czwartek, 2 maja 2013

Rozdział XXIV


- Że co? – otwieram buzię ze zdziwienia.
- Coś się stało? – Eleanor ma minę jakby chciała się rozpłakać.
- Nie! Co ty! Cieszę się! Bardzo! Ale to był szok – podchodzę do niej i mocno ją przytulam.
- To dobrze. Bo chciałabym, żebyś ty, Perrie i Tina byłyście moimi druhnami.
Dziewczyny zasłaniają buzię z przejęcia, a ja wręcz płaczę ze szczęścia. Wszystkie podchodzimy do niej i ściskamy ją jak głupie. Chłopcy przybijają z Louisem piątki i biją się z nim lekko po ramieniu.
- Będziesz miała idealny ślub! Już my o to zadbamy! – krzyczy Perrie, a ludzie dziwnie się na nas patrzą. Ale my nie zwracamy an to uwagi, tak strasznie się cieszymy. Chyba nawet bardziej od Eleanor.
Siadam z powrotem na swoim miejscu i widzę lekko zasmuconą minę Macy. Tylko jej El nie wybrała na druhnę. Ale w sumie w ogóle jej nie zna.
Jejku jestem taka szczęśliwa! Harry ściska moją rękę pod stołem. Uśmiecham się do niego szczerze. On nagle wstaje.
- Może to nie jest równe temu, co wy ogłosiliście – patrzy na Lou i El – Ale ja i Nicki jesteśmy razem – mówi i siada.
Znowu okrzyki radości. Przytulam wszystkich po kolei, najdłużej Eleanor, która szepcze mi cicho „Wiedziałam”. Kolejna osoba na LLKSNJDSŻJZWSNP.
Kiedy wszyscy już są spokojni, przychodzą nasze zamówienia. Dostaję upragnione pierogi z jagodami, a Tina spaghetti. Innych potraw nie potrafię zdefiniować.
Jest mi głupio, bo każdy (oprócz Tiny) je elegancko, a mi albo pieróg ucieka z talerza, albo jagody rozlewają się po całej jego powierzchni. Harry patrzy się na mnie z uśmiechem. W końcu nabijam pieroga na widelec i wpycham sobie całego do buzi. Zwycięstwo! Kilka ludzi patrzy na mnie dziwnie, ale ja tylko uśmiecham się do nich i dalej jem swoim sposobem. Gorzej ode mnie chyba konsumuje tylko Tina, która się nie krępuje i zamiast grzecznie nawijać makaron na widelec pakuje sobie kupę klusek do buzi. Patrzy się na mnie, kiedy makaron jej z niej wypada, a ja uśmiecham się do niej czując, że mam jagody na zębach. Śmiejemy się pod nosem.
- A tak przy okazji, kiedy chcecie wziąć ślub? – pyta Zayn.
- Za miesiąc – odpowiada Lou.
Wszyscy patrzymy na niego ze zdziwieniem.
- TAK MAŁO CZASU DAJECIE NAM NA JEGO PRZYGOTOWANIE?! – krzyczymy z Perrie.
- Na pewno dacie radę – uśmiecha się El.
- Tak. Pomożemy wam – mówi Zayn w imieniu wszystkich tu obecnych.
- To my musimy już planować! – zrywa się Tina.
- Prawda! – mówię i wstaję, a za mną Perrie.
Łapiemy się za ręce i w podskokach wybiegamy z restauracji. Kiedy jesteśmy już na zewnątrz Perrie śmieje się perliście.
- Świetny pretekst żeby wyjść z restauracji! Strasznie tam nudno! – kiwamy zgodnie głowami.
Siadamy na pobliskiej ławce, a Tina wyciąga z torby wielki notatnik, który zawsze ma przy sobie i zaczyna robić notatki.
- Pierwsza sprawa, goście. Kto zrobi listę? – pyta.
- Ja mogę się tym zająć – zgłasza się Perrie – Mamy dużo wspólnych znajomych.
Tina coś zapisuje. Po czym znowu podnosi głowę.
- Miejsce? – pyta.
- Może park? Rozstawi się tam wszystko, ławki, jakiś łuk i tam by wzięli ślub. Byłoby słodko – proponuję.
Dziewczyny uśmiechają się. Tina znowu coś bazgrze.
- Sukienka?
- Wydaje mi się, że El powinna ją wybrać. A z resztą to dość droga inwestycja – mówi Perrie.
Moja przyjaciółka spuszcza głowę ze zmartwieniem. Potem jednak dostaje olśnienia, wstaje i patrzy na mnie.
- TY ją uszyjesz!
- Co? – otwieram buzię ze zdziwienia.
- To będzie świetne! Wykażesz się, postawisz przed sobą wyzwanie, pokażesz swój projekt dużej ilości osób!
Zastanawiam się nad tym. Uwielbiam szyć i w sumie idzie mi to bardzo dobrze, ale nie wiem, czy w miesiąc zdążę wszystko załatwić. Projekt, materiały, czas. Jednak, kiedy głębiej się nad tym zastanawiam uznaję to za dobry pomysł.
- Okej. Zrobię to.
Dziewczyny ściskają mnie i planują coś dalej, jednak ja ich nie słucham. Moją myśl zaplątuje jedynie sukienka dla Eleanor. Nie chciałabym zrobić czegoś na przesadnie ozdobnego, ale prosta też nie może być. Biała? To trochę oklepane, myślę o delikatnym różu, bo to ulubiony kolor panny młodej (jak to słodko brzmi, panna młoda, ahh :3). Nie wiem czy jej się spodoba, więc najpierw będę musiała pokazać jej projekt. Zrobienie go nie zajmie mi dużo, jednak moje zdolności plastyczne są zerowe. Moja ostatnia próba narysowania martwej natury, została zinterpretowana przez Bonnie, jako żyrafę przy wodopoju, a cały mój „sprzęt malarski” jest równy jednemu ołówkowi znalezionemu pod łóżkiem.
Ale narysuję tą sukienkę. Dla Eleanor! Obiecałyśmy jej, że jej ślub będzie idealny i dotrzymamy słowa.
Kiedy z chęcią do walki wstaję z ławki zauważam, że dziewczyn przy mnie nie ma. Znowu zostałam sama. To takie kochane z ich strony.
Widzę, że Harry wychodzi z restauracji i uśmiecham się na ten widok. Siada obok mnie.
- Jak tam planowanie? – pyta z tym swoim boskim, łamiącym żebra uśmiechem.
- Zostałam wrobiona w uszycie sukienki – szczerzę się.
Harry patrzy na mnie zszokowany, ale chyba jest ze mnie dumny, że podjęłam się takiego zadania. Zaczyna padać, ale nie chowamy się przed deszczem. Oboje go lubimy i tylko uśmiechamy się jak głupi do sera. W końcu wstaję i zaczynam tańczyć. Harry do mnie dołącza. Nie wiadomo skąd i jak, ale słyszymy Little Things. Kładę mu ręce na ramionach, a on obejmuje mnie w talii.
- Zaśpiewaj mi – proszę.
Harry patrzy się na mnie z uśmiechem, jednak spełnia prośbę. Uwielbiam słuchać jego głosu, a w tej piosence, to już w ogóle. W czasie refrenu przerywa i patrzy się na mnie. Nasze twarze coraz bardziej się do siebie zbliżają. W końcu łączymy się w długim pocałunku. Słyszę wiwaty i odrywamy się od siebie.
Przed restaurację stoją nasi przyjaciele i patrzą się na nas z radością. Łapię brzegi kurtki Hazzy i opieram głowę o jego klatkę piersiową.
Wspaniały dzień.

------------------------------------------------------------------------------------------------------------

Bigoooos ;3
Kto spamował na Twitterze, jest najlepszy :D

1 komentarz: