poniedziałek, 11 marca 2013

Rozdział IV



Harry obiecał mi, że w zamian za to, że się ze mnie śmiał, będę mogła wybrać sobie coś ładnego w centrum handlowym. Już wiem, co to będzie – miętowe martensy, które marzą mi się od dawna.
Jesteśmy już wszyscy i chodzimy po sklepach. Ja i Tina robimy to dość nie chętnie, bo obie nie znosimy zakupów, jednak muszę przyznać, że z chłopakami jest naprawdę fajnie. Wpychają nas do przymierzalni razem z głupimi ciuchami, a potem każą chodzić krokiem modelki. Ostatnio Louis zgarnął z wieszaka jakieś ciuchy i nie pokazując nam ich wbiegł do kabiny. Po dwóch minutach wyszedł w czerwonej sukience wieczorowej z kopertówką w ręku. Wszyscy śmiali się do rozpuku.
Przechodzimy właśnie obok mojego ulubionego sklepu, gdzie jest naprawdę duży wybór martensów. Chwytam Harry’ego za rękę i ciągnę go w tamtą stronę, a Tina patrzy na nas ze zdziwieniem. Patrzę na nią i macham głową żeby szła. Ta wzrusza ramionami i odchodzi. Wchodzimy do sklepu i od razu dopływa do mnie zapach nowej skóry. Zaciągam się, a Harry patrzy na mnie jak na wariatkę. Szybko podbiegam do półki z martensami i szukam wymarzonego koloru. Znajduję je i wybieram swój rozmiar. Wiem dobrze, jakiego potrzebuję, bo przymierzałam je setki razy. Uśmiechnięta od ucha do ucha podaję Harry’emu pudełko.
- To chcesz? – śmieje się.
- Właśnie, tak. Wtedy ci wybaczę.
Harry sięga po pudełko i idzie do kasy. Rozpromieniona gonię mojego przyjaciela i widzę tylko jak wyciąga portfel i płaci. Zaraz potem podaje mi torbę z kartonem w środku.
- Jesteś najlepszy! – piszczę i rzucam mu się na szyję.
- Pańska dziewczyna chyba się ucieszyła – mówi kasjerka.
- Właściwie to jesteśmy… - zaczynam.
- Małżeństwem – kończy Harry – Chodź kochanie – obejmuje mnie ramieniem i wychodzimy ze sklepu.
- Co to było? – wybucham śmiechem.
Harry tylko uśmiecha się.
- Chcemy ich szukać? – ma na myśli Louisa, Liama i Tinę – Czy chodzimy razem?
- Razem.
Przytulam go mocno. Mam najlepszego przyjaciela na świecie. Nie wiem, co bym bez niego zrobiła.
- Chcesz iść na herbatkę? – pytam.
- Zawsze! – odpowiada, po czym biegnie w stronę naszej ulubionej herbaciarni. Pędzę za nim, ale i tak nie mogę go dogonić. Dopiero, gdy jest przy drzwiach zatrzymuje się i czeka na mnie. Truchtam do niego i wchodzimy.
- Usiądź, ja zamówię – mówi.
Słucham się go i zajmuję „nasze” miejsca. Są najbardziej schowane, dzięki czemu możemy w spokoju porozmawiać. Kładę siatkę z butami na ziemi i czekam na Harry’ego.
Widzę jak balansuje z dwoma wielkimi kubkami herbaty. Kładzie jeden przede mną. Siada naprzeciwko i oboje, w tym samym czasie sięgamy po kubki. Bierzemy po łyku, po czym zamieniamy się. Zawsze tak robimy, zamawiamy dwie różne herbaty, żeby było smaczniej.
- Myślisz, że Tina podoba się Liamowi? – pytam siorbiąc gorący napój.
- Na pewno. Patrzy się na nią, jak Niall na jedzenie.
Śmieję się i patrzę na mojego przyjaciela. Sam niedawno powiedział „Czuję jakbym się obudził w twarzowej fryzurze z niższym głosem”. Jednak nie tylko to się zmieniło. Wciąż się uśmiecha, jest szczęśliwy. Bardziej się otworzył, kiedyś był strasznie skryty.
- Co jest? – Harry zauważył, że mu się przyglądam.
- Nic. Absolutnie nic – uśmiecham się.
On także odpowiada mi uśmiechem i patrzymy się tak na siebie przez chwilę.
- Wiedziałem, że tu będą! – słyszę za sobą.
Odwracam się. Stoi tam Louis, Liam i Tina.
- Czemu nas nie szukaliście? – Tina udaje smutną minę. Wygląda jak kapucynka.
- Nasze towarzystwo nam wystarcza – odpowiada ze spokojem Harry.
To błąd. Zaraz cała trójka zaczyna gwizdać i śpiewać „Zakochana para..”. Nie zwracam na to uwagi. Harry też ma ich w nosie i znowu zamieniamy się kubkami.
- Posiedzimy tutaj z wami – Louis uśmiecha się jak idiota i popycha Tinę i Liama na krzesła obok nas.
Wzdycham głęboko i patrzę się na mojego przyjaciela. Uśmiechamy się lekko, tak, że nikt tego nie widzi.
- Opowiem wam niesamowitą historię! – krzyczy Louis i zaczyna gadać coś bez sensu.
Harry ukrywa się za kubkiem herbaty i pokazuje mu język. Ja wtedy robię świński ryjek. Robimy coraz to głupsze miny i ledwo powstrzymujemy śmiech.
-Co wy robicie? – zastanawia się Tina.
Oboje udajemy, że ziewamy.
- Ale jestem zmęczona! – udaję.
- Tak ja też! Lepiej wracajmy! – symuluje Harry.
Wstajemy we dwójkę i śmiejąc się pod nosem, zostawiamy przyjaciół przy stoliku.

---------------------------------------------------------------------------------------------------------------

Czemu to jest tylko moja wyobraźnia? ;__;
Pozdrawiam Tinę i Emilkę, która stara się być directionerką xD

3 komentarze:

  1. Taak z Emi taka directionerka, że nawet nie zna ich imion ale spoko :D
    Nie tylko twoja wyobraźnia bejbs. Kocham to i wiem, że w prawdziwym życiu postąpiłabym innaczej xD Al eto nie ja więc... nie ważne. I LOVE IT !!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ale się stara xD
      To je mój umysł, każdy postąpiłby inaczej .
      Jednak piszę, jak piszę, więc... ^^

      Usuń