niedziela, 10 marca 2013

Rozdział III

Jestem wykończona. Na szczęście są wakacje, bo wróciłam do domu po północy. Gdy wszyscy musieli już iść, ja i Harry jeszcze szwędaliśmy się po mieście. A teraz on leży tu, obok mnie i oddycha lekko. Na szczęście u mnie śpi w ubraniach. Nieważne.
Tak właściwie nie miał zostać u mnie na noc. Sądziłam, że koło pierwszej wróci do domu. Zaprosiłam go (jak zawsze) do siebie, a on padł na łóżko, przykrył się kołdrą i powiedział, że się nie ruszy. No i się nie ruszył. Bo zasnął od razu. No więc ja szybko się umyłam i także położyłam się w łóżku. Jest grubo po trzeciej i choć jestem zmęczona, nie jestem śpiąca. Jednak gaszę lampkę nocną i zamykam powieki.

- WSTAWAJ ŚPIOSZKU!  - Harry wita mnie mokrym buziakiem w policzek.
Zrywam się od razu, bo on dobrze wie, że tego nie znoszę.
- Bonnie zrobiła śniadanie – mówi.
Bonnie to moja mama. Nawet mi i Annabelle każe mówić do siebie po imieniu, bo uważa, że tak czuje się młodziej. Harry jest dla niej jak brakujący syn. Uwielbia go.
Z trudem wstaję z łóżka i zataczam się jakbym była pijana. Wpadam na Harry’ego i się nie ruszam.
- Żyjesz? – pyta.
Nie odpowiadam. Bierze mnie na barana i schodzi na dół. Dziękuję mu cicho i odgarniam mu włosy z twarzy. Stawia mnie obok krzesła przy wyspie kuchennej. Siadam i widzę Bonnie, która patrzy się na mnie jak na uciekinierkę z psychiatryka.
- Mogłeś ją po prostu zepchnąć ze schodów – mówi do Harry’ego.
Kochana mamusia.
- Myślałem nad tym, ale jednak wolę mieć z nią dobre stosunki, bo mnie karmi.
Kochany przyjaciel.
- Teoretycznie to ja cię karmię – zastanawia się Bonnie.
- I za to cię uwielbiam – szczerzy się.
Przyglądam się im zaspana, aż mamusia rzuca we mnie pomarańczą.
- Masz to zjeść padalcu – podstawia mi talerz z omletem pod nos.
- Ja też cię kocham – uśmiecham się sztucznie.
Właśnie myślę jak kocham moją rodzinę, aż Ann rzuca we mnie kapciem. Wszystko byłoby w porządku gdyby nie fakt, że jest cały usmarowany dżemem. Mam teraz czerwoną maź wszędzie.
Normalna mama zaczęła by krzyczeć na swoją młodszą córkę o wyglądzie aniołka. Ale czy ktoś kiedykolwiek powiedział, że Bonnie jest statystyczną matką?
- Bardzo dobrze Annabelle! I tak potrzebowała prysznica! – przybiła z moją kochaną siostrzyczką piątkę.
Harry wybucha śmiechem. Już dawno uświadomiłam sobie, że jedynym celem życiowym mojej dwuosobowej rodziny jest poniżanie mnie, ale czasami mi to przeszkadza.
Czuję się jak w Animal Planet, wszyscy obserwują każdy mój ruch.
„Samica nie zwraca uwagi na panującą wokół ciszę i w spokoju zabiera się do zjedzenia posiłku. Przy pierwszym kęsie, rozgląda się. Żując mówi coś w swoim języku, po czym szybko ucieka do swojego szałasu.”
Właśnie tak się czuję.
Na szczęście Bonnie wysłuchała moich próśb i w nowym domu zapewniła mi łazienkę w pokoju. Która jest tylko moja, mojusieńka.
Idę do szafy i biorę moje ulubione czarne spodnie i bluzkę Harry’ego. Nie mam bladego pojęcia co ona tu robi, ale jak już jest to może się przydać. Chwytam z szuflady bieliznę i idę wchodzę do łazienki
Zamykam się od środka. Nie mam czasu na prysznic, bo jeszcze dzisiaj jestem umówiona z Tiną, więc tylko przemywam się wilgotnym ręcznikiem. Ubieram się w wybrane wcześniej ciuchy i schodzę na dół.
Najwyraźniej rodzinka zrozumiała swoje złe zachowanie, bo Ann w zadziwiający sposób zniknęła. Razem ze swoim kapciem.
- Idziesz gdzieś dzisiaj? – pyta Harry.
- Tak. Zaraz lecę się spotkać z Tiną.  A co?
- Idę z Liamem i Louisem na zakupy, chcecie się wybrać?
- Tak – burczę.
- Oj, nie bądź zła za tamto! – wstaje i mnie przytula.
Nienawidzę go za to. Nikt nie przytula lepiej od niego, więc choć bardzo bym chciała, nie potrafię się na niego złościć. Kiedy mnie puszcza ledwo powstrzymuję uśmiech. Jednak zaraz zaczynam się śmiać.
- Znowu się udało! – krzyczy z radością.
Daję mu kuksańca w bok, a Bonnie patrzy na nas z rozczuleniem.
- Dobra, moje dziecko i Nicki – po raz kolejny udowadnia swoją miłość do mnie – Możecie już sobie iść.
Chwytam Harry’ego za rękę i idziemy w stronę przedpokoju. Zabieram bluzę, która wisi na wieszaku i zarzucam ją sobie na ramiona. Szybko wciskam nogi w martensy i wychodzimy.

------------------------------------------------------------------------------------------------------------

Musiałam go napisać, nawet jeśli powinnam się uczyć <3 Jest krótki, ale jest <3

2 komentarze:

  1. Kocham ten rozdział całym sercem <3 Szkoda, że taki krótki ;_; Ale rozumiem szkoła, fizyka i niemiecki ;_; Co nie zmienia faktu że jest i wymiata <3333

    OdpowiedzUsuń