Po nadzwyczajnym okazaniu miłości przez Bonnie i wypiciu
przeraźliwie wyglądającego koktajlu wraz z Harrym wybraliśmy się na spacer.
Kilka osób zrobiło sobie z nim zdjęcie, a ja stałam na uboczu i się
uśmiechałam. Dziwnie jest patrzeć jak twojego chłopaka przytulają kompletnie
obce dziewczyny, ale chyba taka jest cena chodzenia z kimś sławnym. Nawet jedna
z nich chciała zdjęcie ze mną, jako najlepszą przyjaciółką jej idola. To było
słodkie.
Nie ważne, kto co powie, ale Harry jest najlepszym chłopakiem na Ziemi! Na każdym kroku powtarza mi jak bardzo mnie kocha, choć na razie nie chcemy tego ogłaszać, bo wiadomo jak by się to skończyło. Nie miałabym życia prywatnego. A co jak co, bardzo cenię sobie swoją prywatność i nie wyobrażam sobie, być jednym z chłopców choć na jeden dzień.
- Wracamy już? – pyta Harry.
- Tak. Nogi mnie cholernie bolą.
Wciąż trzymając się za ręce kierujemy się w stronę mojego domu. Nie wiem czemu, Harry co chwila histerycznie spogląda na telefon. Kiedy słyszy wibrację odczytuje smsa i mówi:
- Musimy iść do sklepu!
Patrzę tylko na niego pytająco.
- Bonnie napisała… Skończył się wam… Papier.
Kiwam lekko głową. Okej. Papier się skończył. Mhm. Wchodzimy do pierwszego lepszego sklepu i Harry znowu dostaje smsa.
- Okej, możemy już iść! – mówi i ciągnie mnie za rękę do domu.
- Ale… Papier.
- Bonnie wzięła od… Pani Stacy! Tak! Od niej!
Patrzę się na niego dziwnie, ale potem wzruszam ramionami. Nie sądziłam, że kobieta, żyjąca w domu o warunkach bunkra i gotująca zapewne w wielkim kotle stojącym na środku kuchni, posiada coś takiego jak papier toaletowy. Myślałam, że podciera się gazetami, czy czymś tam. No ale okej.
Tuż przed domem zatrzymuje nas jakiś chłopak. Pyta się o zdjęcie, ale nie Harry’ego tylko mnie. Mówi, że jestem ładna i jest turystą i chciałby zdjęcie z ładną Brytyjką. Patrzę się na niego jak na osobę psychiczną i ten chyba rozumie, że moja odpowiedź brzmi „nie”. Odchodzi lekko przygaszony, a ja i Hazza się śmiejemy. Otwieram furtkę i podchodzimy do drzwi wejściowych. Za pomocą kluczy znalezionych w kieszeni, szybko je otwieram i wchodzimy do środka. Jest już wieczór, więc w domu jest strasznie ciemno. Zapalam światła, a wtedy zza wszystkich mebli wyskakują ludzie i krzyczą:
- NIESPODZIANKA!
Na początku nie wiem o co chodzi. Potem jednak zaczajam, jaki dzisiaj dzień. Moje urodziny! Uśmiecham się perliście do wszystkich, a jest ich MNÓSTWO i dziękuję każdemu, kto tylko obok mnie przejdzie. Tina z urodzinową czapeczką na głowie podchodzi do mnie i mocno mnie przytula. Krzyczy mi coś do ucha, ale na tyle nie wyraźnie, że nie rozumiem nic a nic.
- Patrz – mówi zrezygnowana i wskazuje na stół. Jest cały zawalony prezentami. Tak jak w amerykańskich filmach na Super Słodkich Szesnastkach. Otwieram buzię ze zdziwienia i radości.
- Wszystkiego najlepszego – Harry całuje mnie w główkę.
- Kto to zorganizował? – pytam z wielkim uśmiechem.
- A jak myślisz? – mój chłopak puszcza mi oko.
Przytulam go z całej siły dziękuję. Powtórzę to drugi raz. Jest najlepszy na świecie! Podchodzi do nas Bonnie, która wygląda jakby piła za czterech. Kiwa się na różne strony i chichocze.
- Nicki! Moja dziewczynka! Moja duża, o rok starsza dziewczynka! – głaszcze mnie po głowie.
- Bonnie… Może idź się połóż? – mówię cicho.
- Nie! Noc jest młoda i ja jestem młoda! Chcę się bawić! – krzyczy i tanecznym krokiem odchodzi.
Harry chichocze cicho, a ja daję mu kuksańca. Rozglądam się po gościach. Większość z nich to znajome twarze, jednak znajdą się i tacy, których nigdy w życiu nie widziałam. Uśmiecham się miło do wszystkich jak na dobrego gospodarza przystało i nagle cichnie muzyka. Patrzę się na środek pokoju, gdzie Tina z trudem próbuje wejść na stół.
- Jak wiecie – zaczyna – dzisiaj urodziny ma Nicki. Moja przyjaciółka, dobra znajoma wielu z was, po części członek rodziny. Kocham ją. Co mogę powiedzieć. Więc Nicki, mam nadzieję, że zdechniesz szybko. Dziękuję!
Wszyscy jej klaszczą. Także dołączam się do owacji, choć życzono mi przedwczesną śmierć. Ale Tina to Tina. Jej klaskałam nawet, jak jako Julia wypadła z wieży prosto na Romea, powodując przy tym połamanie się sceny. Bo na tym polega przyjaźń, prawda?
Ktoś przytula mnie mocno od tyłu. Na początku myślę, że to Harry, ale dopiero po chwili widzę, że stoi obok mnie. Odwracam się, a spod za dużej czapeczki urodzinowej promiennie uśmiecha się do mnie Niall. Ściskam go.
- Sto lat Nicki! – mówi i ktoś go odpycha. Z tłumu wychodzi Louis trzymający za rękę Eleanor.
- Szczęścia kochana! – dziewczyna przytula mnie mocno, a ja do uścisku dołączam jeszcze chłopaka.
- I nawzajem – szczerzę się do nich obojga.
Para rumieni się lekko. Louis idzie w stronę stołów z napojami.
- Uszyłam sukienkę – szepczę do Eleanor – Pokazać ci?
- Nie. Zobaczę ją dopiero przed ślubem – dziewczyna uśmiecha się i odchodzi.
Odwracam się do Harry’ego, który pokazuje wszystkie swoje śnieżnobiałe ząbki w wielkim uśmiechu.
- Zatańczysz? – pyta.
- Oczywiście.
Obejmuje mnie w talii, ja zarzucam mu ręce na ramiona. Zauważam, że obok nas tańczy Tina z Liamem. Wtedy zaczyna lecieć Same Mistakes. Uśmiecham się pod nosem.
Nasza piosenka.
Nie ważne, kto co powie, ale Harry jest najlepszym chłopakiem na Ziemi! Na każdym kroku powtarza mi jak bardzo mnie kocha, choć na razie nie chcemy tego ogłaszać, bo wiadomo jak by się to skończyło. Nie miałabym życia prywatnego. A co jak co, bardzo cenię sobie swoją prywatność i nie wyobrażam sobie, być jednym z chłopców choć na jeden dzień.
- Wracamy już? – pyta Harry.
- Tak. Nogi mnie cholernie bolą.
Wciąż trzymając się za ręce kierujemy się w stronę mojego domu. Nie wiem czemu, Harry co chwila histerycznie spogląda na telefon. Kiedy słyszy wibrację odczytuje smsa i mówi:
- Musimy iść do sklepu!
Patrzę tylko na niego pytająco.
- Bonnie napisała… Skończył się wam… Papier.
Kiwam lekko głową. Okej. Papier się skończył. Mhm. Wchodzimy do pierwszego lepszego sklepu i Harry znowu dostaje smsa.
- Okej, możemy już iść! – mówi i ciągnie mnie za rękę do domu.
- Ale… Papier.
- Bonnie wzięła od… Pani Stacy! Tak! Od niej!
Patrzę się na niego dziwnie, ale potem wzruszam ramionami. Nie sądziłam, że kobieta, żyjąca w domu o warunkach bunkra i gotująca zapewne w wielkim kotle stojącym na środku kuchni, posiada coś takiego jak papier toaletowy. Myślałam, że podciera się gazetami, czy czymś tam. No ale okej.
Tuż przed domem zatrzymuje nas jakiś chłopak. Pyta się o zdjęcie, ale nie Harry’ego tylko mnie. Mówi, że jestem ładna i jest turystą i chciałby zdjęcie z ładną Brytyjką. Patrzę się na niego jak na osobę psychiczną i ten chyba rozumie, że moja odpowiedź brzmi „nie”. Odchodzi lekko przygaszony, a ja i Hazza się śmiejemy. Otwieram furtkę i podchodzimy do drzwi wejściowych. Za pomocą kluczy znalezionych w kieszeni, szybko je otwieram i wchodzimy do środka. Jest już wieczór, więc w domu jest strasznie ciemno. Zapalam światła, a wtedy zza wszystkich mebli wyskakują ludzie i krzyczą:
- NIESPODZIANKA!
Na początku nie wiem o co chodzi. Potem jednak zaczajam, jaki dzisiaj dzień. Moje urodziny! Uśmiecham się perliście do wszystkich, a jest ich MNÓSTWO i dziękuję każdemu, kto tylko obok mnie przejdzie. Tina z urodzinową czapeczką na głowie podchodzi do mnie i mocno mnie przytula. Krzyczy mi coś do ucha, ale na tyle nie wyraźnie, że nie rozumiem nic a nic.
- Patrz – mówi zrezygnowana i wskazuje na stół. Jest cały zawalony prezentami. Tak jak w amerykańskich filmach na Super Słodkich Szesnastkach. Otwieram buzię ze zdziwienia i radości.
- Wszystkiego najlepszego – Harry całuje mnie w główkę.
- Kto to zorganizował? – pytam z wielkim uśmiechem.
- A jak myślisz? – mój chłopak puszcza mi oko.
Przytulam go z całej siły dziękuję. Powtórzę to drugi raz. Jest najlepszy na świecie! Podchodzi do nas Bonnie, która wygląda jakby piła za czterech. Kiwa się na różne strony i chichocze.
- Nicki! Moja dziewczynka! Moja duża, o rok starsza dziewczynka! – głaszcze mnie po głowie.
- Bonnie… Może idź się połóż? – mówię cicho.
- Nie! Noc jest młoda i ja jestem młoda! Chcę się bawić! – krzyczy i tanecznym krokiem odchodzi.
Harry chichocze cicho, a ja daję mu kuksańca. Rozglądam się po gościach. Większość z nich to znajome twarze, jednak znajdą się i tacy, których nigdy w życiu nie widziałam. Uśmiecham się miło do wszystkich jak na dobrego gospodarza przystało i nagle cichnie muzyka. Patrzę się na środek pokoju, gdzie Tina z trudem próbuje wejść na stół.
- Jak wiecie – zaczyna – dzisiaj urodziny ma Nicki. Moja przyjaciółka, dobra znajoma wielu z was, po części członek rodziny. Kocham ją. Co mogę powiedzieć. Więc Nicki, mam nadzieję, że zdechniesz szybko. Dziękuję!
Wszyscy jej klaszczą. Także dołączam się do owacji, choć życzono mi przedwczesną śmierć. Ale Tina to Tina. Jej klaskałam nawet, jak jako Julia wypadła z wieży prosto na Romea, powodując przy tym połamanie się sceny. Bo na tym polega przyjaźń, prawda?
Ktoś przytula mnie mocno od tyłu. Na początku myślę, że to Harry, ale dopiero po chwili widzę, że stoi obok mnie. Odwracam się, a spod za dużej czapeczki urodzinowej promiennie uśmiecha się do mnie Niall. Ściskam go.
- Sto lat Nicki! – mówi i ktoś go odpycha. Z tłumu wychodzi Louis trzymający za rękę Eleanor.
- Szczęścia kochana! – dziewczyna przytula mnie mocno, a ja do uścisku dołączam jeszcze chłopaka.
- I nawzajem – szczerzę się do nich obojga.
Para rumieni się lekko. Louis idzie w stronę stołów z napojami.
- Uszyłam sukienkę – szepczę do Eleanor – Pokazać ci?
- Nie. Zobaczę ją dopiero przed ślubem – dziewczyna uśmiecha się i odchodzi.
Odwracam się do Harry’ego, który pokazuje wszystkie swoje śnieżnobiałe ząbki w wielkim uśmiechu.
- Zatańczysz? – pyta.
- Oczywiście.
Obejmuje mnie w talii, ja zarzucam mu ręce na ramiona. Zauważam, że obok nas tańczy Tina z Liamem. Wtedy zaczyna lecieć Same Mistakes. Uśmiecham się pod nosem.
Nasza piosenka.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz