środa, 3 kwietnia 2013

Rozdział XIII (PECHOWY D:)


Siedzimy z Tiną w salonie i oglądamy filmy. Po drodze tutaj oczywiście nie mogło odbyć się bez ukazywania miłości i przyjaciółka zepchnęła mnie ze schodów. Potem, kiedy robiłyśmy popcorn rzuciłam w nią masłem. Śmiesznie było.
Tina przyniosła jakiś film, przy którym rzekomo nie da nie płakać. O jakimś psie, który ileś tam lat czekał na swojego pana na stacji. Ja tam cały czas się śmiałam. Najfajniej było, kiedy powiedziałam Tinie, że ma ruszyć dupsko, a ona poprosiła żebym zepchnęła ją z łóżka. Ta spadła na kubek i on się pobił. Haha.
Przemyślałam wcześniejszą prośbę Steph, żeby zaprosić chłopaków, ale kiedy ta powiedziała, że i tak dzisiaj wychodzi, zrezygnowałam. Postanowiłyśmy wraz z Tiną zrobić piżama-party. Obie mamy bzika na punkcie Ameryki, więc chcemy żeby to była typowo amerykańska impreza. Niezdrowe przekąski, śpiworki, malowanie, bitwa na poduszki. Chociaż pewnie jak zawsze skończy się leżeniem na ziemi i zjadaniem chipsów. Oczywiście będą same dziewczyny! Zaprosiłyśmy kilka koleżanek z klasy, a te bardzo się ucieszyły. Nie jest ich za dużo, bo zazwyczaj trzymamy się z chłopakami, dziewczyny tylko pytają nas o to, jacy są chłopcy z One Direction. Irytujące.
Więc zamiast szykować teraz dom na przyjście koleżanek, typu zrobić miejsce na śpiwory, my leżymy i oglądamy film. Dziewczyny mają przyjść za około pół godziny.

CHWILA, ILE?!
Zrywam się z kanapy i zrucam (znowu) przy tym opierającą się o moje kolana Tinę na ziemię. Biegnę do kuchni, biorę portfel i wypadam z domu wywalając się przy tym tylko trzy razy. Pędzę jak głupia do sklepu i kupuje przekąski. Nie wiem, czemu w moim koszyku znalazł się też seler. Po kryjomu pakuję go do wózka jakiejś babci. Na pewno jej posmakuje. Płacę za wszystko i znowu jak ścigana biegnę do domu. Rzucam całą torbę na wciąż leżącą na ziemi Tinę, a ta drze się na mnie. Jednak uspokaja się, gdy zauważa chrupki truskawkowe. Ignoruję ją i odsuwam kanapę, tak żeby zrobiło się więcej miejsca. Pięć osób się zmieści.
W idealnym momencie słyszę dzwonek do drzwi. Stoją tam wszystkie nasze trzy koleżanki.
Macy, jest przeuroczą niziutką i cichą dziewczyną, która przepięknie rysuje. Ma długie brązowe włosy i wielkie oczy. Jedynym minusem jest to, że często płacze.
Kim jest uznawana za klasową piękność. Ma falowane włosy w kolorze ciemny blond i niebieskie oczy okalane czarnymi jak węgiel rzęsami. Nie jest jednak zarozumiała i potrafi się z siebie śmiać, więc ją lubię.
No i Tiffany. Taka typowa buntowniczka. Ciągle chodzi w glanach, maluje włosy na pastelowe kolory i ciągle kłóci się z nauczycielami. Jest bezczelna, ale tylko dla tych, których nie zna.
Uwielbiam je wszystkie. Każda ma inną osobowość i  co najlepsze, nie obchodzi je to, że przyjaźnię się z Harrym, bo nie przepadają za One Direction. Poznały chłopaków i ich polubiły, ale nie są fankami ich muzyki.
Przytulam je szybko na powitanie i mówię żeby się rozgościły. Tiff od razu rzuca się na moją biedną Pear, bo kocha psy. Macy i Kim witają się z Tiną i siadają na przygotowanych przez nią poduszkach.
- Chcecie już się przeprać w piżamki? – pytam.
Dziewczyny kiwają głowami i każda rozchodzi się po domu, żeby zmienić ubranka. Wchodzę do swojego pokoju i znajduję list na łóżku.
Kochana Nicki!
Wyszłam już ze znajomymi, prawdopodobnie
wrócę jutro po południu.
Nie martw się o mnie,
Twoja Steph.

Nie ma dla mnie żadnej różnicy, czy jest, czy jej nie ma. I tak prawie z nią nie gadam. Biorę piżamę z szafy, szybko się przebieram i schodzę na dół. Dziewczyny już tam są.
Tina - KLIK
Macy - KLIK
Kim - KLIK
Tiff - KLIK
I ja - KLIK
Siadamy spokojnie na poduszkach. Wręcz nie mogę się powstrzymać i rzucam w Tinę kapciem. Ta bierze poduszkę, na której siedziała, podchodzi do mnie i zaczyna mnie bić. To oznacza wojnę.
Wszystkie wstają i nawalają się poduchami. Co chwila obrywam w twarz. O dziwo tylko od Tiny. Każda w końcu ląduje na ziemi, leżąc na innej. Stworzyłyśmy ludzką kanapkę. Śmiejemy się jak idiotki i słyszymy jak otwierają się drzwi. Odwracamy się w ich kierunku, a tam stoi Hazza, wraz z Lou, Niallem i Liamem. Patrzą się na nas jak na idiotki. Szybko wstajemy i patrzymy się na nich udawanie poważnym wzrokiem. W końcu Liam podchodzi do Tiny i całuje ją. Wszyscy udają odruch wymiotny. Gołąbeczki w końcu odrywają się od siebie i chichoczą, trzymając się za ręce.
- Nie żeby coś, ale.. – zaczynam – CO WY DO JASNEJ CIASNEJ CHOLERCI TUTAJ ROBICIE?!
- Byliśmy w okolicy – tłumaczy się Harry. Podchodzę do niego i patrzę na niego zła. Ten jednak słodko się uśmiecha i mnie przytula. Także, z całej siły go ściskam. Widzę jak Tina szepcze coś Liamowi na ucho i się uśmiecha. Ten wybałusza oczy i patrzy na mnie i na Harry’ego. Czasami nienawidzę mojej przyjaciółki.
- Poróbmy coś – proponuje Kim.
- POMALUJMY SIĘ JAK TYPOWE NASTOLATKI! – piszczy Lou, a wszyscy patrzą się na niego jak na idiotę.
- No co? – ten tylko pyta – Będzie śmiesznie.
Wzruszamy ramionami, aprobując jego pomysł, a ja biegnę do łazienki po kuferek Bonnie. Ona ma MNÓSTWO  kosmetyków (jest stylistką, nic dziwnego, lol). Cienie, tusze, róże… wszystko. Znowu biegnę do gości i podaję Niallowi kuferek. Dzielimy się w pary.
Ja jestem z Hazzą, Tina z Liamem, Macy z Niallem, a Louis, który uznał, że potrzebuje dwóch dziewczyn jest z Tiff i Kim.
Wyjmuję najbardziej szpetne kolory cieni i mażę przyjaciela, tak, że wygląda jak potwór z bagien. Ten także się na mnie mści, bo nakłada mi fioletowy cień i maluje mi całe oko naokoło, przez co mam pozorowaną śliwę. Nie biorę różu, tylko pędzlem nakładam mu na policzki fioletowy cień.
Efekt końcowy? Wyglądamy strasznie.
Najgorsze jest to, że tylko my postanowiliśmy się wygłupić i wszyscy wyglądają normalnie. To znaczy, gdyby wszyscy byli dziewczynami, to by wyglądali normalnie.
A my?
Wyobraźcie sobie malarza, który niesie czterdzieści puszek z farbą, a te spadają mu na głowę.
Tak wyglądamy.
Cudownie.

3 komentarze: