Wciąż nie mogę uwierzyć w to, co się stało. Wieloletnia
przyjaźń przekształciła się w coś tak pięknego. Ja jednak nie mam zamiaru
zmieniać swojego nastawienia do Harry’ego.
Nawet, jeśli ten zaprosił mnie do wystawnej restauracji, do której będę musiała iść w sukience.
Nawet, jeśli na każdym kroku powtarza jak bardzo mnie kocha.
No dobra, coś tam się zmieni.
Do restauracji idziemy jeszcze z Zaynem i Perrie, Louisem i Eleanor, Niallem i Macy i Tiną i Liamem. Czyli cała One Directionowa piątka z dziewczynami.
JESTEM DZIEWCZYNĄ HAZZY.
O BOŻE.
Właśnie sobie to uświadomiłam. Chodzę z nim. Chodzę. Ja. Z nim. Co więcej. Ja go kocham, a on mnie. O boże.
Oczywiście nikt poza Niallem i Annabelle o tym nie wie, Harry chce powiedzieć reszcie przy kolacji.
Idę do pokoju, muszę wybrać, w co mam się ubrać. Myślę o miętowej sukience bombce, ale nie wiem, czy jest ona odpowiednia do takiego miejsca. Przeglądam swoją szafę, aż trafiam na czarną sukienkę z prostą górą i rozszerzaną spódnicą. Będę w niej wyglądać elegancko, ale na tyle zwyczajnie jakbym się nie stroiła. Zawieszam ją sobie na ręku i idę do łazienki. Przebieram się szybko, więcej czasu poświęcam włosom. Robię sobie niedbałego koka, do którego używam gumki i kilku wsuwek. Nie jest źle. Na rękę wciskam kilka bransoletek z czarnych koralików i stwierdzam, że jestem gotowa. Nigdy się nie maluję, więc mam jeszcze trochę czasu. Biegnę do pokoju Bonnie i zamykam się w nim od środka. Ann na pewno zaraz tu wbiegnie z pytaniem, co robię.
A mianowicie szukam sobie butów. Bonnie ma ich wielką kolekcję – od pantofelków, przez botki, aż do kozaków. Biorę pierwszą lepszą parę czarnych balerinek. Nie potrafię chodzić na obcasach, więc szpilki odpadają, a innych butów do tej sukienki sobie nie wyobrażam. No chyba, że martensy, ale ludzie dziwnie by na mnie patrzyli. Przeglądam się w lustrze i zaczynam gadać do siebie, że wyglądam całkiem nieźle. Motywacja jest, mogę iść! Wychylam głowę zza drzwi, sprawdzając czy nie ma tam Ann. Droga wolna. Zbiegam po schodach i zauważam małą śpiącą na kanapie. Podchodzę do niej z rozczuleniem i głaszczę po główce, a wtedy ta zeskakuje na ziemię i zwinnie przerzuca mnie sobie przez ramię. Ze zdziwieniem i przerażeniem zarazem patrzę na nią z podłogi, a ona z miną aniołka znowu kładzie się spać. Postanawiam zemścić się maksymalnie. Do przyjazdu Harry’ego mam jeszcze jakieś piętnaście minut, więc sięgam po radykalne środki.
ZOSTAWIĘ JĄ W DOMU NA CAŁY DZIEŃ Z PANIĄ STACY. HAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHA.
Jak zwykle zanudzi mi dzieciaka opowieściami o mężach, ale może, chociaż posprząta. Sięgam po telefon i mówiąc same miłe słówka namawiam sąsiadkę o wyglądzie mumii egipskiej na opiekę nad moją siostrą.
Tak szczerze nie wiem, kto ma gorzej.
Czekam aż pomarszczona panna przyjdzie i bez słowa wybiegam z domu. Stoję tam chwilę, aż podjeżdża Harry. Idę w stronę samochodu, a ten wysiada.
- Wyglądasz… Wow – mówi lustrując mnie wzrokiem.
- Dzięki – uśmiecham się i daje mu buziaka w policzek.
Chłopak łapie mnie za rękę i otwiera mi drzwi samochodu. Wsiadam i czekam na niego. Odpala silnik i jedziemy.
Harry włącza radio, w którym leci Same Mistakes. Widzę jak jego ręka wędruje w kierunku przycisku zmieniającego stację, ale zatrzymuję ją. Uśmiecham się, bo lubię słuchać początków One Direction. Śpiewam sobie pod nosem, a Harry uśmiecha się jak to słyszy i dołącza do mnie.
Or else we’ll play, play, play
All the same old games.
And we wait, wait, wait
for the end to change.
And we take, take, take it for granted
that we’ll be the same.
But we’re making all the same mistakes.. <3
Wyjemy jak głupi, a ludzi na ulicach patrzą się na nas dziwnie. Jednak mnie to niezbyt obchodzi. Wiem, że teraz to będzie NASZA piosenka.
Dojeżdżamy do restauracji. Wysiadamy i wchodzimy do środka. Wszyscy już tam siedzą, elegancko ubrani. Uśmiecham się do Tiny i Macy, które choć wyglądają spokojnie, w środku na pewno mają tysiące eksplozji. Te wskazują głową na mnie i na Harry’ego. Wzruszam ramionami z uśmiechem i widzę, że ledwo powstrzymują się od skakania ze szczęścia.
Siadam między Harrym, a Tiną i kiedy kelner podchodzi do nas z kartą menu wybałuszam oczy.
CO TO DO DIASKA JEST
ALBO
Nie widzę tu frytek, czy naleśników. Tylko jakieś dziwne francuskie potrawy. Chyba tylko ja i Tina mamy problem z zamówieniem, nawet Macy jakoś sobie radzi. Ze strachem patrzymy się na swoich chłopaków.
- Mogą być pierogi z jagodami? – pyta się Harry z uśmiechem.
- Uwielbiam je! – szczerzę się do niego.
Harry mówi coś po francusku, potem Liam składa zamówienie dla Tiny. Nie wiem jak oni biegle nauczyli się mówić w tym języku. Czekamy w ciszy na zamówienie i widzę, że Harry chce im powiedzieć o nas. Ciszę jednak przerywa Louis, który łapie El za rękę.
- Chcieliśmy wam coś powiedzieć.
Z uśmiechem patrzymy się na nich oczekując, że powiedzą coś typu „kupujemy pieska”. Biorę szklankę z wodą do ręki i zaczynam pić małymi łyczkami.
- Oświadczyłem się Eleanor – mówi Louis.
- A ja powiedziałam „tak” – dodaje jego dziewczyna.
Właśnie wtedy wypluwam wodę na stół.Wciąż nie mogę uwierzyć w to, co się stało. Wieloletnia przyjaźń przekształciła się w coś tak pięknego. Ja jednak nie mam zamiaru zmieniać swojego nastawienia do Harry’ego.
Nawet, jeśli ten zaprosił mnie do wystawnej restauracji, do której będę musiała iść w sukience.
Nawet, jeśli na każdym kroku powtarza jak bardzo mnie kocha.
No dobra, coś tam się zmieni.
Do restauracji idziemy jeszcze z Zaynem i Perrie, Louisem i Eleanor, Niallem i Macy i Tiną i Liamem. Czyli cała One Directionowa piątka z dziewczynami.
JESTEM DZIEWCZYNĄ HAZZY.
O BOŻE.
Właśnie sobie to uświadomiłam. Chodzę z nim. Chodzę. Ja. Z nim. Co więcej. Ja go kocham, a on mnie. O boże.
Oczywiście nikt poza Niallem i Annabelle o tym nie wie, Harry chce powiedzieć reszcie przy kolacji.
Idę do pokoju, muszę wybrać, w co mam się ubrać. Myślę o miętowej sukience bombce, ale nie wiem, czy jest ona odpowiednia do takiego miejsca. Przeglądam swoją szafę, aż trafiam na czarną sukienkę z prostą górą i rozszerzaną spódnicą. Będę w niej wyglądać elegancko, ale na tyle zwyczajnie jakbym się nie stroiła. Zawieszam ją sobie na ręku i idę do łazienki. Przebieram się szybko, więcej czasu poświęcam włosom. Robię sobie niedbałego koka, do którego używam gumki i kilku wsuwek. Nie jest źle. Na rękę wciskam kilka bransoletek z czarnych koralików i stwierdzam, że jestem gotowa. Nigdy się nie maluję, więc mam jeszcze trochę czasu. Biegnę do pokoju Bonnie i zamykam się w nim od środka. Ann na pewno zaraz tu wbiegnie z pytaniem, co robię.
A mianowicie szukam sobie butów. Bonnie ma ich wielką kolekcję – od pantofelków, przez botki, aż do kozaków. Biorę pierwszą lepszą parę czarnych balerinek. Nie potrafię chodzić na obcasach, więc szpilki odpadają, a innych butów do tej sukienki sobie nie wyobrażam. No chyba, że martensy, ale ludzie dziwnie by na mnie patrzyli. Przeglądam się w lustrze i zaczynam gadać do siebie, że wyglądam całkiem nieźle. Motywacja jest, mogę iść! Wychylam głowę zza drzwi, sprawdzając czy nie ma tam Ann. Droga wolna. Zbiegam po schodach i zauważam małą śpiącą na kanapie. Podchodzę do niej z rozczuleniem i głaszczę po główce, a wtedy ta zeskakuje na ziemię i zwinnie przerzuca mnie sobie przez ramię. Ze zdziwieniem i przerażeniem zarazem patrzę na nią z podłogi, a ona z miną aniołka znowu kładzie się spać. Postanawiam zemścić się maksymalnie. Do przyjazdu Harry’ego mam jeszcze jakieś piętnaście minut, więc sięgam po radykalne środki.
ZOSTAWIĘ JĄ W DOMU NA CAŁY DZIEŃ Z PANIĄ STACY. HAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHA.
Jak zwykle zanudzi mi dzieciaka opowieściami o mężach, ale może, chociaż posprząta. Sięgam po telefon i mówiąc same miłe słówka namawiam sąsiadkę o wyglądzie mumii egipskiej na opiekę nad moją siostrą.
Tak szczerze nie wiem, kto ma gorzej.
Czekam aż pomarszczona panna przyjdzie i bez słowa wybiegam z domu. Stoję tam chwilę, aż podjeżdża Harry. Idę w stronę samochodu, a ten wysiada.
- Wyglądasz… Wow – mówi lustrując mnie wzrokiem.
- Dzięki – uśmiecham się i daje mu buziaka w policzek.
Chłopak łapie mnie za rękę i otwiera mi drzwi samochodu. Wsiadam i czekam na niego. Odpala silnik i jedziemy.
Harry włącza radio, w którym leci Same Mistakes. Widzę jak jego ręka wędruje w kierunku przycisku zmieniającego stację, ale zatrzymuję ją. Uśmiecham się, bo lubię słuchać początków One Direction. Śpiewam sobie pod nosem, a Harry uśmiecha się jak to słyszy i dołącza do mnie.
Or else we’ll play, play, play
All the same old games.
And we wait, wait, wait
for the end to change.
And we take, take, take it for granted
that we’ll be the same.
But we’re making all the same mistakes.. <3
Wyjemy jak głupi, a ludzi na ulicach patrzą się na nas dziwnie. Jednak mnie to niezbyt obchodzi. Wiem, że teraz to będzie NASZA piosenka.
Dojeżdżamy do restauracji. Wysiadamy i wchodzimy do środka. Wszyscy już tam siedzą, elegancko ubrani. Uśmiecham się do Tiny i Macy, które choć wyglądają spokojnie, w środku na pewno mają tysiące eksplozji. Te wskazują głową na mnie i na Harry’ego. Wzruszam ramionami z uśmiechem i widzę, że ledwo powstrzymują się od skakania ze szczęścia.
Siadam między Harrym, a Tiną i kiedy kelner podchodzi do nas z kartą menu wybałuszam oczy.
CO TO DO DIASKA JEST
ALBO
Nie widzę tu frytek, czy naleśników. Tylko jakieś dziwne francuskie potrawy. Chyba tylko ja i Tina mamy problem z zamówieniem, nawet Macy jakoś sobie radzi. Ze strachem patrzymy się na swoich chłopaków.
- Mogą być pierogi z jagodami? – pyta się Harry z uśmiechem.
- Uwielbiam je! – szczerzę się do niego.
Harry mówi coś po francusku, potem Liam składa zamówienie dla Tiny. Nie wiem jak oni biegle nauczyli się mówić w tym języku. Czekamy w ciszy na zamówienie i widzę, że Harry chce im powiedzieć o nas. Ciszę jednak przerywa Louis, który łapie El za rękę.
- Chcieliśmy wam coś powiedzieć.
Z uśmiechem patrzymy się na nich oczekując, że powiedzą coś typu „kupujemy pieska”. Biorę szklankę z wodą do ręki i zaczynam pić małymi łyczkami.
- Oświadczyłem się Eleanor – mówi Louis.
- A ja powiedziałam „tak” – dodaje jego dziewczyna.
Właśnie wtedy wypluwam wodę na stół.Wciąż nie mogę uwierzyć w to, co się stało. Wieloletnia przyjaźń przekształciła się w coś tak pięknego. Ja jednak nie mam zamiaru zmieniać swojego nastawienia do Harry’ego.
Nawet, jeśli ten zaprosił mnie do wystawnej restauracji, do której będę musiała
iść w sukience.
Nawet, jeśli na każdym kroku powtarza jak bardzo mnie kocha.
No dobra, coś tam się zmieni.
Do restauracji idziemy jeszcze z Zaynem i Perrie, Louisem i Eleanor, Niallem i Macy i Tiną i Liamem. Czyli cała One Directionowa piątka z dziewczynami.
JESTEM DZIEWCZYNĄ HAZZY.
O BOŻE.
Właśnie sobie to uświadomiłam. Chodzę z nim. Chodzę. Ja. Z nim. Co więcej. Ja go kocham, a on mnie. O boże.
Oczywiście nikt poza Niallem i Annabelle o tym nie wie, Harry chce powiedzieć reszcie przy kolacji.
Idę do pokoju, muszę wybrać, w co mam się ubrać. Myślę o miętowej sukience bombce, ale nie wiem, czy jest ona odpowiednia do takiego miejsca. Przeglądam swoją szafę, aż trafiam na czarną sukienkę z prostą górą i rozszerzaną spódnicą. Będę w niej wyglądać elegancko, ale na tyle zwyczajnie jakbym się nie stroiła. Zawieszam ją sobie na ręku i idę do łazienki. Przebieram się szybko, więcej czasu poświęcam włosom. Robię sobie niedbałego koka, do którego używam gumki i kilku wsuwek. Nie jest źle. Na rękę wciskam kilka bransoletek z czarnych koralików i stwierdzam, że jestem gotowa. Nigdy się nie maluję, więc mam jeszcze trochę czasu. Biegnę do pokoju Bonnie i zamykam się w nim od środka. Ann na pewno zaraz tu wbiegnie z pytaniem, co robię.
A mianowicie szukam sobie butów. Bonnie ma ich wielką kolekcję – od pantofelków, przez botki, aż do kozaków. Biorę pierwszą lepszą parę czarnych balerinek. Nie potrafię chodzić na obcasach, więc szpilki odpadają, a innych butów do tej sukienki sobie nie wyobrażam. No chyba, że martensy, ale ludzie dziwnie by na mnie patrzyli. Przeglądam się w lustrze i zaczynam gadać do siebie, że wyglądam całkiem nieźle. Motywacja jest, mogę iść! Wychylam głowę zza drzwi, sprawdzając czy nie ma tam Ann. Droga wolna. Zbiegam po schodach i zauważam małą śpiącą na kanapie. Podchodzę do niej z rozczuleniem i głaszczę po główce, a wtedy ta zeskakuje na ziemię i zwinnie przerzuca mnie sobie przez ramię. Ze zdziwieniem i przerażeniem zarazem patrzę na nią z podłogi, a ona z miną aniołka znowu kładzie się spać. Postanawiam zemścić się maksymalnie. Do przyjazdu Harry’ego mam jeszcze jakieś piętnaście minut, więc sięgam po radykalne środki.
ZOSTAWIĘ JĄ W DOMU NA CAŁY DZIEŃ Z PANIĄ STACY. HAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHA.
Jak zwykle zanudzi mi dzieciaka opowieściami o mężach, ale może, chociaż posprząta. Sięgam po telefon i mówiąc same miłe słówka namawiam sąsiadkę o wyglądzie mumii egipskiej na opiekę nad moją siostrą.
Tak szczerze nie wiem, kto ma gorzej.
Czekam aż pomarszczona panna przyjdzie i bez słowa wybiegam z domu. Stoję tam chwilę, aż podjeżdża Harry. Idę w stronę samochodu, a ten wysiada.
- Wyglądasz… Wow – mówi lustrując mnie wzrokiem.
- Dzięki – uśmiecham się i daje mu buziaka w policzek.
Chłopak łapie mnie za rękę i otwiera mi drzwi samochodu. Wsiadam i czekam na niego. Odpala silnik i jedziemy.
Harry włącza radio, w którym leci Same Mistakes. Widzę jak jego ręka wędruje w kierunku przycisku zmieniającego stację, ale zatrzymuję ją. Uśmiecham się, bo lubię słuchać początków One Direction. Śpiewam sobie pod nosem, a Harry uśmiecha się jak to słyszy i dołącza do mnie.
Or else we’ll play, play, play
All the same old games.
And we wait, wait, wait
for the end to change.
And we take, take, take it for granted
that we’ll be the same.
But we’re making all the same mistakes.. <3
Wyjemy jak głupi, a ludzi na ulicach patrzą się na nas dziwnie. Jednak mnie to niezbyt obchodzi. Wiem, że teraz to będzie NASZA piosenka.
Dojeżdżamy do restauracji. Wysiadamy i wchodzimy do środka. Wszyscy już tam siedzą, elegancko ubrani. Uśmiecham się do Tiny i Macy, które choć wyglądają spokojnie, w środku na pewno mają tysiące eksplozji. Te wskazują głową na mnie i na Harry’ego. Wzruszam ramionami z uśmiechem i widzę, że ledwo powstrzymują się od skakania ze szczęścia.
Siadam między Harrym, a Tiną i kiedy kelner podchodzi do nas z kartą menu wybałuszam oczy.
CO TO DO DIASKA JEST
ALBO
Nie widzę tu frytek, czy naleśników. Tylko jakieś dziwne francuskie potrawy. Chyba tylko ja i Tina mamy problem z zamówieniem, nawet Macy jakoś sobie radzi. Ze strachem patrzymy się na swoich chłopaków.
- Mogą być pierogi z jagodami? – pyta się Harry z uśmiechem.
- Uwielbiam je! – szczerzę się do niego.
Harry mówi coś po francusku, potem Liam składa zamówienie dla Tiny. Nie wiem jak oni biegle nauczyli się mówić w tym języku. Czekamy w ciszy na zamówienie i widzę, że Harry chce im powiedzieć o nas. Ciszę jednak przerywa Louis, który łapie El za rękę.
- Chcieliśmy wam coś powiedzieć.
Z uśmiechem patrzymy się na nich oczekując, że powiedzą coś typu „kupujemy pieska”. Biorę szklankę z wodą do ręki i zaczynam pić małymi łyczkami.
- Oświadczyłem się Eleanor – mówi Louis.
- A ja powiedziałam „tak” – dodaje jego dziewczyna.
Właśnie wtedy wypluwam wodę na stół.
------------------------------------------------------------------------------------------------------------
Ta daaa! :3
Nawet, jeśli na każdym kroku powtarza jak bardzo mnie kocha.
No dobra, coś tam się zmieni.
Do restauracji idziemy jeszcze z Zaynem i Perrie, Louisem i Eleanor, Niallem i Macy i Tiną i Liamem. Czyli cała One Directionowa piątka z dziewczynami.
JESTEM DZIEWCZYNĄ HAZZY.
O BOŻE.
Właśnie sobie to uświadomiłam. Chodzę z nim. Chodzę. Ja. Z nim. Co więcej. Ja go kocham, a on mnie. O boże.
Oczywiście nikt poza Niallem i Annabelle o tym nie wie, Harry chce powiedzieć reszcie przy kolacji.
Idę do pokoju, muszę wybrać, w co mam się ubrać. Myślę o miętowej sukience bombce, ale nie wiem, czy jest ona odpowiednia do takiego miejsca. Przeglądam swoją szafę, aż trafiam na czarną sukienkę z prostą górą i rozszerzaną spódnicą. Będę w niej wyglądać elegancko, ale na tyle zwyczajnie jakbym się nie stroiła. Zawieszam ją sobie na ręku i idę do łazienki. Przebieram się szybko, więcej czasu poświęcam włosom. Robię sobie niedbałego koka, do którego używam gumki i kilku wsuwek. Nie jest źle. Na rękę wciskam kilka bransoletek z czarnych koralików i stwierdzam, że jestem gotowa. Nigdy się nie maluję, więc mam jeszcze trochę czasu. Biegnę do pokoju Bonnie i zamykam się w nim od środka. Ann na pewno zaraz tu wbiegnie z pytaniem, co robię.
A mianowicie szukam sobie butów. Bonnie ma ich wielką kolekcję – od pantofelków, przez botki, aż do kozaków. Biorę pierwszą lepszą parę czarnych balerinek. Nie potrafię chodzić na obcasach, więc szpilki odpadają, a innych butów do tej sukienki sobie nie wyobrażam. No chyba, że martensy, ale ludzie dziwnie by na mnie patrzyli. Przeglądam się w lustrze i zaczynam gadać do siebie, że wyglądam całkiem nieźle. Motywacja jest, mogę iść! Wychylam głowę zza drzwi, sprawdzając czy nie ma tam Ann. Droga wolna. Zbiegam po schodach i zauważam małą śpiącą na kanapie. Podchodzę do niej z rozczuleniem i głaszczę po główce, a wtedy ta zeskakuje na ziemię i zwinnie przerzuca mnie sobie przez ramię. Ze zdziwieniem i przerażeniem zarazem patrzę na nią z podłogi, a ona z miną aniołka znowu kładzie się spać. Postanawiam zemścić się maksymalnie. Do przyjazdu Harry’ego mam jeszcze jakieś piętnaście minut, więc sięgam po radykalne środki.
ZOSTAWIĘ JĄ W DOMU NA CAŁY DZIEŃ Z PANIĄ STACY. HAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHA.
Jak zwykle zanudzi mi dzieciaka opowieściami o mężach, ale może, chociaż posprząta. Sięgam po telefon i mówiąc same miłe słówka namawiam sąsiadkę o wyglądzie mumii egipskiej na opiekę nad moją siostrą.
Tak szczerze nie wiem, kto ma gorzej.
Czekam aż pomarszczona panna przyjdzie i bez słowa wybiegam z domu. Stoję tam chwilę, aż podjeżdża Harry. Idę w stronę samochodu, a ten wysiada.
- Wyglądasz… Wow – mówi lustrując mnie wzrokiem.
- Dzięki – uśmiecham się i daje mu buziaka w policzek.
Chłopak łapie mnie za rękę i otwiera mi drzwi samochodu. Wsiadam i czekam na niego. Odpala silnik i jedziemy.
Harry włącza radio, w którym leci Same Mistakes. Widzę jak jego ręka wędruje w kierunku przycisku zmieniającego stację, ale zatrzymuję ją. Uśmiecham się, bo lubię słuchać początków One Direction. Śpiewam sobie pod nosem, a Harry uśmiecha się jak to słyszy i dołącza do mnie.
Or else we’ll play, play, play
All the same old games.
And we wait, wait, wait
for the end to change.
And we take, take, take it for granted
that we’ll be the same.
But we’re making all the same mistakes.. <3
Wyjemy jak głupi, a ludzi na ulicach patrzą się na nas dziwnie. Jednak mnie to niezbyt obchodzi. Wiem, że teraz to będzie NASZA piosenka.
Dojeżdżamy do restauracji. Wysiadamy i wchodzimy do środka. Wszyscy już tam siedzą, elegancko ubrani. Uśmiecham się do Tiny i Macy, które choć wyglądają spokojnie, w środku na pewno mają tysiące eksplozji. Te wskazują głową na mnie i na Harry’ego. Wzruszam ramionami z uśmiechem i widzę, że ledwo powstrzymują się od skakania ze szczęścia.
Siadam między Harrym, a Tiną i kiedy kelner podchodzi do nas z kartą menu wybałuszam oczy.
CO TO DO DIASKA JEST
ALBO
Nie widzę tu frytek, czy naleśników. Tylko jakieś dziwne francuskie potrawy. Chyba tylko ja i Tina mamy problem z zamówieniem, nawet Macy jakoś sobie radzi. Ze strachem patrzymy się na swoich chłopaków.
- Mogą być pierogi z jagodami? – pyta się Harry z uśmiechem.
- Uwielbiam je! – szczerzę się do niego.
Harry mówi coś po francusku, potem Liam składa zamówienie dla Tiny. Nie wiem jak oni biegle nauczyli się mówić w tym języku. Czekamy w ciszy na zamówienie i widzę, że Harry chce im powiedzieć o nas. Ciszę jednak przerywa Louis, który łapie El za rękę.
- Chcieliśmy wam coś powiedzieć.
Z uśmiechem patrzymy się na nich oczekując, że powiedzą coś typu „kupujemy pieska”. Biorę szklankę z wodą do ręki i zaczynam pić małymi łyczkami.
- Oświadczyłem się Eleanor – mówi Louis.
- A ja powiedziałam „tak” – dodaje jego dziewczyna.
Właśnie wtedy wypluwam wodę na stół.
------------------------------------------------------------------------------------------------------------
Ta daaa! :3
Piękny *.*
OdpowiedzUsuń