, ale zaraz wychodzę i idę do kuchni. Jak człowiek ma doła potrzebuje czekolady. Grzebię w szafkach, aż znajduję całą tabliczkę. Kawowa. Może być. Robię sobie jeszcze na szybko kakao, dorzucam do kubka pianki i z całym asortymentem idę do salonu. Siadam na kanapie, przykrywam się kocem i popijając kakałko, oglądam te durne bajki, co zwykle. Jakoś od niedawna tylko one mnie pocieszają. Pakuję sobie do buzi kilka kostek czekolady i czekam aż całość rozpuści się na maź o obrzydliwej konsystencji. Oczywiście nie mogło zabraknąć ubrudzenia się nią. Brawo Nicki! Uwal się cała czekoladą, ciesz się, że chociaż coś zjadłaś.
Tak samo robię z całą resztą czekolady i kiedy w opakowaniu nie ma nawet kosteczki, kładę głowę na poduszce. Mija chwila i otwierają się drzwi wejściowe. Tak jak podejrzewałam, to Niall, który poszedł do domu po swoje rzeczy. Patrzy na mnie z litością.
- Co jest Niallerku?
- Jak się czujesz? – pyta.
- Jak wrak człowieka- uśmiecham się pusto.
- Przyniosłem colę waniliową i kwaśne żelki. Chce… - nie kończy, bo skacze na niego Ann ujeżdżająca moją biedną Pear.
- Cześć kolego – mówi ten siedmioletni potwór na grzbiecie śliniącego się psa.
- Cześć mała – z przerażeniem w głosie odpowiada Niall.
- JA NIE JESTEM MAŁA! – Ann staje na plecach Pear i wskakuje z nich na Nialla, niczym latająca wiewiórka ze wścieklizną.
- Pomóż! – piszczy mój koleżka.
A ja się tylko śmieję jak idiotka.
Po co ci ludzie przychodzą do mojego domu?
I to z własnej woli?
Haha.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz