Nie wiem ile ślęczałam nad projektem sukienki, ale jestem z
niego cholernie dumna. W pewnym momencie Tina stała nade mną i podawała mi
wszystko, czego potrzebowałam. Byłam w transie. Jednak jestem niezmiernie dumna
z tego, co mi wyszło. Sukienka nie jest do przesady ozdobna, ale, no… śliczna.
Mam tylko nadzieję, że Eleanor się spodoba. Jeśli zatwierdzi projekt od razu
lecę do pasmanterii po potrzebne materiały. A będzie ich BARDZO dużo.
- Nicki, dzwonić do El? – pyta Harry.
Kiwam głową. On pomagał mi przez cały czas. Dawał sugestie, krzyczał na mnie jak się leniłam, bądź karcił, jak co chwila czymś rzucałam.
Harry rozmawia przez telefon, a ja robię ostatnie poprawki projektu. Tak bardzo chcę żeby był idealny!
Słyszę dzwonek do drzwi, co daje mi dwa powody do zdziwienia. Po pierwsze, to pewnie El, ale tak szybko? I po drugie, nawet nie wiedziałam, że u mnie w domu jest dzwonek. Zawsze każdy wchodził, kiedy chciał.
Idę do drzwi i je otwieram. Oczywiście, to uśmiechnięta od ucha do ucha Eleanor. Wpuszczam ją do środka i wskazuję miejsce na kanapie. Dziewczyna siada i patrzy na mnie z oczekiwaniem. Podaję jej kartkę i na wszelki wypadek odwracam wzrok. Liczę do dziesięciu, żeby się uspokoić. Znów patrzę na El. Płacze.
- Co jest? Aż tak źle? – zaraz chyba się popłaczę.
- Żartujesz? To najpiękniejsza sukienka, jaką widziałam – przytula mnie z całej siły.
- A może być jasnoróżowa? – pytam z uśmiechem.
- Tak będzie jeszcze piękniejsza!
Przytulamy się z całej siły, a Eleanor wstaje i mówi, że musi już iść.
- Ja też! Muszę kupić materiały na sukienkę!
Dziewczyna uśmiecha się i daje mi plik banknotów. Zdziwiona patrzę to na swoją dłoń to na nią.
- Ale… Ale…
- Chyba nie myślałaś, że za wszystko zapłacisz ze swojej kieszeni głuptasku?
TAK WŁAŚNIE MYŚLAŁAM.
- Nie ważne. Powinno ci starczyć, jak coś to dzwoń – El daje mi buziaka w policzek i wybiega z domu.
Harry do mnie podchodzi i przytula mnie od tyłu.
- Podwieźć cię do pasmanterii?
- Przejdę się – całuję go w główkę.
- To idę z tobą – wzruszam ramionami i idę ubierać buty.
Stawiam na miętowe Martensy, od Harry’ego i widzę, że mój chłopak na sam ich widok się uśmiecha.
…
Mój chłopak.
Kjwfqriwfnhpli.
Zabieram z wieszaka pomarańczową bluzę i zarzucam ją na siebie. Wychodzimy z domu. Harry łapie mnie za rękę, co sprawia, że lekko się rumienię, ale nie puszczam jego dłoni. Kilka dziewczyn, które przed chwilą jeszcze się śmiały, teraz płacze i robi nam zdjęcia. Zakładam kaptur, Harry idzie w moje ślady.
- Przepraszam cię za to – szepcze.
- Za co?
- Teraz jak jesteśmy razem, pewnie nie będziesz miała nawet chwili prywatności…
- Kocham cię, tak? Zniosę to – zapewniam go.
Harry obejmuje mnie jedną ręką w talii i dalej idziemy przed siebie. Zauważamy małą grupkę ludzi z aparatami.
- Nie wierzę – szepcze Hazza.
- Trzeba ich ominąć – ciągnę go w kierunku małej uliczki. Idziemy na około, przez co nasza trasa wydłuża się o jakieś dwadzieścia minut, ale warto.
Po pewnym czasie dochodzimy do małego sklepu. Harry otwiera przede mną drzwi. Dziękuję mu, kłaniając się lekko, śmiejemy się i wchodzimy. W środku jest tylko sprzedawczyni z mniej więcej trzynastoletnią dziewczynką, zapewne córką. Podchodzimy do lady. Dziewczyna zaczyna skakać i piszczeć. Zaciskam powieki i uśmiecham się.
- Czyżby directionerka? – pytam.
- Tak, tak, tak, tak! –krzyczy –Mogę prosić o zdjęcie?|
Harry wzrusza ramionami i podchodzi do dziewczyny. Sprzedawczyni robi im zdjęcie.
- Jesteś jego dziewczyną? – pyta mnie.
Patrzę się na Harry’ego, a ten kiwa głową z uśmiechem.
- Tak. Ale na razie nikt o tym nie wie, więc to będzie nasza mała tajemnica, dobrze? – uśmiecham się do niej.
Dziewczyna udaje, że zapina buzię na zamek. Harry głaszcze ją po głowie, a ta powstrzymuje się przed piskami i płaczem.
- Mogę sobie zrobić z tobą zdjęcie? – pyta mnie – Jak już będziesz sławna to będę mogła szpanować przed koleżankami.
Śmieję się, ale staję obok niej i uśmiecham się do obiektywu trzymanego przez jej mamę.
- To może my już kupimy to co potrzebujemy… - mówię cicho.
- Oczywiście! – piszczy sprzedawczyni.
Mówię ile dokładnie materiału potrzebuję, jakich kolorów, ozdób itp. Wychodzi tego MNÓSTWO. Na początku boję się, że nie starczy mi pieniędzy, które dostałam od Eleanor, ale jeszcze dużo mi zostaje. Kupuję jeszcze trochę materiału na zapas, gdyby coś mi nie wyszło. Dziękujemy słodko i wychodzimy z pasmanterii.
Harry pomaga mi nieść to wszystko, bo troszeczkę waży. Znowu idziemy naokoło, żeby mieć pewność, że nie natkniemy się na paparazzi.
- Ile zajmie ci uszycie sukienki?
- Bardzo dużo czasu.
- Czyli nie spotkamy się dzisiaj? – Harry spuszcza głowę.
- Wolałabym mieć to za sobą, żebyśmy potem mieli dużo wolnego czasu.
Harry przytula mnie i patrzy mi prosto w oczy.
- Więc co teraz? – pyta.
- Teraz? Teraz zabieram się w wir pracy.
------------------------------------------------------------------------------------------------------------
TAKIE TAM HEHE WYPOCINY ;-;
Pozdrawiam najwspanialszą@hii_everyone <3
- Nicki, dzwonić do El? – pyta Harry.
Kiwam głową. On pomagał mi przez cały czas. Dawał sugestie, krzyczał na mnie jak się leniłam, bądź karcił, jak co chwila czymś rzucałam.
Harry rozmawia przez telefon, a ja robię ostatnie poprawki projektu. Tak bardzo chcę żeby był idealny!
Słyszę dzwonek do drzwi, co daje mi dwa powody do zdziwienia. Po pierwsze, to pewnie El, ale tak szybko? I po drugie, nawet nie wiedziałam, że u mnie w domu jest dzwonek. Zawsze każdy wchodził, kiedy chciał.
Idę do drzwi i je otwieram. Oczywiście, to uśmiechnięta od ucha do ucha Eleanor. Wpuszczam ją do środka i wskazuję miejsce na kanapie. Dziewczyna siada i patrzy na mnie z oczekiwaniem. Podaję jej kartkę i na wszelki wypadek odwracam wzrok. Liczę do dziesięciu, żeby się uspokoić. Znów patrzę na El. Płacze.
- Co jest? Aż tak źle? – zaraz chyba się popłaczę.
- Żartujesz? To najpiękniejsza sukienka, jaką widziałam – przytula mnie z całej siły.
- A może być jasnoróżowa? – pytam z uśmiechem.
- Tak będzie jeszcze piękniejsza!
Przytulamy się z całej siły, a Eleanor wstaje i mówi, że musi już iść.
- Ja też! Muszę kupić materiały na sukienkę!
Dziewczyna uśmiecha się i daje mi plik banknotów. Zdziwiona patrzę to na swoją dłoń to na nią.
- Ale… Ale…
- Chyba nie myślałaś, że za wszystko zapłacisz ze swojej kieszeni głuptasku?
TAK WŁAŚNIE MYŚLAŁAM.
- Nie ważne. Powinno ci starczyć, jak coś to dzwoń – El daje mi buziaka w policzek i wybiega z domu.
Harry do mnie podchodzi i przytula mnie od tyłu.
- Podwieźć cię do pasmanterii?
- Przejdę się – całuję go w główkę.
- To idę z tobą – wzruszam ramionami i idę ubierać buty.
Stawiam na miętowe Martensy, od Harry’ego i widzę, że mój chłopak na sam ich widok się uśmiecha.
…
Mój chłopak.
Kjwfqriwfnhpli.
Zabieram z wieszaka pomarańczową bluzę i zarzucam ją na siebie. Wychodzimy z domu. Harry łapie mnie za rękę, co sprawia, że lekko się rumienię, ale nie puszczam jego dłoni. Kilka dziewczyn, które przed chwilą jeszcze się śmiały, teraz płacze i robi nam zdjęcia. Zakładam kaptur, Harry idzie w moje ślady.
- Przepraszam cię za to – szepcze.
- Za co?
- Teraz jak jesteśmy razem, pewnie nie będziesz miała nawet chwili prywatności…
- Kocham cię, tak? Zniosę to – zapewniam go.
Harry obejmuje mnie jedną ręką w talii i dalej idziemy przed siebie. Zauważamy małą grupkę ludzi z aparatami.
- Nie wierzę – szepcze Hazza.
- Trzeba ich ominąć – ciągnę go w kierunku małej uliczki. Idziemy na około, przez co nasza trasa wydłuża się o jakieś dwadzieścia minut, ale warto.
Po pewnym czasie dochodzimy do małego sklepu. Harry otwiera przede mną drzwi. Dziękuję mu, kłaniając się lekko, śmiejemy się i wchodzimy. W środku jest tylko sprzedawczyni z mniej więcej trzynastoletnią dziewczynką, zapewne córką. Podchodzimy do lady. Dziewczyna zaczyna skakać i piszczeć. Zaciskam powieki i uśmiecham się.
- Czyżby directionerka? – pytam.
- Tak, tak, tak, tak! –krzyczy –Mogę prosić o zdjęcie?|
Harry wzrusza ramionami i podchodzi do dziewczyny. Sprzedawczyni robi im zdjęcie.
- Jesteś jego dziewczyną? – pyta mnie.
Patrzę się na Harry’ego, a ten kiwa głową z uśmiechem.
- Tak. Ale na razie nikt o tym nie wie, więc to będzie nasza mała tajemnica, dobrze? – uśmiecham się do niej.
Dziewczyna udaje, że zapina buzię na zamek. Harry głaszcze ją po głowie, a ta powstrzymuje się przed piskami i płaczem.
- Mogę sobie zrobić z tobą zdjęcie? – pyta mnie – Jak już będziesz sławna to będę mogła szpanować przed koleżankami.
Śmieję się, ale staję obok niej i uśmiecham się do obiektywu trzymanego przez jej mamę.
- To może my już kupimy to co potrzebujemy… - mówię cicho.
- Oczywiście! – piszczy sprzedawczyni.
Mówię ile dokładnie materiału potrzebuję, jakich kolorów, ozdób itp. Wychodzi tego MNÓSTWO. Na początku boję się, że nie starczy mi pieniędzy, które dostałam od Eleanor, ale jeszcze dużo mi zostaje. Kupuję jeszcze trochę materiału na zapas, gdyby coś mi nie wyszło. Dziękujemy słodko i wychodzimy z pasmanterii.
Harry pomaga mi nieść to wszystko, bo troszeczkę waży. Znowu idziemy naokoło, żeby mieć pewność, że nie natkniemy się na paparazzi.
- Ile zajmie ci uszycie sukienki?
- Bardzo dużo czasu.
- Czyli nie spotkamy się dzisiaj? – Harry spuszcza głowę.
- Wolałabym mieć to za sobą, żebyśmy potem mieli dużo wolnego czasu.
Harry przytula mnie i patrzy mi prosto w oczy.
- Więc co teraz? – pyta.
- Teraz? Teraz zabieram się w wir pracy.
------------------------------------------------------------------------------------------------------------
TAKIE TAM HEHE WYPOCINY ;-;
Pozdrawiam najwspanialszą
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz