piątek, 3 maja 2013

Rozdział XXVI


TRZY TYGODNIE.
Trzy tygodnie szyłam tą cholerną sukienkę. Jednak nie spodziewałam się, że wyjdzie tak ładnie. (KLIK ;3) Na szczęście Tina ma dokładnie takie same wymiary jak Eleanor, więc to na niej mogłam robić przymiarki.
Bonnie już wróciła i także bardzo mi pomagała. Ona zna się na takich rzeczach, więc radziła mi jak zmienić kilka rzeczy, żeby sukienka była jeszcze ładniejsza. No i motywowała mnie rzucając we mnie jakimiś ciężkimi rzeczami, kiedy chciałam przestać szyć. Przez te trzy tygodnie kompletnie odcięłam się od świata towarzyskiego, Harry i Tina tylko wpadali od czasu do czasu. Nie wiem jak dziewczynom poszło z organizacją ślubu, czy udało im się wszystko załatwić. Mam tylko nadzieję, że poza sukienką w nic mnie nie wrobiły, kiedy udawałam, że je słucham.
- Nicki? Chłopak idealny do ciebie przyszedł – Bonnie zagląda do mojego pokoju, kiedy leżę padnięta na łóżku.
- Cześć mała – wchodzi Harry i siada obok mnie. Przytulam go mocno i zaciągam się zapachem jego wody po goleniu.
- Słyszałem, że skończyłaś sukienkę. Mogę zobaczyć?
Wskazuję ręką na szafę. Harry podchodzi tam i otwiera drzwi. Nie sposób nie zauważyć tej sukienki, wręcz wylewa się z szafy. Wyjmuje ją i patrzy z oszołomieniem.
- Jesteś pewna, że TY ją uszyłaś?!
- Oczywiście. Tymi dłońmi! – wyrzucam ręce w górę.
- To jest… To jest niesamowite, serio. W sklepie nie znaleźlibyśmy czegoś lepszego.
Uśmiecham się szeroko.
- A wiesz może jak dziewczynom poszła organizacja? – pytam.
- Ślub na czterysta osób, w parku, na tej polance, gdzie często chodziliśmy z Pear, potem przenosimy się do hotelu i tam będzie wesele.
- CZTERYSTA OSÓB?!
- Żartuję – Harry się śmieje – El i Lou poprosili skromny ślub, Perrie zrobiła listę na około czterdziestu ludzi. Najbliższa rodzina i znajomi. A wesele będzie w ich domu.
- A co z… No wiesz… Paparazzi?
- Też się nad tym zastanawiałem i chyba lepiej byłoby wziąć ślub w kościele, co?
- Byłoby bezpieczniej. Pogadam potem o tym z dziewczynami.
- A tak ogólnie, to wszystko jest gotowe. Na upieczenie tortu zgłosiła się mama Tiny, jedzenie przygotuje Perrie i Zayn, Liam i Niall robią dekoracje, ty uszyłaś sukienkę, a ja zajmuję się muzyką.
- Będziesz śpiewał? – szczerzę się.
- Haha nie! Bez chłopaków, nigdy w życiu! Będzie Dj.
Udaję smutną. Wiem tylko, że namówię Hazzę na zaśpiewanie, choć jednej piosenki na weselu. Wiem to!
- Nie mogę się doczekać ich ślubu – uśmiecham się pod nosem.
- Ja też. Louis to mój najlepszy przyjaciel, a Eleanor go uszczęśliwia.
Wstaję i przytulam go z całej siły. Jest taki kochany.
- Nicki… A ty chciałabyś wziąć ze mną ślub?
Puszczam go i patrzę jak na idiotę.
- Nie teraz oczywiście! Ale za kilka lat.
- Czemu nie? – szczerzę się.
- MOJE KOCHANE DZIECKO I NICKI! NA DÓŁ, OBIAD JEST! – słyszymy Bonnie.
Spuszczam głowę z rezygnacją, że moja rodzicielka nigdy nie pokocha mnie bardziej niż Harry’ego. Wychodzimy z pokoju i zbiegamy po schodach.
- Co jest do jedzenia? – pytam kiedy jesteśmy już w kuchni.
- Jakaś niezidentyfikowana maź o kolorze kupy i konsystencji jakby ktoś to zjadł i wydalił. Annabelle gotowała.
Oboje patrzymy się na nią z lekko przerażoną miną.
- I my mamy to zjeść tak?
- Jest całkiem smaczne, choć nie wiem co to – Bonnie wzrusza ramionami.
Harry podchodzi do miski i zanurza w tym czymś palec. Potem oblizuje go i robi całkiem zadowoloną minę.
- Jest słodkie, ma słaby posmak banana i mleka. Tak jakby Ann chciała zrobić koktajl bananowy z kakao.
Zanurzam palca i próbuję. Rzeczywiście jest całkiem smaczne, choć wygląda jakby koza z biegunką narobiła nam do miski. Nalewam sobie TEGO trochę do szklanki i piję powoli.
- I to jest obiad? – patrzę na Bonnie.
- Nie zdążę nic dzisiaj zrobić, wychodzę z Sarą.
Sara to mama Tiny. Nasze mamy się przyjaźnią i my się przyjaźnimy.
- To ja coś zrobię.
Bonnie patrzy na mnie jakby objawiła jej się Matka Boska.
- Serio?
- No… Tak. Coś muszę jeść nie?
- Dziękuję, dziękuję! – Bonnie podbiega do mnie i robi coś czego po niej się nie spodziewałam.
Ona mnie przytula.
Patrzę na nią z otwartą ze zdziwienia buzią i także ją ściskam. To chyba pierwszy raz w przeciągu kilku lat, kiedy jest dla mnie miła.
Ale fajne uczucie, mhmm :3

------------------------------------------------------------------------------------------------------------

Ta da ;-;
Na razie kompletnie wysiadają mi pomysł na pisanie, więc przepraszam, że rozdziały są takie z dupy ;-;

1 komentarz:

  1. KŁAMIESZ! Są zajebiste. Ile razy mam ci powtarzać, że kocham cię za tego bloga ? Czekam na następne rozdziały.

    OdpowiedzUsuń