- Nie wierzę, że ty to uszyłaś – mówi Perrie patrząc na
sukienkę.
- Jestem świadkiem – podnosi rękę Tina.
- Ale… Jak?
Uśmiecham się, bo jeszcze nigdy nie dostałam tylu miłych słów. Każdy co chwila mówi, jaka sukienka jest śliczna.
- A co mówi Eleanor?
- Chce ją zobaczyć dopiero przed ślubem.
- A do ślubu pięć dni.
- Dokładnie.
Razem z dziewczynami obgadałyśmy kilka spraw i uznałyśmy, że w parku było by romantyczniej, ale ponieważ Louis jest sławny, bezpieczniej będzie wziąć ślub w kościele. Ja nawet nie wiem jaki wybrały, w tym czasie zajmowałam się sukienką. Podobno wszystko już jest przygotowane, one wszystkim się zajęły. Mam nadzieję, że Eleanor się spodoba. Louis wybrał na drużbów Harry’ego, Zayna i Liama, tak żeby każda dziewczyna miała parę. Niall oczywiście się wkurzył, ale potem sam przyznał, ze byłoby mu głupio stać tam samemu.
Umówiłyśmy się z Tiną, że zrobimy dużo cupcake’ów i ciasteczek, a Perrie zajmie się słonymi przekąskami. Jedzenie, takie normalne (lol) dostarczy firma cateringowa.
Idziemy dziś we trójkę na zakupy, bo jak wiadomo musimy mieć takie same sukienki, a no cóż… nie mamy. Na początku dziewczyny chciały, żebym coś uszyła, ale mamy za mało czasu. Wbiegam do pokoju Bonnie, która z kacem leży rozwalona na podłodze (chyba spadła z łóżka).
- Wychodzę na zakupy!
Rodzicielka burczy coś w dywan, co rozumiem, jako „Oczywiście, weź sobie z mojego portfela troszkę pieniędzy”. Ale jako, że idealna ze mnie córka, nic jej nie zabieram, biorę tylko to, co dostałam na urodziny. Wołam dziewczyny i razem zbiegamy po schodach. Patrzę na buty każdej z nas i zauważam jak strasznie się różnimy. Ja mam miętowe martensy z jaskraworóżowymi sznurówkami. Tina fioletowe conversy, a Perrie czarno białe buty na wielkich obcasach, na których ja już dawno wylądowałabym grobie. Nigdy nie rozumiałam jak ciężar ciała może oprzeć się na takich dwóch małych tyczkach. Tajemnica dziewczyn innych niż ja.
Wychodzimy z domu i wsiadamy do auta Perrie. Nasza koleżanka nie należy do najostrożniejszych kierowców na Ziemi. Jedzie tak szybko, że w pewnym momencie słyszę jak Tina modli się o przeżycie. Ja tylko macham głową w rytm muzyki lecącej z radia. Lubię szybkie jazdy, choć czuję jakbym miała rzadziochę w gaciach.
W końcu jesteśmy na parkingu przy centrum handlowym. Perrie wygląda jak ósmy cud świata, ja wraz z Tiną jak wypłosze. Z lekkim jeszcze szokiem wchodzimy do centrum.
- Chodźcie tu! – Perrie ciągnie nas za ręce do sklepu, do którego normalnie nigdy w życiu bym nie weszła. Wszystko słodkie, różowe, bądź białe, z koronkami, bufkami itp. Przyglądam się z obrzydzeniem landrynkowo różowym sukienkom. Mija chwila, a Perrie podchodzi do nas z trzema identycznymi białymi sukienkami. Mają prostą górę i rozszerzany dół z tiulu. Wyglądają jak typowe sukienki królewny. Krzywię się lekko, ale Perrie wpycha mnie do przymierzalni. Z niechęcią wciskam się w sukienkę, poprawiam delikatnie i przeglądam się w lustrze. Wyglądam… wow. Wychylam głowę zza kotary i wołam dziewczyny. Te wychodzą w takich samych kreacjach. Kręcimy się, a sukienki razem z nami.
- Pezz, nie wiem jak je znalazłaś tak szybko, ale są idealne – mówię.
- Jestem mistrzem, wiedz to N! – krzyczy blondynka i z powrotem wchodzimy do przymierzalni. Zmieniam sukienkę na najlepsze na świecie przetarte jeansy i bluzkę Hazzy z logo Ramones. Wciskam stopy w Martensy, ale nie zdążam ich zawiązać, bo przeszkadza mi Tina, która wbija do mnie i wyciąga mnie z przymierzalni. Idziemy w kierunku kas i płacimy.
Już wiem, czemu nigdy w życiu nie kupowałam w tym sklepie. Z moich urodzinowych oszczędności zostało dziesięć funtów. Z jedną małą papierową torbą i smutną miną na twarzy wychodzę ze sklepu, za mną dziewczyny.
- Idziemy na kawę? – pyta Pezz.
- Herbatę.
Dziewczyny wzruszają ramionami i idziemy w kierunku Bubble Place, gdzie uwielbiamy siedzieć, bo jest tam miły wystój i pyszne napoje. Wchodzimy do środka i kiedy Perrie i Tina patrzą jeszcze na menu, ja bez wahania zamawiam największą herbatę o smaku melona z kuleczkami mango. Siadam przy małym stoliku i czekam na dziewczyny. Po jakimś czasie przychodzą i siadają obok mnie.
- Wszystko już zorganizowane? Na sto procent? – pytam.
- Na dwieście – mówi Pezz – Sprawdzałam listę, którą dała mi El z tysiąc razy.
- Ślub będzie piękny – dodaje Tina.
- Będzie PERFEKCYJNY! – poprawia Perrie.
Przychodzą nasze zamówienia, ja szybko popijam herbatę, a one kawy. Co chwila się wymieniamy, żeby posmakować innych smaków. Zawsze jak z nimi tu chodziłam, tak robiłyśmy.
Zaczynamy się obrzucać wszelkimi papierami znalezionymi pod ręką, a ludzi dziwnie się na nas patrzą. Wtedy zauważam mężczyznę, który je talerz. On go je. Gryzie i przełyka. Nie wiem, czy jest zrobiony z wafelka czy coś, no ale ON JE TALERZ, LUDZIE.
Co więcej, kiedy myśli, że nikt nie widzi, pakuje ten talerz do torby i z pośpiechem wychodzi.
??!!
------------------------------------------------------------------------------------------
Nie powiem, ta ostatnia akcja z talerzem wydarzyła się naprawdę xD
Śmiałam się jak głupia, jak on go jadł, a potem ukradł.
Co za ludzie xD
Dziękuję za wszystkie miłe oceny, jesteście najlepsi ;3
- Jestem świadkiem – podnosi rękę Tina.
- Ale… Jak?
Uśmiecham się, bo jeszcze nigdy nie dostałam tylu miłych słów. Każdy co chwila mówi, jaka sukienka jest śliczna.
- A co mówi Eleanor?
- Chce ją zobaczyć dopiero przed ślubem.
- A do ślubu pięć dni.
- Dokładnie.
Razem z dziewczynami obgadałyśmy kilka spraw i uznałyśmy, że w parku było by romantyczniej, ale ponieważ Louis jest sławny, bezpieczniej będzie wziąć ślub w kościele. Ja nawet nie wiem jaki wybrały, w tym czasie zajmowałam się sukienką. Podobno wszystko już jest przygotowane, one wszystkim się zajęły. Mam nadzieję, że Eleanor się spodoba. Louis wybrał na drużbów Harry’ego, Zayna i Liama, tak żeby każda dziewczyna miała parę. Niall oczywiście się wkurzył, ale potem sam przyznał, ze byłoby mu głupio stać tam samemu.
Umówiłyśmy się z Tiną, że zrobimy dużo cupcake’ów i ciasteczek, a Perrie zajmie się słonymi przekąskami. Jedzenie, takie normalne (lol) dostarczy firma cateringowa.
Idziemy dziś we trójkę na zakupy, bo jak wiadomo musimy mieć takie same sukienki, a no cóż… nie mamy. Na początku dziewczyny chciały, żebym coś uszyła, ale mamy za mało czasu. Wbiegam do pokoju Bonnie, która z kacem leży rozwalona na podłodze (chyba spadła z łóżka).
- Wychodzę na zakupy!
Rodzicielka burczy coś w dywan, co rozumiem, jako „Oczywiście, weź sobie z mojego portfela troszkę pieniędzy”. Ale jako, że idealna ze mnie córka, nic jej nie zabieram, biorę tylko to, co dostałam na urodziny. Wołam dziewczyny i razem zbiegamy po schodach. Patrzę na buty każdej z nas i zauważam jak strasznie się różnimy. Ja mam miętowe martensy z jaskraworóżowymi sznurówkami. Tina fioletowe conversy, a Perrie czarno białe buty na wielkich obcasach, na których ja już dawno wylądowałabym grobie. Nigdy nie rozumiałam jak ciężar ciała może oprzeć się na takich dwóch małych tyczkach. Tajemnica dziewczyn innych niż ja.
Wychodzimy z domu i wsiadamy do auta Perrie. Nasza koleżanka nie należy do najostrożniejszych kierowców na Ziemi. Jedzie tak szybko, że w pewnym momencie słyszę jak Tina modli się o przeżycie. Ja tylko macham głową w rytm muzyki lecącej z radia. Lubię szybkie jazdy, choć czuję jakbym miała rzadziochę w gaciach.
W końcu jesteśmy na parkingu przy centrum handlowym. Perrie wygląda jak ósmy cud świata, ja wraz z Tiną jak wypłosze. Z lekkim jeszcze szokiem wchodzimy do centrum.
- Chodźcie tu! – Perrie ciągnie nas za ręce do sklepu, do którego normalnie nigdy w życiu bym nie weszła. Wszystko słodkie, różowe, bądź białe, z koronkami, bufkami itp. Przyglądam się z obrzydzeniem landrynkowo różowym sukienkom. Mija chwila, a Perrie podchodzi do nas z trzema identycznymi białymi sukienkami. Mają prostą górę i rozszerzany dół z tiulu. Wyglądają jak typowe sukienki królewny. Krzywię się lekko, ale Perrie wpycha mnie do przymierzalni. Z niechęcią wciskam się w sukienkę, poprawiam delikatnie i przeglądam się w lustrze. Wyglądam… wow. Wychylam głowę zza kotary i wołam dziewczyny. Te wychodzą w takich samych kreacjach. Kręcimy się, a sukienki razem z nami.
- Pezz, nie wiem jak je znalazłaś tak szybko, ale są idealne – mówię.
- Jestem mistrzem, wiedz to N! – krzyczy blondynka i z powrotem wchodzimy do przymierzalni. Zmieniam sukienkę na najlepsze na świecie przetarte jeansy i bluzkę Hazzy z logo Ramones. Wciskam stopy w Martensy, ale nie zdążam ich zawiązać, bo przeszkadza mi Tina, która wbija do mnie i wyciąga mnie z przymierzalni. Idziemy w kierunku kas i płacimy.
Już wiem, czemu nigdy w życiu nie kupowałam w tym sklepie. Z moich urodzinowych oszczędności zostało dziesięć funtów. Z jedną małą papierową torbą i smutną miną na twarzy wychodzę ze sklepu, za mną dziewczyny.
- Idziemy na kawę? – pyta Pezz.
- Herbatę.
Dziewczyny wzruszają ramionami i idziemy w kierunku Bubble Place, gdzie uwielbiamy siedzieć, bo jest tam miły wystój i pyszne napoje. Wchodzimy do środka i kiedy Perrie i Tina patrzą jeszcze na menu, ja bez wahania zamawiam największą herbatę o smaku melona z kuleczkami mango. Siadam przy małym stoliku i czekam na dziewczyny. Po jakimś czasie przychodzą i siadają obok mnie.
- Wszystko już zorganizowane? Na sto procent? – pytam.
- Na dwieście – mówi Pezz – Sprawdzałam listę, którą dała mi El z tysiąc razy.
- Ślub będzie piękny – dodaje Tina.
- Będzie PERFEKCYJNY! – poprawia Perrie.
Przychodzą nasze zamówienia, ja szybko popijam herbatę, a one kawy. Co chwila się wymieniamy, żeby posmakować innych smaków. Zawsze jak z nimi tu chodziłam, tak robiłyśmy.
Zaczynamy się obrzucać wszelkimi papierami znalezionymi pod ręką, a ludzi dziwnie się na nas patrzą. Wtedy zauważam mężczyznę, który je talerz. On go je. Gryzie i przełyka. Nie wiem, czy jest zrobiony z wafelka czy coś, no ale ON JE TALERZ, LUDZIE.
Co więcej, kiedy myśli, że nikt nie widzi, pakuje ten talerz do torby i z pośpiechem wychodzi.
??!!
------------------------------------------------------------------------------------------
Nie powiem, ta ostatnia akcja z talerzem wydarzyła się naprawdę xD
Śmiałam się jak głupia, jak on go jadł, a potem ukradł.
Co za ludzie xD
Dziękuję za wszystkie miłe oceny, jesteście najlepsi ;3
Hahaha, wspomnienie akcji z talerzem rozwala xD
OdpowiedzUsuń