czwartek, 11 kwietnia 2013

Rozdział XIX


Po dziesięciu minutach dałam radę odwiązać Nialla (moja siostra jest harcerką i jej węzły są… hmm… świetne). Po Ann przyjechała mama jej koleżanki z czterema siedmioletnimi dziewczynkami w aucie. Biedna kobieta. Życzyłam jej szczęścia, a ta wzięła głęboki oddech i zaczęła jechać. Przejechała jakieś dziesięć metrów i o mało co nie walnęła w drzewo. Pewnie moja siostrzyczka zaczęła śpiewać, albo trenować, teakwondo.
Idziemy teraz z Niallem przed siebie, nie mając pojęcia gdzie właściwie dojdziemy. Dawno nie byłam w tej okolicy, więc orientację zgubiłam, hmm, dawno. Ale mój towarzysz wygląda jakby wiedział gdzie dokładnie idzie, więc postanowiłam mu zaufać.

Dochodzimy do centrum. Normalna droga zajęłaby nam jakieś, dziesięć minut, ale Niall wybrał godzinną trasę. Zatrzymuję się przy Starbucksie i bez słowa wchodzę. Kolega chyba nawet tego nie zauważył, bo wciąż idzie przed siebie. Kupuję bezkofeinowe cappuccino karmelowe razy dwa i go doganiam. Ten jest tak zajęty opowiadaniem jakiejś niesamowitej inaczej historii, że chyba serio nie zobaczył mojej nieobecności. Popijam sobie kawkę i olewam to co mówi. Ten patrzy na mnie ze zdziwieniem, potem na kawę, znów na mnie, na kawę… Zabiera mi jeden kubek, po czym kontynuuje historię. Idziemy w stronę centrum handlowego. Cieszę się, że wzięłam portfel, w którym mam wszystkie oszczędności z pilnowania Annabelle. Bonnie mi płaciła, bo czasami miała jej dość. Więc ja zamykałam ją w pokoju na kilka godzin z misiem a za to dostawałam pieniądze. Postanawiam kupić sobie coś ładnego. Ale wygodnego. I w przyzwoitej cenie. Po krótkim namyśle, rozumiem, że NIC takiego nie znajdę, więc pójdę tylko do herbaciarni, bo mieli dodać jakiś nowy smak. Huhu.
Niall zakłada ciemne okulary i czapkę z daszkiem, które nie mam bladego pojęcia skąd wziął. MAGIK JAKIŚ. Ale tak szczerze się mu nie dziwię.  Wchodzimy do centrum bez żadnego spojrzenia pełnego miłości, zdziwienia czy innego czego. To taka miła odmiana. Nie żebym była sławna, ale zawsze jak jestem, z którymś z kolegów, no to… no nie jest miło…
Wchodzę do pierwszego lepszego sklepu, gdzie są meeega drogie  ubrania i biorę kilka tych najdroższych, a zarazem najbrzydszych. Idę do przymierzalni i ledwo wciskam się w sukienkę ze sztucznego futra i kapelusz z dwumetrowym rondem. Szeptem wołam Nialla, a ten przychodzi w marynarce w zebrę. Wybucham śmiechem i pokazuję swój strój. Znowu się śmiejemy, a ja w przymierzalni szybko przebieram się w swoje ciuchy. Widzę jak ochroniarz patrzy na nas spod byka, więc chichocząc jak idioci wybiegamy ze sklepu. Wtedy podbiega do nas jakaś na oko czternastoletnia dziewczynka. Zadaje mnóstwo pytań, ale rozumiem tylko czy może sobie zrobić z nami zdjęcie. Z NAMI. Nie z Niallem. Czuję się jak jakaś mega gwiazda. Dziewczyna staje między nami i uśmiecha się szeroko, a jakaś kobieta robi nam zdjęcie. Młoda piszczy i mocno nas przytula, po czym odbiega. Patrzę się na nią ze zdziwieniem.
- To takie… - zaczynam.
- Fajne?
- Całkiem, a zarazem lekko przerażające – uśmiecham się.
Idziemy do sklepu z biżuterią. Oczywiście następny, przy którym mogę udawać, że na coś mnie stać. Nie wchodzę do środka, bo zaraz naskoczy na mnie jakaś elegancko ubrana kobieta, ze sznurem, białych jak śnieg zębów i idealnym kokiem na głowie i się spyta, czy w czymś pomóc. A ja wtedy powiem „Nie, mam tylko (tu wstaw bardzo małą liczbę) funtów” po czym będę miała wrażenie, jak wszyscy klienci patrzą się na mnie jak na wariatkę. Więc podziękuję. Stoję przy witrynie i patrzę na zegarki, bransoletki i kolczyki, które zawsze mi się marzyły. W pewnym momencie wybucham śmiechem na myśl, jaka głupia byłam. Przecież to wszystko jest takie wstrętne! Tylko wsadzą tam mikroskopijny świecący kamyczek i już! Biżuteria droższa o kilka tysięcy funtów. Haha. Jeju, jakie to wszystko jest szkaradne. Haha.
Widzę, że Niall sobie poszedł, więc szybko go doganiam. Ten wygląda na lekko zdenerwowanego, ale ignoruję to.
- Gdzie idziemy?
- Nie wiem zaproponuj coś –mruczy ledwo słyszalnie.
- Poszłabym do herbaciarni.
- Tylko nie tam… - jęczy.
- Co jest?
Niall milczy.
- Niall?
Cisza.
- HEJ LUDZIE, PATRZCIE! TO NIALL HORAN Z ONE… - nie kończę, bo kolega zakrywa mi usta dłonią.
- Chcesz wiedzieć? – pyta cicho.
- Tak!
Bierze mnie za rękę i ciągnie gdzieś. Zatrzymujemy się przed herbaciarnią, tą do której zawsze chodzę z Harrym.
- Widzisz? – pyta Niall.
Na początku nie wiem o co mu chodzi, ale kiedy się przyglądam zauważam burzę loków. Harry!, myślę i uśmiecham się mimowolnie. Wtedy jednak zauważam, że ten wcale nie jest sam. Jest z dziewczyną. Co więcej, całują się.
Czuję jak łza cieknie mi po policzku, gdy odrywają się od siebie.
Patrzę na jej twarz.
Jest piękna.
Stephanie.

------------------------------------------------------------------------------------------

Smutne? ;_;
Nie bardzo..
Ale mam słaby humor, bo jak wiecie jedna z directionerek popełniła samobójstwo, przez hejty skierowane w jej stronę bo lubiła 1D.. Biedna dziewczyna, pisała, że jedyne wsparcie ma w ludziach z Twittera.
Dla nas żyjesz wiecznie Danielle.
Kochamy cię siostro.
[*]
Jedna dziewczyna wpadła na pomysł, że żeby uczcić jej pamięć jutro na ubrania przyklejamy czerwone lub różowe serduszko. Zrobię to.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz