- To ja wam nie przeszkadzam – mówi Niall, obezwładnia Ann i
biorąc ją na ręce idzie na górę.
Wskazuję Hazzie miejsce na kanapie, sama siadam na fotelu. Patrzymy się na siebie przez chwilę milcząc, aż ja z lekkim zawstydzeniem spuszczam głowę.
- Słyszałam, że byłaś… No wiesz… Jak zobaczyłaś mnie i Stephanie…
Zaciskam oczy. Czy to się dzieje naprawdę?! Czy właśnie ja i Harry, mój najlepszy przyjaciel od szkolnej ławki, rozmawiamy o tym, jak źle się czułam widząc go z moją przyjaciółką?! Po co człowiek dorasta? To stwarza takie problemy, że aż chce się wrócić do podstawówki.
Nic nie mówię. Strasznie mi wstyd.
- Nicki, proszę. Bardzo mi na tobie zależy i chciałbym znać twoją wersję.
Podnoszę głowę i widzę, że Harry klęczy przed fotelem patrząc się na mnie ze smutkiem. Mam ochotę się rozpłakać.
- Harry... Ja… - nie kończę, bo wtedy do domu wpada Tina w przebraniu jelenia ze sztucznym afro na głowie, śpiewając jakieś harcerskie piosenki. Za rękę trzyma Liama ubranego dokładnie tak samo. To przerażające.
W moim domu, w moim azylu, moim sanktuarium, mojej świątyni, tańczą dwa jelenie z afro.
- Tina… Tina. TINA! – drę się w końcu, aż moja przyjaciółka patrzy na mnie ze spokojem.
- O jezu… Harry. Nie sądziłam, że tu będziesz.
- A czemu… czemu jesteście jeleniami? – pyta Hazza z przerażeniem.
- Mieliśmy nadzieję, że to rozśmieszy Nicki.
TAK. DLATEGO WBILI MI DO DOMU BEZ ZAPOWIEDZI, WYGLĄDAJĄC JAK BYDŁO ROGATE, CZY CO TAM.
- Dlatego wbiliście jej do domu bez zapowiedzi, wyglądając jak bydło rogate, czy co tam? – pyta mój przyjaciel.
Patrzę się na niego ze zdziwieniem. Nie no, TO już jest straszne. Niech sobie wie co czuję, zna moje wszystkie ulubione rzeczy, ale jak już myśli to co ja, DOKŁADNIE TO CO JA, to to mnie przeraża.
- Czemu nie? Jelenie są fajne – tłumaczy się Liam.
- No. I mają fajne ogony – dodaje Tina.
Wiem, że moja przyjaciółka jest dziwna, czasami straszna i w ogóle. Ale po co odwróciła się tyłem i zaczęła machać tyłkiem jak dziewięćdziesięcioletnia tancerka hula z bolącym krzyżem i Alzheimerem, pokazując mi przy tym swój dyndający z tyłu przebrania kikut? No bez przesady.
- Hm. Tina, bo my… chcieliśmy… a wy… - mówię.
- Aaaa! Okej! Już lecimy! – ta w końcu zaczyna rozumieć. Bierze chłopaka za rękę i rycząc jak jelenie wybiegają z domu.
Patrzymy się na siebie z Harrym, po czym wybuchamy śmiechem.
- Co to było?! – tarza się na ziemi mój przyjaciel.
- Nie mam nawet bladego pojęcia! – dostaję skurczu kiszki.
Chichramy się tak jeszcze przez trochę, po czym wraca do nas nasz naturalny styl i ze stoickim spokojem siadamy na kanapie.
- No więc… Dokończ – mówi Hazza.
- Ale co?- pytam.
- Rozmawialiśmy o sensie istnienia – mówi z ironią mój przyjaciel.
- No wiesz. Człowiek istnieje po to żeby sadzić rośliny. I one wytwarzają tlen i… są pożywieniem. I jak człowiek jest głodny to je je. I hoduje zwierzęta. Krówki i takie tam. Czasami ma też koty, tak jak ty, chociaż nie rozumiem, co w nich fajnego. Psy są o wiele lepsze! Za to nigdy nie rozumiałam hipopotamów. Wiesz, że jak one się boją to pierdzą? No idioci jacyś. Chodzą sobie prezentując wielki szanowny tyłek i myślą, że są jakąś Kim Kardaschian i że na nich to fajnie wygląda. Mylą się waleńce. Zawsze byłam totalnie zauroczona w leniwcach. Stanowią zwierzęcą wersję mnie. Niesamowite. A ty chyba byłbyś wielbłądem – patrzę na przyjaciela dumna po swoim wielkim przemówieniu, a ten wali głową w brzeg kanapy.
- Żartujesz sobie? – patrzy na mnie jak na idiotkę.
- Wolałbyś być pandą?
Harry uderza ręką w czoło, robiąc głośny plask i krzywiąc się z bólu, ale tak delikatnie, że niby go to nie bolało.
- Nicki… Czy ty jesteś idiotką?
- Bonnie czasami mnie tak nazywa. I ty. I Tina. I Ann. A ma siedem lat…
- Dobra! Skończysz to, co mówiłaś o… mnie i Stephanie?
Biorę głęboki oddech. Teraz wszystko się wyda. Teraz. I zaczynam.
- No bo…
- No bo…?
- Pamiętasz naszą rocznicę poznania się? Jak zabrałeś mnie do tych wszystkich wspaniałych miejsc i dałeś ten felerny tort?
- No tak. I…?
- I potem jak wróciłam do domu… Ja leżałam na łóżku Bonnie i myślałam.
-Gratuluję – mówi, a ja daję mu kuksańca.
- I myśląc, doszłam do wniosku, że…
- POWIEDZ COŚ RAZ A PORZĄDNIE. JEZU NICKI MÓW, JESTEM TWOIM NAJLEPSZYM PRZYJACIELEM!
- ŻE JESTEM W TOBIE ZAKOCHANA OKEJ?! – drę się na niego, po czym spuszczam głowę.
Znowu zaciskam oczy i czekana jakąkolwiek reakcję. Przez chwilę siedzimy w ciszy, a mi chce się płakać, bo chyba właśnie popełniłam swój życiowy błąd. Wtedy jednak Harry z całej siły mnie ściska. Nie rozumiem, co się dzieje, ale także go przytulam.
- Nicki, ja chciałem ci powiedzieć to już dawno temu… Ale nie miałem odwagi – przyjaciel szepcze mi do ucha.
- Ale… Ja… A co ze Stephanie? – pytam zdezorientowana.
- Ona mi powiedziała, że ty jesteś zakochana w Niallu. A potem zaproponowała, żebyśmy się pocałowali żeby sprawdzić czy coś z tego wyjdzie. Nicki… Ja byłem załamany… Nie mam pojęcia, czemu się zgodziłem, jestem idiotą.
- Nie mów tak… - szepczę.
- Ale to prawda! – Harry mnie puszcza – Zamiast zebrać się na odwagę i wyznać ci co czuję, ja czekałem! Jestem… - zamykam mu usta pocałunkiem.
Pierwszy raz poczułam coś takiego. To są te fajerwerki w brzuchu! To takie miłe uczucie, aż zaczynam się śmiać, odrywam się od Harry’ego i kładę na kanapie.
- Co się stało? – pyta.
- Świetne uczucie.
Harry kładzie się obok mnie na kanapie i mnie ściska.
- Czyli teraz jesteśmy tak jakby parą? – szepcze mi do ucha.
- Tak jakby chyba tak – uśmiecham się.
Wtedy za naszymi plecami słyszymy okrzyk radości. Stoi tam Niall z naburmuszoną Ann na rękach.
- Wygrałem! Jesteś mi winna dychę! – krzyczy do mojej siostry.
- O co się założyliście? – pytam.
- Ja mówiłem, że zostaniecie parą. Ona, że Harry ucieknie.
Moja kochana siostrzyczka.
Ale teraz mam Hazzę.
Wspaniałe uczucie.
------------------------------------------------------------------------------------------------------------
Miało być suodko.
Jak wyszło, się okaże.
Dzięki wielki za 730 wyświetleń, jesteście wielcy :*
Pozdrawiam Julkę, którą poznałam na spotkaniu fanów książek, i która jest directionerką ;3
Wskazuję Hazzie miejsce na kanapie, sama siadam na fotelu. Patrzymy się na siebie przez chwilę milcząc, aż ja z lekkim zawstydzeniem spuszczam głowę.
- Słyszałam, że byłaś… No wiesz… Jak zobaczyłaś mnie i Stephanie…
Zaciskam oczy. Czy to się dzieje naprawdę?! Czy właśnie ja i Harry, mój najlepszy przyjaciel od szkolnej ławki, rozmawiamy o tym, jak źle się czułam widząc go z moją przyjaciółką?! Po co człowiek dorasta? To stwarza takie problemy, że aż chce się wrócić do podstawówki.
Nic nie mówię. Strasznie mi wstyd.
- Nicki, proszę. Bardzo mi na tobie zależy i chciałbym znać twoją wersję.
Podnoszę głowę i widzę, że Harry klęczy przed fotelem patrząc się na mnie ze smutkiem. Mam ochotę się rozpłakać.
- Harry... Ja… - nie kończę, bo wtedy do domu wpada Tina w przebraniu jelenia ze sztucznym afro na głowie, śpiewając jakieś harcerskie piosenki. Za rękę trzyma Liama ubranego dokładnie tak samo. To przerażające.
W moim domu, w moim azylu, moim sanktuarium, mojej świątyni, tańczą dwa jelenie z afro.
- Tina… Tina. TINA! – drę się w końcu, aż moja przyjaciółka patrzy na mnie ze spokojem.
- O jezu… Harry. Nie sądziłam, że tu będziesz.
- A czemu… czemu jesteście jeleniami? – pyta Hazza z przerażeniem.
- Mieliśmy nadzieję, że to rozśmieszy Nicki.
TAK. DLATEGO WBILI MI DO DOMU BEZ ZAPOWIEDZI, WYGLĄDAJĄC JAK BYDŁO ROGATE, CZY CO TAM.
- Dlatego wbiliście jej do domu bez zapowiedzi, wyglądając jak bydło rogate, czy co tam? – pyta mój przyjaciel.
Patrzę się na niego ze zdziwieniem. Nie no, TO już jest straszne. Niech sobie wie co czuję, zna moje wszystkie ulubione rzeczy, ale jak już myśli to co ja, DOKŁADNIE TO CO JA, to to mnie przeraża.
- Czemu nie? Jelenie są fajne – tłumaczy się Liam.
- No. I mają fajne ogony – dodaje Tina.
Wiem, że moja przyjaciółka jest dziwna, czasami straszna i w ogóle. Ale po co odwróciła się tyłem i zaczęła machać tyłkiem jak dziewięćdziesięcioletnia tancerka hula z bolącym krzyżem i Alzheimerem, pokazując mi przy tym swój dyndający z tyłu przebrania kikut? No bez przesady.
- Hm. Tina, bo my… chcieliśmy… a wy… - mówię.
- Aaaa! Okej! Już lecimy! – ta w końcu zaczyna rozumieć. Bierze chłopaka za rękę i rycząc jak jelenie wybiegają z domu.
Patrzymy się na siebie z Harrym, po czym wybuchamy śmiechem.
- Co to było?! – tarza się na ziemi mój przyjaciel.
- Nie mam nawet bladego pojęcia! – dostaję skurczu kiszki.
Chichramy się tak jeszcze przez trochę, po czym wraca do nas nasz naturalny styl i ze stoickim spokojem siadamy na kanapie.
- No więc… Dokończ – mówi Hazza.
- Ale co?- pytam.
- Rozmawialiśmy o sensie istnienia – mówi z ironią mój przyjaciel.
- No wiesz. Człowiek istnieje po to żeby sadzić rośliny. I one wytwarzają tlen i… są pożywieniem. I jak człowiek jest głodny to je je. I hoduje zwierzęta. Krówki i takie tam. Czasami ma też koty, tak jak ty, chociaż nie rozumiem, co w nich fajnego. Psy są o wiele lepsze! Za to nigdy nie rozumiałam hipopotamów. Wiesz, że jak one się boją to pierdzą? No idioci jacyś. Chodzą sobie prezentując wielki szanowny tyłek i myślą, że są jakąś Kim Kardaschian i że na nich to fajnie wygląda. Mylą się waleńce. Zawsze byłam totalnie zauroczona w leniwcach. Stanowią zwierzęcą wersję mnie. Niesamowite. A ty chyba byłbyś wielbłądem – patrzę na przyjaciela dumna po swoim wielkim przemówieniu, a ten wali głową w brzeg kanapy.
- Żartujesz sobie? – patrzy na mnie jak na idiotkę.
- Wolałbyś być pandą?
Harry uderza ręką w czoło, robiąc głośny plask i krzywiąc się z bólu, ale tak delikatnie, że niby go to nie bolało.
- Nicki… Czy ty jesteś idiotką?
- Bonnie czasami mnie tak nazywa. I ty. I Tina. I Ann. A ma siedem lat…
- Dobra! Skończysz to, co mówiłaś o… mnie i Stephanie?
Biorę głęboki oddech. Teraz wszystko się wyda. Teraz. I zaczynam.
- No bo…
- No bo…?
- Pamiętasz naszą rocznicę poznania się? Jak zabrałeś mnie do tych wszystkich wspaniałych miejsc i dałeś ten felerny tort?
- No tak. I…?
- I potem jak wróciłam do domu… Ja leżałam na łóżku Bonnie i myślałam.
-Gratuluję – mówi, a ja daję mu kuksańca.
- I myśląc, doszłam do wniosku, że…
- POWIEDZ COŚ RAZ A PORZĄDNIE. JEZU NICKI MÓW, JESTEM TWOIM NAJLEPSZYM PRZYJACIELEM!
- ŻE JESTEM W TOBIE ZAKOCHANA OKEJ?! – drę się na niego, po czym spuszczam głowę.
Znowu zaciskam oczy i czekana jakąkolwiek reakcję. Przez chwilę siedzimy w ciszy, a mi chce się płakać, bo chyba właśnie popełniłam swój życiowy błąd. Wtedy jednak Harry z całej siły mnie ściska. Nie rozumiem, co się dzieje, ale także go przytulam.
- Nicki, ja chciałem ci powiedzieć to już dawno temu… Ale nie miałem odwagi – przyjaciel szepcze mi do ucha.
- Ale… Ja… A co ze Stephanie? – pytam zdezorientowana.
- Ona mi powiedziała, że ty jesteś zakochana w Niallu. A potem zaproponowała, żebyśmy się pocałowali żeby sprawdzić czy coś z tego wyjdzie. Nicki… Ja byłem załamany… Nie mam pojęcia, czemu się zgodziłem, jestem idiotą.
- Nie mów tak… - szepczę.
- Ale to prawda! – Harry mnie puszcza – Zamiast zebrać się na odwagę i wyznać ci co czuję, ja czekałem! Jestem… - zamykam mu usta pocałunkiem.
Pierwszy raz poczułam coś takiego. To są te fajerwerki w brzuchu! To takie miłe uczucie, aż zaczynam się śmiać, odrywam się od Harry’ego i kładę na kanapie.
- Co się stało? – pyta.
- Świetne uczucie.
Harry kładzie się obok mnie na kanapie i mnie ściska.
- Czyli teraz jesteśmy tak jakby parą? – szepcze mi do ucha.
- Tak jakby chyba tak – uśmiecham się.
Wtedy za naszymi plecami słyszymy okrzyk radości. Stoi tam Niall z naburmuszoną Ann na rękach.
- Wygrałem! Jesteś mi winna dychę! – krzyczy do mojej siostry.
- O co się założyliście? – pytam.
- Ja mówiłem, że zostaniecie parą. Ona, że Harry ucieknie.
Moja kochana siostrzyczka.
Ale teraz mam Hazzę.
Wspaniałe uczucie.
------------------------------------------------------------------------------------------------------------
Miało być suodko.
Jak wyszło, się okaże.
Dzięki wielki za 730 wyświetleń, jesteście wielcy :*
Pozdrawiam Julkę, którą poznałam na spotkaniu fanów książek, i która jest directionerką ;3