Dzisiejszy
dzień chcę spędzić sama.
Bez Harry’ego. Bez Tiny. Bez nikogo. Sama.
Hazza wyszedł całkiem niedawno. Ledwo się obudził, a już dostał telefon i
musiał sobie iść.
Osobiście mi to nie przeszkadza. Każdy czasami potrzebuje trochę czasu tylko
dla siebie. Postanowiłam, że cały dzień spędzę w domu z Annabelle. Pobawię się
z nią trochę, obejrzymy bajkę i zrobię jej obiadek. A potem może pójdziemy na
spacer. W końcu to moja młodsza kochana siostrzyczka!
Ann zaczyna poważnie działać mi na nerwy.
Znosiłam wszystkie jej zachcianki. Uznałam, że będę dzisiaj dobrą siostrą. Robiłam
wszystko, co chciała. Przebrałam się w jej strój wróżki, udawałam jej konia,
nawet nie byłam zła, gdy zamknęła mnie w szafie. Ale kiedy powiedziała, że
wszystko nagrała (nie wiem jak), przegięła. Moja siostra to szatan w istnej
postaci. Ma siedem lat, a kiedy wchodzę do jej pokoju, czuję się jakbym była
pod odstrzałem. Znając ją, to zamiast zbierać na lalki i cukierki, wydaje
pieniądze na nielegalną broń i ukryte kamery… Nawet ten wyrostek pokazał mi te
nagrania. Według moich obserwacji ma kamery w swoim ulubionym misiu, w jednej z
książek i w rogu pokoju.
Zostawiłam ją samą i siedzę teraz w salonie. Oglądam sobie koncert One
Direction, który mam nagrany z miejsca tuż pod sceną. Kochany Harry załatwił mi
bilety. Lubię ten koncert. Byłam na, wielu, ale tu chłopcy wygłupiają się jak
nigdy.
Śmieję się jak wykonują zadania, postawione im przez fanów.
Słyszę dzwonek komórki. To specjalnie nagrane przez Hazzę dla mnie
„Irresistible”. Słucham chwilę piosenki, miotając głową w prawo i lewo głową.
Odbieram szybko i w rytm wcześniej lecianej melodii mówię :
- Halo?
- Nicki? – słyszę dziewczęcy głos.
- Stephanie?! – prawię dławię się ze zdziwienia.
Stephanie to moja i Tiny niegdyś najlepsza przyjaciółka. Przeprowadziła się jednak
do Nowego Jorku, bo jej tata dostał świetną propozycję pracy. Na początku Steph
dzwoniła do nas, ale potem, znalazła sobie inne koleżanki i przestała. W sumie
jej się nie dziwię. Jej przyjaciółki były takie… nowojorskie.
- Cześć, kochanie! Żyjesz tam jeszcze? – pyta słodkim głosem.
- Tak i mam się dobrze – uśmiecham się.
- Wspaniale! Słuchaj kochana, czy jest możliwość żebym zatrzymała się u ciebie
na jakiś tydzień?
- Jesteś w Londynie?!
- Tak. Przepraszam, że wcześniej nic nie mówiłam. To, co mogłabym?
Szybko rozważam wszystkie „za” i „przeciw”. Ale uświadamiam sobie, że Steph ma
dużo pieniędzy. Mogłaby wynająć sobie wielki apartament w hotelu. Pewnie po
prostu stęskniła się troszkę.
- Oczywiście, że możesz.
- Dzięki wielkie kochana! Jesteś najlepsza – cmoka do mnie – Będę u ciebie
jutro rano, dobrze?
- Okej. Kopę lat co? – uśmiecham się.
- Aż za dużo! Do zobaczenia, kocham!
Rozłącza się.
Szybko dzwonię do Tiny i mówię jej o wszystkim.
- No, chyba żartujesz?! – drze się moja przyjaciółka.
- Nie. Świetnie co? Steph – wielki powrót.
- Ja nie uważam tego za takie świetne. Ale rób, co chcesz. Muszę kończyć Gouda
wariuje. Ciao!
- Pa.
Nie wiem, o co jej chodzi. Przecież kiedyś tak samo jak ja kochała Stephanie. A
teraz… Nie wytrzymuję i dzwonię do
Harry’ego.
- Wpadniesz do mnie?
- Zaraz będę.
Na tym to zawsze mogę polegać. Wiem, że ten dzień miałam spędzić bez znajomych,
jednak nie dałam rady. Czuję się taka samotna. To boli. Strasznie boli. Rzucam
się na kanapę i leżę tak przez minutkę. Może dwie. A może dwadzieścia. Słyszę
dziwny pisk, ale nie reaguję. Wtedy coś kładzie się na mnie. Zaczynam
wrzeszczeć jak idiotka i machać rękami we wszystkie możliwe kierunki.
- Aaaaa! Ratunku! To Harry! ... Harry?
- Cześć – mówi ze stoickim spokojem, jakby moich wrzasków wcale nie było.
- Cześć! – patrzę na niego poirytowana – Czemu się na mnie położyłeś?
- Bo leżałaś – mówi jakby to wszystko wyjaśniało.
- Zapomniałam – odpowiadam sarkastycznie.
Siadamy na kanapę i patrzymy się na siebie.
- Co jest N? Big N? Mc N? Puciu-puciu N? Na…
- Skończ już.
- Przepraszam. To, co jest?
- Nic.
Harry ma minę jakby chciał mnie zdzielić.
- Zepsuł mi się samochód. Po to, więc biegłem kilka kilometrów?
- Nie musiałeś.
Hazza zaczyna nawalać mnie poduszką.
- Brzmiałaś jakbyś płakała! A ja jestem twoim przyjacielem! Musiałem tu być!
Zrywam się i także go biję. Zaczyna się niezła wojna. Tłuczemy się poduszkami.
Przypadkiem nastaję Harry’emu na nogawkę spodni. Te spadają mu do kolan i mój
przyjaciel się przewraca. Kiedy spada na ziemię, ciągnie mnie za nogi, przez co
i ja leżę. Zaczynamy się śmiać. Wtedy do mojego domu wpada Tina. Patrzy na nas
osłupiała.
- Czemu ja zawsze znajduję was w dość dwuznacznej sytuacji? – pyta.
I kiedy się tak temu przyjrzeć, to ma całkowitą rację.
hahahahaa "Czemu ja zawsze znajduję was w dość dwuznacznej sytuacji? " rozwaliło mnie ; 3
OdpowiedzUsuń